Mark Cavendish: Nigdy dość – Recenzja

Netflix od dłuższego czasu jest zalewany dużą ilością filmów dokumentalnych o sporcie. Niektóre lepsze, niektóre gorsze, jednak trzeb im oddać, że są różnorodne i cały czas badają nowe dyscypliny w tym kolarstwo.


Nie tak dawno dostaliśmy serial o zeszłorocznym wyścigu Tour de France, który sam w sobie nie był wybitny, ale stanowił dobre przypomnienie wydarzeń i zbudowanie emocji, przed tegorocznym tourem. W tym dokumencie skupiamy się na jednej z najważniejszych postaci w światowym peletonie ostatnich lat. Brytyjskim sprinterze, który zbliża się do historycznego osiągnięcia, pobicia rekordu największej ilości wygranych etapów na Tour de France. Historię zaczynamy od środka, od roku 2016 gdzie wygrywa cztery etapy na Francuskim wyścigu, a wszyscy zaczynają mówić o możliwości pobicia rekordu.


Dokument prowadzi narracje w standardowy sposób, idąc dalej w lata gorsze dla kolarza, jednak często wraca też do przeszłości, szukając tam alegorii. Czy to moment, gdy wygrał mistrzostwo świata, czy etap kończący Francuski wyścig. Jednak tak jak wspomniałem kolejne lata nie są tak dobre, pamiętny wypadek z Peterem Saganem w 2017 roku, późniejszy powrót i jeszcze groźniejszy upadek w Milano – San Remo 2018. Niestety był to tylko wyzwalacz tego, co złe, bo prawdziwe problemy zaczęły się wewnątrz Marka. Depresja, problemy z odżywianiem, choroba, a brak formy sportowej był tego wypadkową. Druga część dokumentu to próby powrotu na szczyt, co wieńczy pamiętny wyścig Tour de France z 2021 roku.


Formalnie dokument ten nie odbiega w dużej mierze od większości tego typu produkcji Netflixa. Fragmenty wyścigów wymieszane są z wypowiedziami Marka, jego żony oraz innych kolarzy i ekspertów. Jednak na szczęście dużo większy nacisk położony jest na próbę zrozumienia kolarza, zarówno w momentach szczytowych, jak i tych kryzysowych. Widać, że Brytyjczyk otwiera się przed kamerą, ale nie tylko on, bo jego żona jest niemal równie ważnym elementem historii, która jest bardziej złożona niż wydaje się na początku. Bo czysto teoretycznie historia Marka to pasmo sukcesów, bolesny upadek i ciężki powrót, jednak jest w niej dużo detalu, który nadaje mu głębi. Do tego świetnie działa na warstwie emocjonalnej i przyznam szczerze, że na końcowych scenach filmu uroniłem łezkę. Swoją drogą ostatnie kilkanaście minut filmu to mistrzostwo pod względem emocjonalnym.


Oczywiście nie jest to też film bez wad. Znowu podchodzę z pozycji osoby, która kolarstwo ogląda od lat i wie dużo o tym sporcie i jak ktoś tłumaczy mi czym jest ucieczka przewracam tylko oczami. Jednak wiadomo, ma być to film przystępny dla masowego widza i raczej taki jest, a jego siła nie kryje się w realistycznym ukazaniu sportu, a emocjach i próbie zrozumienia sportowca, ale także jego otoczenia. Mimo to dla fanów kolarstwa też jest tutaj dużo dobrego i przyjemne, a czasem nieprzyjemne wrócenie do momentów ikonicznych w historii tego sportu. Na minus na koniec pojawienie się Lance Armstronga, który nie dość, że w mojej opinii za swoje czyny nie powinien być traktowany na poważnie, to jego wypowiedzi często są najprostszą formą krytyki Cavendisha.


Przyznam, że jestem pozytywnie zaskoczony, szczególnie po pierwszych minutach filmu, który zapowiadał typowy Netflixowy film o sporcie. Jednak ten potrafi poprzez sport opowiedzieć o ludziach w bardzo delikatny i emocjonalny sposób, a zakończenie poruszy nie tylko fanów kolarstwa.


7/10

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *