Green Knight – Recenzja

Mało jest dla mnie tak jednoznacznych wyznaczników jakości jak studio A24. Wiadomo nawet im przytrafiają się filmy gorsze, ale wystarczy spojrzeć na tą listę: Midsommar. Lobster, Lighthouse, Nieoszlifowane diamenty, Lady Bird, czy Ósmą Klasę. Z drugiej strony David Lowery, reżyser Ghost Story który jest jednym z najbardziej nietypowych filmów jakie widziałem, który bardzo dobrze się przyjął.

No w skrócie hype był spory. Podbijała to tematyka, obecnie nie produkuje się wielu dużych opowieści rycerskich, a przy tym historia siostrzeńca króla Artura nie była przesadzie eksplorowana w kulturze. Także po tym przydługim wstępie mogę zaspoilerować, A24 dowozi i to zdecydowanie. Historia Gawina nie jest czymś bardzo spektakularnym, nie mamy tutaj wodotrysków jeżeli chodzi o sceny akcji czy jej zwroty, a bardziej ludzką opowieścią. Postać ta jest bardzo lekkomyślna i uparta, ale przy tym niepewna swego i lekko zagubiona. Jej droga nie jest tutaj wcale oczywista, bo na dobrą sprawę Green Knight można nazwać filmem drogi i jak to ma taki gatunek w zwyczaju bohater wraz z podróżą stopniowo się zmienia… ale nie tu. Zmiany są chaotyczne, tak jak jego zachowanie, często brakuje tu konsekwencji, a w kluczowych sytuacjach logiki co może być metaforą człowieczeństwa.

Metafory, oj film jest nimi przepełniony, niektóre prostsze, niektóre bardziej złożone, niektóre w zrozumieniu pewnie potrzebują materiału źródłowego którym jest książka Pan Gawen i Zielony Rycerz, a inne będą wymagały kolejnego obejrzenia. Różnych zagrań które nie są widoczne na pierwszy rzut oka jest masa i osobiście nie zdziwię się jakbym większości nie wyłapał i mino że nie jestem fanem powtarzania filmów to w tym przypadku pewnie to uczynię żeby jeszcze lepiej zrozumieć to dzieło.

Od premiery filmu jedna rzecz była omawiana najszerzej, tempo tego dzieła. Jedni chwalili budowanie klimatu i napięcia, drudzy wytykali nudę i bez zaskoczeń opowiem się po stronie tej pierwszej grupy. Tak film może momentami znużyć jednak myślę że jest to zagranie celowe które broni się w kontekście całego dzieła. Film nie spieszy się w opowiadaniu historii, daje wybrzmieć sceną i przy wychodzeniu z kina miałem wrażenie że te lekko ponad dwie godziny to było to. Przy tym pokazuje że mimo wszystko nie jest to kino dla każdego i jeżeli kogoś irytują dłużyzny, no to może się wynudzić.

Drugą szeroko omawianą kwestia była warstwa wizualna, jednak jak w poprzednim akapicie pisałem o dwóch różnych obozach z innymi opiniami tak tutaj wszyscy byli zgodni, ALEŻ TO WYGLĄDA. Green Knight wygląda naprawdę świetnie, dosłownie film można pauzować robić screeny i wywieszać jako plakaty. I pod katem świecenia i pracy kamery jest to na naprawdę świetnym poziomie i przyznam szczerze że dawno nie widziałem filmu który w tym aspekcie tak mnie zachwycił.

W kwestii obsady film też wygląda bardzo ciekawie, Dev Patel w roli głównej sprawdza się bardzo dobrze i myślę że może być dla niego powrót do wielkiego kina po kilku słabszych latach. Joel Edgerton i Alicia Vikander tworzą niemal równie ciekawe kreacje i dla tej dwójki występ tym jest swoistym utwierdzeniem pozycji jaka maja. I jako swoista wisienka na torcie Barry Keoghan, mocno drugoplanowa, ale świetna rola, obserwuje jego karierę od występu u młodego i przystojnego Greckiego reżysera i liczę że będzie się rozwijał, bo potencjał ma duży.

Green Knight jest tym co przekonało mnie do powrotu do kina i utwierdziło mnie że A24 to stempel jakości. Film łączący rycerski epos z bardzo ludzkim i naturalistycznym podejściem do bohaterów. Wizualny majstersztyk który może odrzucić tempem, a dla innych będzie to kolejny plus. Na ten moment czołówka filmów tego roku.

8+/10

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *