Stranger Things – Sezon 4 Recenzja

Rzadko piszę o serialach, szczególnie że większość interesuje mnie, dopiero gdy ukażą się w całości, jednak „stranger Things” to swoisty fenomen na wielu poziomach i właśnie chciałbym tutaj bardziej niż na recenzji skupić na tym, dlaczego tak się dziej.


Na start jedna kwestia, która bardzo wyróżnia najnowszy sezon. Długość i struktura odcinków. Telewizja przyzwyczaiła nas do tego że odcinki seriali mają 45/22 minuty co po dodaniu reklam daje kolejno godzinę lub pół godziny. Do tego reklamy, które sprawiały, że kulminacyjne momenty odcinków muszą być w określonym momencie serialu. Usługi streamingowe sprawiły, że mogliśmy z tym zerwać i za bardzo to się nie działo. Było kilka seriali, których ostatnie odcinki były dłuższe, jednak nie było to tak widoczne, jak tutaj. Nie dość ze w czwartym sezonie „Stranger Things” odcinki znacznie różnią się długością to jeszcze są długie, czego kulminacją jest finałowy, dwuipółgodzinny epizod. Co trochę pokazuje fenomen tego serialu, że pierwszy raz taki motyw widzimy właśnie tutaj. Przy okazji czas ten jest bardzo dobrze wykorzystany, widać że twórcy dostali pod tym względem dużą wolność, przez co nie czuć ze epizody są na siłę skrócone bądź przedłużane.


Jednak pochylmy się na chwilę nad czwartym sezonem. Tak jak w trzecim mamy tutaj podział na grupki bohaterów co zadziałało zarówno tam, jak i tutaj, a nawet tutaj lepiej. Dzięki czemu mamy dużą różnorodność, gdzie jedna opowieść jest bardziej o przetrwaniu, jedna bardziej detektywistyczna, a i mamy też bardziej klasyczne kino drogi w innym wątku. Ta różnorodność sprawia, że akcje w tym sezonie śledzi się bardzo dobrze, mimo że nie wszystkie wątki wyszły idealnie. Niestety z czasem wychodzi, że nie wszystkie postacie z czasem potrafią utrzymać uwagę widzą, czego idealnym przykładem jest Mike w pierwszych sezonach promowany na najważniejszą postać serialu, tutaj dość nijaki, nie wspominając o jego przyjacielu Willu, który tutaj był totalnym tłem. Z drugiej strony po raz kolejny serial ratuje świetna dynamika między takimi postaciami jak Dustin, Steve, Robin, Nancy, czy Billy, który świetnie wtopił się w to towarzystwo.


Tym, czym zawsze się broniło „Stranger Things” jest osadzenie serialu w latach ’80. Świetna stylistyka pod względem czy to strojów, czy szeroko rozumianego otoczenia. Jednak wiadomo, że najdłużej zostaje z nami muzyka i soundtrack z tego serialu zostaje z nami na długo. Ilość ikonicznych utworów jest niesamowita, niemal niespotykana w innych dziełach, co jest kolejnym elementem tworzącym fenomen tego serialu.


Co trochę zaskakuje w tym sezonie jest swoista mroczność, wiadomo dalej „Stranger Things” do kina nowej przygody niż do horroru, jednak w mojej opinii świetnie łączy elementy z tych gatunków. Czwarty sezon jest zdecydowanie tym najbardziej mrocznym, jednak pięknie balansuje to, szczególnie wstawki humorystyczne i trzeba przyznać, że w czwartym sezonie jest dużo nienachalnego humoru, który świetnie pasuje do tego świata.


To jak „Stranger Things” wpasowuje się w kino nowej przygody jest kolejnym elementem budowania jego fenomenu. Jak już wspominałem akcja rozgrywa się w latach osiemdziesiątych. Tymczasem spójrzmy na największe dzieła traktowane teraz jako kino nowej przygody. Pierwszy Indiana Jones powstaje w roku 1981, drugi w 1984, a koniec trylogii jest w 1989. Star Warsy to jeszcze dziecko lat siedemdziesiątych, ale już druga (pod względem powstania) część to 1980, a trzy lata później dostajemy zakończenie tej trylogii. To te lata były złotym czasem dla tego gatunku i połączenie akcji serialu w nich i budowania historii w tym stylu nie wydaje się przypadkiem.


Czy czwarty sezon jest najlepszym w historii tego serialu? Ciężko ocenić, pierwszy był bardzo pozytywnym zaskoczeniem, drugi rozwinięciem, trzeci chyba najbardziej ikoniczny pokazaniem nowej formuły, którą jeszcze lepiej wykorzystuje czwarty. Jednak to, co jest pewne to, że jest wart obejrzenia, mimo że nie wszystkie elementy układanki są świetne. To „Stranger Things jest najbliżej tego czym był „Indiana Jones” czy „ Gwiezdne Wojny” dla pokolenia dzieciaków lat ’90, a przy czym może być dziełem łączącym pokolenia ludzi wychowanych wtedy, nostalgicznych młodych dorosłych i młodszych.


8/10


P.S. Mamy informacje wskazujące, że następny sezon który jest już zapowiedziany ma być tym ostatnim. I tak jak zachęcam każdego do obejrzenia tego serialu tak nie głupim konceptem byłoby obejrzenia całości gdy ten ostani sezon będzie dostępny.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *