Wiking – Recenzja

Zacznę od może nieco kontrowersyjnej opinii, Lighthouse to najlepszy film zeszłej dekady. Czy to sprawia, że na nowy film Roberta Eggersa czekałem bardzo mocno? Oj tak.


Choć Wiking to film, który znacząco różni się od poprzedniego dzieła reżysera. Mamy tutaj dość prostą historię zemsty. Ojciec głównego bohatera zostaje zabity, on wyrusza w podróż, żeby zostać pełnoprawnym Wikingiem i finalnie zemścić się na zabójcy ojca. Jednym z większych zarzutów odnośnie tego filmu jest właśnie prostota tej fabuły, można powiedzieć zbytnia prostota. Jednak widać ze Eggers po raz kolejny wychodzi z założenia „prosta historia, złożone emocje” i oj na podłożu emocjonalnym ten film działa.


Same emocje u widza wywoływane są na kilka sposobów. Sama droga bohatera i jej obserwacja ,że Początkowy smutek i współczucie przeradzają się jednak w pewną obawę, bo zemsta do której on dąży jest przerażająca. Bohater pałając tą rządzą zemsty w pewnym momencie traci panowanie nad sobą i nie zachowuje się racjonalnie. Mimo to jako widz cały czas czujemy więź w bohaterem dzięki czemu cały czas potrafimy go zrozumieć mimo że jego czyny są skrajnie brutalne.


Brutalności, tym film był promowany i oj jest tutaj naprawdę mocno, ale myślę też, że nie przegięcie, a co najważniejsze brutalność nie jest tanim chwytem mającym zaszokować widzą, a swoistą ekspresją emocji. Co też ważne sceny walki są świetnie przemyślane, ich choreografia jest dopięta na ostatni guzik i mimo tej brutalności świetnie się to ogląda. Można nawet powiedzieć ze przypomina to dobrze zaprojektowany model walki z gier, gdzie ciosy są „mięsiste” i czuć z każdy ruch bohatera ma znaczenie. Co kolejny raz działa na warstwie emocjonalnej, wywołując u widza z jednej strony przerażenie, ale i podziw dla umiejętności bohatera.


Pamiętam do dziś dźwięk syreny z Lighthouse i tak, w Wikingu warstwa audio też jest na niesamowitym poziomie. To jak samym dźwiękiem budowana jest groza i wiem ze o wielu filmach można tak powiedzieć, ale tutaj wykonane jest to po mistrzowsku, z niesamowitą precyzją i tak jak z brutalnością, zauważalnie, ale nie nachalnie i świetnie wkomponowując się w całość obrazu. Właśnie, obraz, to, że tereny nordycki są piękne to jest wiadome, jednak trzeba zaznaczyć, ten film wygląda cudownie i bardzo naturalnie. Zapewne zasługa to tego że całość została nakręcona przy świetlne zastałym, za co czapki z głów dla twórców. Tereny wyglądają monumentalnie, ale mamy też dużo scen kameralnych, niezwykle klimatycznych. Natomiast w scenach walki praca kamery świetnie współgra z choreografią walki.


Swoistą wisienką na torcie jest obsada. Świetnie balansuje między aktorskim minimalizmem, który może kojarzyć się z mało skorymi do emocji Wikingami, a wybuchami emocji czy to w scenach spirytualnych czy batalistycznych. Świetnie widać to po wcielającym się w główną rolę Alexanderze Skarsgårdzie, który i wyglądem i ekspresją idealnie pasuje do tej roli. To samo można powiedzieć o ulubienicy reżysera, Anya Taylor-Joy świetnie wpasowuje się w to dzieło, świetnie ogląda się też dość krótki, ale cudownie przegięty udział Wiliema Defoe. Jedynie duet Ethan Hawke i Nicole Kidman trochę mi tutaj nie pasuje, ale nie jest to też coś, co burzy odbiór filmu.


Czy jest to dzieło gorsze niż Lighthouse? Na pewno inne, powiedziałbym bardziej przystępne, ale przez to na pewno niepłytkie. Świetnie gra na emocjach widzów i wygląda cudownie, a dla mnie są to dwa mega ważne, jak nie najważniejsze elementy w kinie.


8/10

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *