Nowe Horyzonty 2021 – Podsumowanie

Drugi rok pod rząd mamy hybrydową edycję Nowych Horyzontów, jednak od poprzedniego roku wiele się zmieniło. Widać że w przeciwieństwie do zeszłego roku tutaj edycja online była tylko dodatkiem, a jednak wizyta we Wrocławiu mogła sprawić ze przeżyjemy pełne doświadczenie festiwalowe. Czy to wiele filmów dostępnych tylko na miejscu ze zwycięzcą niedawnego Cannes na czele czy możliwość zobaczenia na żywo legendarnego Pana Reżysera Gaspara Noe który odwiedził festiwal, a jego najnowszy film Vortex był dostępny tylko tam i został świetnie przyjęty. Już nie mówiąc o całym festiwalowym klimacie, możliwości poznania innych Nowohoryzonowych świrów oglądających filmy od rana do nocy.

Tak, w tym roku też uczestniczyłem w formule online i mimo wszystko myślę że ta formuła mimo widocznej drugorzędności broniła się. Mieliśmy tam masę ciekawych filmów w ilości którą pewnie nie dało się obejrzeć w całości. Osobiście obejrzałem 15 produkcji co z jednej strony jak na długi czas trwania formuły online uważam za dość przeciętny wynik, z drugiej w osobistym natłoku pracy wykorzystałem niemal każdą minutę na oglądanie, a przy tym olałem wszystko co się dzieje w kinach obecnie.

Przed konkretnymi filmami poruszę kwestię techniczną, a w zasadzie pochwalę że nie szło się do czego przyczepić.

Także w kwestii czystych ocen wygląda to następująco (tytuły w kolejności obejrzenia, dalszy opis według ocen):

Ukryte miasto – 8/10

Teddy – 6/10

Rezydencja pod Truskawką – 7/10

A-Ha – 6/10

Niefortunny numerek lub szalone porno – 9/10

Ziemia Jałowa – 7/10

Czarna Meduza – 5/10

W pętli ryzyka i fantazji – 8/10

Pukanie – 5/10

Byłem w domu, ale .. – 3/10

Przygotowania, żeby być razem przez czas nieokreślony – 6/10

Fucking with Nobody – 7/10

Na księżyc – 8/10

Seria Dokumentów „nasza Planeta” – 3,66/10 (średnia ocen)

DAU. Natasza – 8/10

Patrząc czysto na oceny wygląda to naprawdę dobrze, pomijam tu trochę serię krótkometrażowych dokumentów skierowaną ewidentnie do młodszego widza to ponad połowa filmów osiągnęła u mnie lub przekroczyła wartość 7/10. W drugą stronę poza „ Byłem w domu, ale ..” nie było filmu który mogę ewidentnie skrytykować. Filmy że tak powiem piątkowe były ciekawe, jednak coś mi tam nie do końca grało, mimo wszystko miały ciekawy pomysł na siebie i mimo niezbyt wysokich ocen nie uważam ich obejrzenie za stracony czas. Trochę tak miałem przy dokumencie o zespole A-ha, bo był to tylko i aż poprawny dokument, dla fanów zespołu pewnie ciekawe, a ja czekam na coś takiego o Depeche Mode. Pozostając w temacie filmów które odszywały ode mnie szóstki, niestety nie w skali szkolnej, a dziesiętnej lekki zawód, czyli „Przygotowania, żeby być razem przez czas nieokreślony”. Film który w ciekawy sposób podchodzi do tematu samodzielności mieszając tą samodzielność z samotnością jednak po seansie czułem lekki niedosyt. W drugą strony film „Teddy” od którego nie miałem żadnych oczekiwań, a był ciekawą historia o tym jakby wilkołaki były w XXI wieku.

7/10 jest często oceną od której mogę niemal w ciemno polecać film i mówić że seans był udany i mimo że każdy z trzech filmów które tu tak oceniłem się różni diametralnie to wpasowują się w definicje. „Rezydencja pod truskawką” jest tym czym było „Dwudzieste Stulecie” film o ciekawej wizji przyszłości i nietypowej estetyce i może odrzucać pewnymi elementami to patrząc na całość festiwalu stanowi świetną odskoczenie od widza. Szczególnie że kolejnym filmem przeze mnie tak ocenionym jest „Ziemia Jałowa”. Klasycznie ciężki Irański drama, dosłownie opowiadający o zamknięciu cegielni i kłopotach jej pracowników, ale metaforycznie można przełożyć to na wiele sytuacji z życia. No i zostaje „Fucking with Nobody” który jest filmem któremu dałbym określenie „największa czysta frajda z oglądania”. Film mocno osadzony w Internecie zrobiony przez osoby które ten Internet rozumieją, a jednocześnie opowiadający bardzo ludzką historię z masą nieoczywistego humoru, Imo jakby Xavier Dolan był ze Skandynawii to by zrobił coś takiego.

Chyba czuję ze trochę przegiąłem z ocenami, bo liczę ze wyszło mi że cztery filmy oceniłem na 8/10. O dwóch po krótce, czyli „Ukryte Miasto” i „Na Księżyc” czyli audiowizualne majstersztyki. Produkcje strickte festiwalowe które wywołały na mnie duża wrażenie.

No i jak rok temu przechodzę do mojego GRANDE TRIO, z których o dwóch poczyniłem dłuższy tekst, a tak jak do zeszłorocznego „Drodzy Towarzysze” tak do „DAU. Natasza” jakoś nie mogę się zebrać do opisania. Tym bardziej że uważam że jest to dzieło świetne na kilku płaszczyznach, klimat tajnej placówki ZSRR, aktorstwo wiodącej dwójki kobiet, ale najważniejsze, czyli to jak film buduje dyskomfort u widza. I logicznie rzecz biorąc dyskomfort podczas seansu nie brzmi jak coś porządnego, ale jednak. Jednak czuć że ten efekt był osiągnięty świadomie i kolokwialnie mówiąc wszystko tutaj gra, mimo że po drugiej godzinie filmu uczucie dyskomfortu jest na niesamowitym poziomie. Tak jak wspomniałem o pozostałej dwójce napisałem dłuższe teksty, wiec odsyłam tam. Co ciekawe co łączy te dwa filmy to ze są podzielone na 3 części i oba są mocno przegadane.

Piękne to były Nowe Horyzonty nie zapomnę ich nigdy, ale jednak wierzę że za rok będę osobiście, a tymczasem za niedługo Warszawskie Festiwal Filmowy, a potem American Film Festiwal i wiele ciekawych premier kinowych, także myślę że koniec tego roku zapowiada się naprawdę ciekawie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *