Kajko i Kokosz – Recenzja

W zeszły weekend na Netflixa trafił serial animowany na podstawie kultowego komiksu Kajko i Kokosz.

Zaznaczę na starcie, nigdy nie czytałem komiksu, także nie mam bagażu nostalgii do tego dzieła. Mimo wszystko ciekawiło mnie. I już forma mnie zdziwiła 5 odcinków po 13 minut brzmi mało, szczególnie patrząc że o serialu było dość głośno. Można powiedzieć że egzorcysty było więcej.

Jednak mój pierwszy prawdziwy zarzut to podobieństwo do Asterixa i Obeliksa. Nie powiem że jest to kopia, ale dużo elementów jest bardzo bardzo podobnych. Sam fakt że w obu przypadkach nazwa to imiona obu głównych bohaterów, a Ci bohaterowie prezentują się bardzo podobnie. Dużo schematów się powtarza, no dla mnie to trochę zbyt podobne.

Dobra, ale przechodzimy do samego serialu który jest w mojej opinii strasznie nierówny. Mam duży problem z pierwszym epizodem, bo ja rozumiem przedstawienie bohaterów, świata itp, ale ten serial ma 5 odcinków, także sam ten odcinek to 1/5 tego co dostaliśmy. I sam ten odcinek jest mega nijaki i poza poznaniem bohaterów nie oferuje nic ciekawego. Za to drugi jest w mojej opinii bardzo dobry, chyba ogólnie najlepszy z tych co dostaliśmy. Opowiada dużo dosłownie, ale też rzuca dużo smaczków dla bardziej uważnego widza, nawiązuje do różnych wydarzeń z teraźniejszości jak i przeszłości. Trzeci uderza bardziej w slapstickowy humor co w sumie jest ciekawe gdyby nie zakończenie które w mojej opinii mocno cringem zajeżdża. Dwa ostatnie odcinki to niezłe krótkie fabuły i tyle, coś czego się chyba najbardziej po tym serialu spodziewałem.

I ciężko mi jednoznacznie ocenić ten serial, dla jednych będzie to nostalgiczna podróż, dla innych polski reskin Asterixa i Obeliksa, a dla mnie miło spędzona ponad godzinka o których pewnie jutro zapomnę. Czasem rozbawił, czasem przysporzył o cringe, czasem coś przemycił w tle. I myślę że jest tu duża szansa na kontynuację, choć nie spodziewałbym się dużo więcej więcej niż bezpiecznej podróży w nostalgie fanów komiksu.

5/10

P.S. Za każdym razem gdy słyszałem „Lelum polelum” to mój rower po piwnicy sam jeździł.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *