A Potem Tańczyliśmy – Recenzja

Z Gruzińskim kinem nigdy nie było mi po drodze aż do teraz. I cóż to za rozpoczęcie przygody! Może wyjdzie z tego mała laurka dla tego filmu, ale jak go nie chwalić?

Historię można podzielić na 3 części. Spokojnie, postaram się uniknąć większych spoilerów i trzymać ogółów. Pierwsza jest bardzo naturalistyczna i od razu budzi skojarzenia z Sieranevadą. Oczywiście buduje podstawy pod zawiązanie się relacji przez najważniejszych bohaterów, ale też we wspaniały sposób pokazuje trudy codzienności owych bohaterów. Trening, praca, powtórz. Brak większych perspektyw na rozwój, no chyba, że przez taniec. Co z tego, jak na każdym kroku dostajemy sygnały, że nie jest to najkorzystniejsza droga rozwoju.

Druga część to w największym uproszczeniu eskalacja relacji, która wyrywa się z początkowego naturalizmu i zmienia tempo opowiadania historii na szybsze. Rządzi tu muzyka, taniec i emocje. Mamy też zerwanie z tradycjonalizmem i pójście w stronę nowoczesności, czy to w samych tańcach jak i muzyce.

Ostatnia część to swoisty plaskacz dla widza, który aż chce wrócić do momentów nieprzerwanego tańca i radosnej muzyki, a film serwuję nam … tu nie chce wchodzić w spoilery – jest emocjonalnie, ale w zupełnie innym kontekście.

Wydaje mi się, że nie dotknąłem tu najważniejszego. Jak sam taniec jest istotnym elementem filmu, to mam wrażenie, że można by wstawić zamiast niego cokolwiek, ponieważ relacje między postaciami budują dzieło. Związek dwóch młodych tancerzy mimo braku takiej różnicy wieku od razu pod wieloma względami przywodzi na myśl call me by your name. Sama ich relacje jest poprowadzona w punkt i nie daje wrażenia, że coś było przeciągane, ani wydarzyło się za szybko, a kulminacyjne momenty są świetnie wywarzone. Przy sto i- nie wiem, co autor miał tu na mysli xd- gdzieś po środku tego co film nam serwuje, gdzie z jednej strony mamy bardzo homofobiczną reakcje środowiska głównego bohatera, a z drugiej wstąpienie jego w świat, który był dla niego wcześniej nieznany, a zdecydowanie pasuje jako przeciwwaga dla jego środowiska. Przy czym film nie pokazuje, co jest dobre, a co złe i co chyba jeszcze ważniejsze, nie stara się iść w moralizatorstwo i uświadamianie, a ciągłe ukazywanie emocji bohaterów.

Wspomniałem wcześniej o świetnym klimacie. Gruzja nie należała do krajów Jugosławii, ale budzi skojarzenia z tymi państwami, przez co z perspektywy Polaków łatwo się jest nam utożsamić z bohaterami, którzy są po prostu prawdziwi. Mają swoje ambicje, wady, zalety, swoją historię, a ich spojrzenie na świat zmienia się wraz z wydarzeniami.

No, ale hej, jest to film o tańcu. Tak jak wcześniej pisałem, taniec można by wymienić na cokolwiek innego i dalej by to grało. Jednakże to, co tu dostaliśmy jest po prostu piękne. Rewelacyjne kontrasty między idealistycznymi tańcami tradycyjnymi, gdzie nie możesz się uśmiechnąć, bo facet to ma być jak posąg, po sceny imprez gdzie bohaterzy mają już pełną wolność wyrazu i mogą pójść na całość do piosnek Abby. To właśnie te antagonizmy są pierwszorzędne. Granie na bębnach na sali ćwiczeń, a muzyka rozrywkowa, zabawy u bogatszych znajomych, a powrót do codzienności. Ale miałem o tańcu, a odpłynąłem i tak nie jest to Climax, ale same sceny taneczne nie dość, że wizualnie są ukazane świetnie, to niosą tonę emocji.

I na przeciwwagę chciałbym wskazać jakieś minusy, a byłoby to bardziej czepialstwo, aktorstwo na poziomie reszty jest tylko dobre. Można powiedzieć, że większość jest tu bardziej tancerzami niż aktorami, ale mogę się powtórzyć jest pod tym względem dobrze. Pod kątem wizualnym też ciężko się jest czegoś czepiać. Praca kamery podczas scen tańca to poezja, ale nie tylko.

Widać, że film czerpię garściami z najlepszych, no chyba, że ja już nadinterpretuję, wzbudził we mnie skojarzenia z takimi dziełami jak Call me by your name, Sieranevada, Climax czy Whiplash, a przy tym zdecydowanie pozostaje kinem autorskim.

9/10

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *