Spider Man: Poprzez multiwersum – Recenzja

Pierwsza część animowanych przygód Milesa Moralesa spotkała się z bardzo pozytywnym odbiorem. Zachwycał warstwą wizualną, ale także humorem, jak i tym, że nie bał się poruszać cięższych tematów w lekki, ale nie spłycający sposób. Dlatego też druga część była mocno wyczekiwana i raczej tych oczekiwań nie zawiodła.


Historia jest opowiadana z perspektywy dwóch postaci. Gwen Stacy i Milesa Moralesa, czyli odpowiednio Spiderwoman i Spidermana z naszego wymiaru, bo jak wskazuje nazwa, film mocno korzysta z innych wymiarów. Na początek widzimy ich problemy w ich przyziemnym życiu, Gwen nie może dogadać się z ojcem, a gdy wyjawia mu to, że jego wróg, którego widzi w Spiderwoman to ona reaguje w sposób, który nie jest wymarzony dla niej. Natomiast Miles po raz kolejny przez walkę ze złoczyńcami zawala szkołę i rozczarowuje rodziców spóźniając się na urodziny ojca. On akurat nie ma odwagi bądź sposobności, żeby wyjawić prawdę o Spidermanie, co wewnętrznie go bardzo boli. Gwen podczas kolejnej walki ze złoczyńcą, poznaje Spidermanów z innych wymiarów i dołącza do ich grupy, dzięki czemu może przenosić się między wymiarami. Po długiej przerwie i mimo zakazów odwiedza Milesa. Widać, że ich historie i obecna sytuacja jest bardzo podobna, a ich zaczyna łączyć coś więcej, szczególnie ze strony Milesa.


Odtąd ich historia jest połączona, a odbywa się ona w kilka światach równoległych. Podczas której Miles jest nieproszonym gościem, a ratując osobę w innym uniwersum, łamie wydarzenie kluczowe, czyli robi coś co może zniszczyć całe multiwersum. Przez co staje się kimś w rodzaju wroga publicznego w społeczności spidermanów, która tutaj jest bardzo ważnym elementem budowania świata. I tak każdy z wymiarów ma swojego pajęczego bohatera, każdy jest inny, ale łączą jest wspomniane wydarzenia kluczowe, które musi przeżyć każdy z nich. Jednak to różnice między bohaterami sprawiają, że każdy z nich jest wyjątkowy, dzięki czemu koncepcja multiwersum ma sens.


Jednak drugi „Poprzez multiwersum” to w pierwszej kolejności film o samotności oraz niezrozumieniu na linii rodzice – dzieci. To pierwsze widać szczególnie w postaci Milesa, gdy poszukuje w Gwen bliskości, której tak pragnie, bo nie ma nikogo innego. Samotność w obu ich przypadkach zostaje rozegrana jako brak możliwości przyznania się do tożsamości i w fakcie, że nikt przez to w pełni nie może ich zrozumieć. Takie niezrozumienie jest też przyczyną problemów w relacji z rodzicami. Mimo to nowe animowane przygody pająka dalej w większym aspekcie są filmem komediowym i akcji. Humor jest tutaj różnorodny i ciekawy, fakt czasem zbyt wprost, jednak działa i nie raz na Sali można było usłyszeć salwy śmiechu. Pod względem akcji film ten jest niezwykle kreatywny, potrafi pokazać sceny walki, czy pościgów z dużą różnorodnością i kreatywnością, tworząc ogromną ilość scen perełek.


Tym, czym najbardziej zaskoczyła pierwsza część była sama animacja, a tutaj jest tego więcej. Tak naprawdę każdy wymiar ma swój styl graficzny i każdy jest jakiś. Urzekł mnie wymiar LEGO, ale nie tylko, bo ten, z którego pochodziła Gwen był wizualnie uroczy. Ich mieszanka, a przy tym spójność robi ogromne wrażenie i oczywiście można tutaj odczuć przesyt, ale nie da się nie docenić napracowania i kreatywności.


„Across the Spider-Verse” to świetne rozwinięcie formuły, którą widzieliśmy w poprzedniej części, dodając na tyle nowego, żeby nas zaciekawić, ale nie zmieniając na tyle dużo, żeby nie tracić spójności. To urocza opowiastka, która porusza realne problemy w lekki sposób, jednak bez spłycania ich, niezwykle zabawna i kreatywna rzecz, która pochłania bez reszty.


8/10

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *