George ma się dobrze – Recenzja

Charlotte Regan to niespełna trzydziestolatka, która już dostarczyła nam kilka produkcji krótkometrażowych. Jednak jej pierwszy pełnometrażowy film nie przeszedł bez echa, ba wygrał tegoroczny festiwal w Sundance w kategorii film zagraniczny.


Film opowiada stosunkowo prostą historię, Poznajemy tytułową George. Co może być trochę mylne, bo kojarzymy to jednak jako męskie imię, a tutaj jest to dwunastolatka, która mieszka sama. Jej matka niedawno zmarła, a jej ojciec odszedł od rodziny w okolicach jej narodzin. Sama przechodzi różne etapy żałoby do czego nawiązuje tytuł. Dziewczynka ma przyjaciela Ali’ego z którym razem spędzają czas, głównie skupiając się na drobnych kradzieżach i mniejszych wybrykach. Jednak wszystko się zmienia, gdy w jej domu pojawia się jej biologiczny ojciec. Wprowadza się on do dziewczynki i na swój nieudolny sposób próbuje odbudować relacje rodzicielską.


Na rozwoju relacji między ojcem a córką w dużej mierze opiera się to dzieło. Jason, czyli właśnie powracający Ojciec George’a zdecydowanie nie jest wzorem do naśladowania. Nie dość, że zostawił swoją partnerkę w momencie, gdy ona tego potrzebowała najbardziej to jego powrót do roli ojca też nie jest najbardziej forntunny. Od początku nie może nawiązać żadnej relacji z córką, a sam zachowuje się jak dorosły dzieciak, który nigdy nie dojrzał. Oczywiście z czasem udaje im się przełamać lody wrogości, jednak nie jest to ckliwa historia od obojętności do miłości. Jest to bardziej historia akceptacji przez wydarzenia, które im się dzieją. Czasem absurdalne, a czasem niezwykle przyziemne. Akceptacja nie jest tylko pomiędzy dwójką bohaterów, ale także we wspomnianej żałobie, jaką George odczuwa wobec śmierci matki.


Brzmi to dość dramatycznie, jednak ten film też, albo przede wszystkim jest bardzo dobrą komedią. Często opierający się na motywie dzieciaków dokonujących drobnych przestępstw w dość nieudolny sposób, a przy tym zachowując nadmierną powagę. Czy to kradzież roweru lub jego części, czy późniejsza próba spieniężenia ich, pokazuje z jednej strony ich słabą sytuację, a z drugiej same w sobie potrafią być bardzo zabawne. Tutaj też warto wspomnieć o największej gwieździe tego dzieła, czyli Harrisie Dickinsonie, który wciela się w Jasona. Zanany z „W Trójkącie” aktor nie dość, że już samym absurdalnym wyglądem potrafi rozbawić, to gra na granicy przegięcia z przesadnym brytyjskim akcentem. I to działa, sceny z nim są naprawdę zabawne. Jednak nie można też pominąć Loli Campbell, która debiutuje tutaj na ekranie w roli Georga. Na pozór dość typowa rola dwunastolatki, która zachowuje się zbyt dojrzale na swój wiek, a przy tym czasem banalne sprawy ją przerastają. Jednak jest w tym niezwykle naturalna, zarówno w momentach dramatycznych, jak i tych bardziej komediowych.


Wizualnie jest to bardzo minimalistyczne dzieło, jednak pomaga to jeszcze bardzo odczuć brytyjski małomiasteczkowy klimat, który aż wylewa się z ekranu. Zarówno sceny w miasteczku, jak i poza skąpane są w tym niepowtarzalnym wyspiarskim klimacie, który jest też kolejną warstwą budowy bohaterów.


Film „George ma się dobrze” to piękna mieszanka emocji, jest to jednocześnie świetna komedia, dramat o radzeniu sobie ze stratą, film społeczny o rozpadzie rodziny, a tych warstw jest jeszcze kilka. Mimo to dzieło jest niezwykle spójne, może to ten Brytyjski klimat, może świetna obsada, a może film po prostu działa dobrze jako całość.


8/10

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *