Formula 1: Drive to Survive – Sezon 3 – Recenzja

Jesteśmy po pierwszym wyścigu sezonu, a od tygodnia na Netflixie do obejrzenia nowy sezon Drive To Survive, który jest dość nierówny.

Jednak zacznijmy od początku, samo to że sezon udało się nagrać, ba że udało się przeprowadzić sezon Formuły jeden to duże osiągnięcie i za to szacunek ogromny. Oczywiście serialu nie da się oceniać w oderwaniu od tego co działo się na torze i wokół, a sezon był ciekawy, ba myślę że najciekawszy od sezonu w którym tytuł wygrał Nico Rosberg. Dlatego też uważam że był tu większy potencjał. Mieliśmy masę ciekawych historii które dało się opowiedzieć i uważam że nie wszystko dostały odpowiednią ilość czasu lub zostały w ogóle pominięte. Jednak napisałem że był nierówny, także były też odcinki po prostu wybitne.

Jednak zacznę od narzekania, strasznie zabolało olanie historii Russella i jego przeskoku do Mercedesa. Z drugiej strony cała sprawa z bolidem Racing Point została strasznie rozciągnięta. Niestety czuć było że na wiele innych rzeczy po prostu zabrakło czasu, a inne zostały strasznie rozwleczone. I oczywiście jest to subiektywna perspektywa, ale właśnie kilka odcinków, szczególnie na początku i w środku odbiegało poziomem od reszty. Gdzie można było je uatrakcyjnić o chociażby historię Lando last lap które stało się dużym hitem, a zostało skrócone do małej wstawki. Czy problemy Mercedesa z oponami na zakończenie jednego z wyścigów, choć przy braku historii Russella i wspomnianych opon Mercedes wyglądał na team na który nie wypada wypowiadać się źle. Bolał mnie też recykling ujęć, czułem jakbym niektóre oglądał po kilka jak nie kilkanaście razy, choć to jestem w stanie wybaczyć przez sytuację pandemiczną to jednak momentami irytowało.

Jednak dość narzekania, bo plusów też było wiele. Cała historia Albona i Pereza który finalnie zajął jego miejsce była świetnie zbudowana. Tak samo walka o trzecie miejsce w klasyfikacji konstruktorów, a wisienka na torcie to odcinek o Gaslym wygrywającym na torze Monza. To jak połączył on historię z poprzedniego sezonu z tym co działo się w 2020 było świetne, a mimo to dziewiąty odcinek nie miał sobie równych. Wypadek Grosjean to materiał na osobny film, jednak sama perspektywa którą dał nam ten odcinek przywołała tamte emocje, a przy tym tam dostaliśmy finał historii Pereza.

Pod względem realizacyjnym ten sezon nie różnił się w dużym stopniu od poprzednich i mimo mojego czepialstwa odnośnie recyklingu ujęć to jeszcze większy szacunek dla całej ekipy że mimo pandemii udało się coś takiego nakręcić. To co było mocną stronom poprzednich sezonów tutaj jeszcze bardziej się uwydatnia, czyli te wejście z kamerą za kulisy oraz ukazanie ludzi który nie są w pierwszym rzędzie.

Przechodząc do podsumowanie czy uważam że ten sezon był słabszy niż poprzednie? Niestety tak, ale na szczęście niewiele, a przy okazji pokazuje siłę tego serialu, jak i siłę F1 które mimo ciężkiej sytuacji może dawać dużo emocji i materiału na świetne historie. I już tak trochę przypuszczając mam nadzieję że w tym i następnych latach będzie podobnie, a o serial się nie martwię, bo jak widać na przykładach „Last Chance U” czy „Last Dance” Netflix potrafi w dokumenty o sporcie i mam wrażenie że to się nie zmieni.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *