Demon Slayer: Mugen Train – Recenzja

Japońskie animacje rzadko przebijają się do naszych kin. Tym razem przypadek bezprecedensowy, bo temu się udało, ale na długo po Japońskiej premierze.


Film na podstawie hitowego anime, który sam w sobie w Japonii był wielkim hitem. Samo anime ma nawet wielu fanów w Polsce i zbiera świetne recenzje. Oczywiście w filmie sama historia jest uproszczona, żeby zamknąć ją w dwugodzinny format. Jest to spowodowane tym żeby widz nieznający anime się nie zagubił, co mu akurat wychodzi dobrze, bo sam jestem taką osobą. Niestety przez to też historia sama w sobie nie jest złożona. Mamy grupę bohaterów, która podróżuje pociągiem, tam spotyka spotykają legendarnego łowce demonów. Sami aspirują do takiego miana, dlatego on staje się ich nauczycielem i wzorem zarazem. Pociąg, którym jadą był już wielokrotnie nawiedzany przez demony i wielu postronnych w nim ginęło i to jest zasadniczy powód obecności wspomnianych wcześniej postaci w nim. Nie inaczej jest tym razem i pociąg nawiedzają demony, jednak skala tego zaskakuje i zaczynają się toczyć walki.


Oj walki, jedna za drugą i kolejna, można powiedzieć, że w pewnym momencie mieliśmy przesyt tego, co potęgowało to, że samo starcie były najzwyczajniej w świecie długie i intensywne. Jednak co trzeba im przyznać robiły wrażenie. Efektowne, dopracowane do ostatniego szczegółu, niebywale intensywne, a przy tym bardzo czytelne. Można śmiało powiedzieć że były jednymi z najciekawszych, jakie widziałem w animę. I zarazem jest to ogromna zaleta tego filmu, jak i wada, bo wrócę do tego, że były one długie i było ich dużo, a przy ich efektowności i intensywności w pewnym momencie zaczynały męczyć. Można powiedzieć, że balans między starciami a fabułą przedstawioną w standardowej formie pomiędzy był zachwiany. Niestety przy tym wyszedł serialowy rodowód serialu. Kilkukrotnie było widać momenty, gdy odcinek serialu by się skończył, ba w połowie filmu był moment, który wyglądał jak koniec filmu. Śmie twierdzić, że lepszy niż finalne zakończenie, a wznowienie akcji było lekko naciągane.


Jednak dość narzekania, bo to, co trzeba oddać filmowi to, że wyglądał pięknie. Kreska z jednej strony momentami przypominała starsze rzeczy od studia Ghibli, czyli cudownie, szczególnie tła, postacie poboczne. Jednak główni bohaterowie i sposób ukazanie starć od tego odbiegał, jednak też miał swój ciekawy styl, który był efektowny i estetyczny. To ten element w dużej mierze przyciąga widzów do tej produkcji i dla niego warto ten film zobaczyć.


Anime z efektownymi walkami to oczywiście patos i normalnie tutaj wróciłbym do narzekania, bo patosu jest tutaj w ilościach niesamowitych. Jednak co ważne jest to spójne z efektownością dzieła, jak i z opowiadaną historią, a co dla mnie chyba ważniejsze ma swoją świetną kontrę. Dużo tutaj absurdu, można się zastanawiać czy zamierzonego, czy nie, ale naprawdę zabawnego. I to te połączenie patosu i absurdu jest naprawdę ciekawe.


Mimo wszystko film mnie trochę wymęczył, efektywność i intensywność starć sprawiła, że miałem w głowie, „no super to wygląda, ale może pogadajcie sobie dla kontry”. Jednak film na pewno warto zobaczyć dla warstwy wizualnej, która czerpie wiele od największych dzieł gatunku, ale dodaje do tego coś od siebie. Choć jeżeli serial jest bardziej złożony i ma wiele ciekawych wątków, których tutaj nie było, to warto się nim zainteresować.


7/10

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *