Creed III – Recenzja

Seria filmów o Creedzie to bezpośredni następca Rocky’ego, którego dwie poprzednie odsłony były udane, a mimo niechęci do oglądania zwiastunów to ten prezentował się równie dobrze.


Jednak wspomniany zwiastun miał jeden zasadniczy minus, na dobrą sprawę opowiadał 90% fabuły filmu. Oczywiście fabuła w tego typu filmach jest dość oczywista i służy tylko zbudowaniu struktury filmowej. Jednak złośliwie można powiedzieć ze po obejrzeniu zwiastuna zna się cały przebieg filmu. Jednak spróbujmy zagłębić się w meandry skomplikowanej historii trzeciej części tego cyklu. Creed po ostatniej walce przechodzi na emeryturę, wiedzie pozornie szczęśliwe, z którego wyrywa go jego stary przyjaciel, który wychodzi z więzienia. Okazuje się, że poniekąd przez naszego głównego bohatera został on skazany i odsiedział on 18 lat za kratami, a Creed zaczyna czuć, że jest mu coś dłużny. Zaprasza go na salę, gdy ten mówi, że chce wracać do boksu, a później daje mu szanse walki o tytuł mistrzowski z najlepszym podopiecznym. On tę walkę wygrywa, ciężko kontuzjując swojego rywala i odwraca się od Creeda.


Tyle historii i tak wiadomo, wszystko dąży do walki dwóch starych przyjaciół, jednak pod tym banałem wychodzą dwie ciekawsze kwestie. Sama postać wracającego Damiena jest zbudowana bardzo ciekawie. Z jednej strony były starszy przyjaciel, w którym Creed widział mentora, ale też niespełniony sportowiec, który odnosił duże sukcesy jako młody chłopak, jednak został zamknięty za kratami. Dodatkowo czuć w nim nienawiść do świata przez to, co go spotkała, przez co motyw zemsty wybrzmiewa tu jeszcze bardziej, a Damien potrafi wyglądać jak zagrożenie. Drugim ciekawym motywem ukrytym pod banałem historii jest relacja Creeda z matką, która ukrywała próby kontaktu Damiena z więzienia. Matką, do której główny bohater cały czas czuje żal za przeszłość, jednak w obliczu jej problemów ze zdrowiem chcę się nią zaopiekować. Mamy też poboczne wątki córki i żony, jednak przy tym wszystkim schodzą one na trzeci plan, chociaż trzeba przyznać, że córka Creeda to jedna z najbardziej wholsome postaci w historii kina sportowego.


Właśnie, kino sportowe, konkretnie bokserskie, jak ten boks jest tutaj ukazany. Oczywiście sam ekspertem od boksu nie jestem, ale pewnie to jak większość widzów, bo jednak to film skierowany do masowej publiczności, która wyczuje, że po takiej ilości ciosów ile oni tam dostają to nie powinni już więcej chodzić, a co dopiero walczyć. Rozumiem budowanie dramaturgii itp., ale walki mają mało wspólnego z realizmem, przez co ciężko, żeby wzbudziły większe emocje. Czego szczególnym popisem jest ostatnia walka, gdzie przegięcie sięga zenitu, nawet te realizacyjne.


Warstwa wizualna tego filmu, wyłączając oczywiście ostatnią walkę, jest bardzo poprawnie zrobiona, ba same walki są przedstawione w bardzo ciekawy i spójny sposób. Natomiast ukazanie treningów to klasyka kina sportowego, jednak wciąż bardzo dobrze zrealizowana, do tego świetna muzyka, która pewnie będzie teraz puszczana na niejednej siłowni. W tym aspekcie trzecia powtórka z rozrywki jest czymś zdecydowanie pozytywnym. Co innego w kwestii obsada, tak brakuje Rocky’ego i wielu upatruje w tym zjazdu jakości tej serii, jednak brak zmian też może być problemem. Małżeństwo Creed jest tak nudne i bezbarwne do bólu jak zawsze, jedynie ich córka ratuje to nazwisko i serio czapki z głów dla młodej aktorki wcielającej się w tę rolę za powiew świeżości w tej rodzinie. Jonathan Majors w roli antagonisty sprawdza się naprawdę dobrze, oczywiście w większości gra tutaj jego postura, jednak po prostu potrafi budzić grozę, co było tutaj celem.


Domknięcie trylogii Creeda to zdecydowanie najsłabsza część filmów o nim, mimo że bardzo chciałbym wybaczyć banalność fabuły i docenić mniejsze wątki drugoplanowe to jest film, który nie potrafi zaangażować, a warstwa emocjonalna jest niemal zerowa.


4/10

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *