Red Rocket – Recenzja

Sean Baker zdążył zapisać, się zapisać w pamięci widzów dwoma filmami, szczególnie „Florida Project” została przyjęta bardzo ciepło. W każdym filmie tego reżysera możemy wyczuć jego zmysł obserwacji społecznych, co też możemy zobaczyć w jego nowym dziele.


Jego nowy film opowiada historię byłego aktora porno, który wraca do swojej rodzinnej miejscowości z LA. Jeżeli napisałbym, że nie jest miele widziany to byłoby spore niedopowiedzenie, choć znajduje też klika bardziej przyjaźnie nastawionych osób. I to właśnie jak zawsze postacie u Bakera są tym co trzyma nas przy oglądaniu tego filmu i intryguje od początku. Sam główny bohater to postać bardziej złożona niż wydaje się z początku. Sama przeszłość mówi o nim wiele, jest osobą pewną siebie, jednak też słabo radzi sobie z krytyką, a przy tym nie za bardzo potrafi sobie poradzić w życiu. Jest osobą którą manipuluje ludźmi na swoją korzyść, ale przy tym bardzo łatwo wyczuć jego motywacje, przez co widz może go zrozumieć, a może nawet się utożsamić. Szczególnie po poznaniu, młodej miejscowej dziewczyny, która niemal od razu się w nim zachowuje.


Strawberry, bo tak ma na imię jest postacią która trochę wymyka się z kanonu postaci Bakera, miła, ładna, młoda dziewczyna która dość prosto daje się manipulować. Jednak z biegiem akcji i tym jak poznaje bohatera i rozwoju ich relacji uodparnia się na jego sztuczki i bardzo szybko dojrzewa. Nie jest jednak jedyną osobą, która utrzymuje dość dziwną, powiedzmy romantyczną relację. Tak jak w przypadku Strawberry mamy dużą różnicę wieku i to może wzbudzać pewien dysonans u widza, tak w przypadku jego byłej partnerki sprawy są bardziej skomplikowane. Jego była partnerka, choć wciąż żona przyjmuje go do domu, gdy ten nie ma się gdzie zachować, raczona obietnicą wsparcia finansowego. Jednak wraz z trwaniem filmu powracają stare demony przeszłości, które sprawiają, że małżeństwo sinusoidalnie przybliża i oddala się od siebie.


Jednak jaką historię tym razem nam chce sprzedać Sean Baker? I tu kolejny powrót do „Florida Project”, bo mamy tutaj po prostu żyćko, bohater wraca, poznaje nowe osoby, odnawia stare relacje, życie toczy się dalej. To rozwój postaci, ich przemiana jest motorem napędowym akcji, a nie wydarzenia fabularne, choć trzeci akt jest wyjątkiem w tym przypadku. Przy czym w trakcie filmu widzowi jest podawanych wiele tematów do rozmyślań. Od różnicy w wieku głównego bohatera i Strawberry, moralności jego działań już nie mówiąc o wracaniu do jego historii w branży filmów dla dorosłych. A na same te przemyślenia widz ma dużo czasu, bo film stosunkowo powolne tempo.
Co warte zaznaczenia to klimat tego działa. Małe Teksańskie miasteczko, u progu rafinerii, gdzie każdy każdego zna, gdzie mówiąc delikatnie nie jest lekko, ani zanadto bogato. Świetnie jest to uchwycone w kadrze, tutaj też widać brak pośpiechu, ujęcia potrafią być powolne i zawsze niezwykle klimatyczne. Otoczenie opowiada nie raz nam więcej niż słowa wypowiadane przez bohaterów, a skrajna bieda nie raz jest dotkliwie ukazana w kadrze.
Sean Baker po raz kolejny ukazuje tą biedniejszą stronę USA, często zgorzkniałą,

rozpadającą się i biedną, jednak też daje wiele nadziei i skłania do refleksji. Film mimo dość wolnego tempa potrafi przykuć widza, szczególnie świetnymi dialogami, które potrafią wywołać pełne spektrum emocji.


8/10

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *