Uncharted – Recenzja

Lubimy filmy na podstawie gier? No dobra raczej mało kto odpowie na te pytanie pozytywnie, jednak może tym razem będzie inaczej, szczególnie że obsada jest niczego sobie, a materiał źródłowy bardzo „filmowy”.


Na start zaznaczę, nie grałem w Uncharted i po filmie bardzo chcę to nadrobić, ale przy tym nie mam punktu odniesienia jak bardzo jest to wierne odwzorowanie. Sama historia jest banalna i przypomina mi trochę „Skarb Narodów”, grupka ludzi, którzy nie do końca sobie ufają szuka skarbu od wskazówki do wskazówki. I w sumie tyle można powiedzieć o historii, nie ma tu nic odkrywczego, a nie oszałamiającego. W większości wydarzenia dzieją się dlatego, żeby bohaterowie mogli przejść dalej co dosłownie przypomina opowiadanie historii z gier komputerowych AAA. Czasem też przypomina to bieg od jednej widowiskowej akcji do drugiej. Choć trzeba przyznać ze to co dzieje się pomiędzy jest zdecydowanie mniej ciekawe.


Dużo nacisk jest kładziony na chemię między bohaterami i tutaj wygląda to, jak w przypadku fabuły, jest do bólu prosto, a cały motyw braku zaufania jest odtwórczy. Tutaj też możemy znaleźć wiele nawiązań growych do budowania postaci przez wydarzenia, które ich kształtują. I z pozoru brzmi to oczywiście i normalnie, jednak jest to tak toporne, że aż boli. Czasem miałem wrażenie, że bohaterowie robią rzeczy, ponieważ muszą wzbudzić reakcje widza, a to trochę powinno być odwrotnie. I chciałbym tutaj napisać ze obsada ratuje, ale no nie zupełnie. Tom Holland i Mark Wahlberg są, da się ich lubić, ale nie wyróżniają się niczym i jestem przekonany ze można byłoby ich podmienić na kogoś innego i nie zrobiłoby to większej różnicy. Reszta postaci to chodzące stereotypy, a Antonio Banderas jako milioner na drodze do odzyskania rodzinnego skarbu to stereotyp na stereotypie.
Jednak tak narzekam i narzekam, a to, co film robi dobrze to widowisko. Tutaj po raz kolejny widać grową historię tego dzieła, gdyż niektóre sceny potrafią wyglądać jak dobrze wyreżyserowane cut-scenki growe. W skrócie dzieje się dużo, sceny walki nie raz potrafią zaskoczyć kreatywnością, mamy dużą różnorodność od sceny z samolotem z trailera do walki między lecącymi statkami. Walki mają ciekawą choreografię i po prostu ciężko oderwać od nich wzroku.


Często największym grzechem filmów na podstawie gier był brak zrozumienia medium, jakie są gry, tutaj czuję, że było odwrotnie. Film był do bólu growy i jeżeli podchodzimy do niego jako widowiska to zdecydowanie może się podobać. Jednak jako film prezentuje się boleśnie przeciętnie i chyba będziemy musieli poczekać do serialu o Last of Us, żeby zobaczyć dobre dzieło na podstawie gry.


5/10

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *