Kryptonim Polska – Recenzja

Nie przypominam sobie filmu, który miałby bardziej agresywny marketing niż to dzieło. Nawet filmy Papryka Vegi mają skromniejszy, a w przypadku nowego dzieła Piotr Kumik mogliśmy odnieść wrażenie, że ten film zaraz wyskoczy z lodówki.


Choć to nie reżyser jest tutaj najgorętszym nazwiskiem. Wielu przed premierą chwaliło talent scenopisarski duetu Jakuba Rużyłło i Łukasza Sychowicza twórców między innymi „The Office pl”. Poza tym gwiazdorska obsada z Borysem Szycem, Cezarym Pazurą, czy będącym na fali od nowej Fali Samobójców Maciej Musiałowskiego. Do tego atmosfera skandalu którą był promowany ten film, dzieło polityczne, którą ma wyśmiać każdą ze stron. Film, który miał być przełomem w satyrze politycznej, czyżby doczekaliśmy się Polskiego Radu Jude? No niestety „Kryptonim Polska” leży bardzo daleko od dzieł Rumuńskiego reżysera.


Akcję filmu śledzimy z perspektywy Staszka w tej roli wspomniany Maciej Musiałowski, którego kuzyn grany przez Boryca Szyca jest liderem grupy wyznawców ideologii Hitlera w XXI wieku? W gruncie rzeczy należy on do ultra radykalnej grupy narodowców. Nazwanie jej w taki sposób jest nieprzypadkowe, bo sposób ich przerysowania jest momentami aż bolesny. Zaczynając od organizacji urodzin Austryjackiego akwalerysty na początku do delikatnie mówiąc nie za wysoki intelekt jej członków. W pewnym momencie nasz główny bohater poznaje dziewczynę o przeciwnych poglądach i stara się ukryć przed nią swoją przynależność. Przy czym cały czas jego własne poglądy nie są zbyt sprecyzowane i przypominają flagę na wietrze.


Sam film można podzielić na dwa wątki. W pierwszym narodowcy wpadają na bardzo groźny plan, ale sposób jego wykonania jest niesamowicie głupi. W drugim widzimy relacje zakochanych pomimo pierwotnych różnic światopoglądowych. I trzeba przyznać ani jeden, ani drugi nie wypada tutaj dobrze. Pierwszy jest wypełniony głupią komediowością aż po brzegi i absurdalność żartów czasem potrafi nawet rozbawić, ale w większość jest to obśmiewanie oczywistości po najmniejszej linii oporu. Czasem w tym aspekcie można wyczuć komentarz polityczny, który nawet ma sens, ale jest tak topornie przedstawiony, że ciężko go brać na poważnie. Drugi wątek wieje banałem od startu do końca, przekaz o miłości ponad podziałami i szukaniu siebie tak jak w założeniu jest piękny tak finalnie jest prostacki i oczywisty.


Jednak może chociaż obsada daje radę? Po części tak, Borsy Szyc w swojej bardzo przegiętej roli odnajduje się bardzo dobrze. Duet Maciej Musiałowski i Magdalena Maścianica tworzą jako bohaterów, z którymi widz może się utożsamić. Natomiast reszta to istny festiwal przegięcia, jeszcze Cezary Pazura jako przedsiębiorca-wyzyskiwacz wypada naprawdę w porządku, tak grupa Borysa Szyca to istny kabarecik, Antoni Królikowski to to samo tylko po drugiej stronie i wisienka na torcie w postacie Piotra Cyrwusa którego bardzo szanuję za na przykład rolę w „Fanatyku” tutaj jako ksiądz wypada strasznie kiczowato. Właśnie wspominany „Fanatyk” był świetnie osadzony w Polskich realiach w kontekście kulturowym i tutaj też mamy tego zalążki, jednak w porównaniu do filmu na podstawie pasty brakuje tutaj pieczołowitości i większego pomysłu na to.


Film stoi w bardzo bolesnym rozkroku między komedyjką, a moralizatorstwem. Przez co jedno i drugie wypada banalnie, a cała kontrowersja sprowadza się do obśmiewania najprostszych rzeczy w najprostszy sposób.

4/10

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *