Zielona Granica – Recenzja

Nowa produkcja Agnieszki Holland to jedna z najbardziej kontrowersyjnych polskich produkcji ostatnich lat. Film, który zdobył nagrodę w Wenecji powinien być dumą narodową, niestety przez narastający konflikt polityczny film został zmasakrowany przed premierą określeniem antypolskim.


Już po pierwszym akapicie widać, po której stronie debaty stanąłem i nie zamierzam nawet tego ukrywać, mimo że staram się zachować obiektywizm i podejść do tematu na chłodno. Przyznam nawet, że nie jestem fanem Agnieszki Holland której ostatnie filmy nie przypadły mi do gustu, a niestety jej starszych produkcji nie widziałem.
Jednak przejdźmy do filmu, który poniekąd jest podzielony na cztery akty, a może bardziej cztery perspektywy. Mamy historię rodziny uciekającej przed wojną w Syrii, której członek rodziny obiecał bezproblemowy transport do Szwecji gdzie mieszka, przez Białoruś i Polskę. Jednak na granicy Polsko-Białoruskiej sprawy się komplikują, a rodzina zostaje z nowo poznaną kobietą w lesie. Druga perspektywa to jeden z pracowników straży granicznej grany przez Tomasza Włosoka. Młody dorosły, którego żona jest w ciąży, a on ma duże dylematy odnośnie słuszności działań straży, jednak jest zmuszony do pracy, żeby utrzymać rodzinę. Trzecia i czwarta perspektywa się ze sobą łączą, są to aktywiści pomagający uchodźcom oraz Pani psycholog grana przez Maję Ostaszewską, która jest nową mieszkanką okolic. Pewnego wieczoru słyszy krzyki o pomoc i znajduje na bagnach kobietę oraz dziecko, które ginie na ich oczach. Po tych wydarzeniach dołącza ona do grupy pomocowej.


Głównym motywem jest oczywiście pomoc dla ludzi, którzy chcą przekroczyć granicę, w kontrze do działań straży granicznej. Sytuacja, która jest przedstawiona w filmie wygląda tak, że polscy i białoruscy pogranicznicy przerzucają przez granicę uchodźców niczym piłkę. Z ta różnicą, że Polacy kamuflują się i udają, że to pomoc, a Białorusini biją i okradają tych ludzi. Co jest oczywistą krytyką obu ze strony, choć tak naprawdę cała krytyka spada na system. Dostaje się tutaj straży granicznej, jednak też ukazując, że ludzie pracujący tam to są też ludzie z uczuciami i moralnością. Najbardziej oczywistym przykładem jest bohater grany przez Tomasza Włosoka, który trochę z wyboru, a trochę z konieczności jest w to uwikłany. Tworząc postać tragiczną, który często chce dobrze, jednak na swojej drodze sam popełnia masę błędów. Zamykając kwestie polityczne na sprawcę całego problemu film kreuje Łukaszenkę, który jest swoistym siewcą chaosu, chociaż polski rząd też wskazany jest jako winny swojej obojętności. Co warte zaznaczenia sprawy polityczne są wypowiedziane bardzo wprost, polski rząd nie jest anonimową wydmuszką i PiS jest nie raz skrytykowany wprost. Choć obrywa się też PO, a w zasadzie ich wyborcom, których opozycyjność to papierek lakmusowy, który jest tak naprawdę przykrywką dla obojętności.


Dobrze, jednak skończmy na dobre z tą polityką, bo „Zielona Granica” to film niezwykle ludzki, pełen empatii i to dla bohaterów po różnych stronach konfliktu. Oczywiście konstrukcja filmu sprawia, że kibicujemy aktywistom, którzy pomagają ludziom w lesie, ale film jest pełen empatii, dla ludzkiego dramatu w wielu tego słowa wymiarach. A dramatu jest tutaj dużo, scen bolesnych jest masa, często bardzo niesprawiedliwego traktowania. Jednak film najlepiej gra emocjami w momentach, gdy widz jest już niemal pewny, że wszystko zmierza w dobrą stronę. Że bohaterowie wycierpieli już swoje, a ich droga dobiega końca, a tak się nie dzieje i wiele takich scen potrafi wywołać skrajne emocje. Mimo całego dramatu jest tutaj dużo miejsca na żart i ironie, która może nie rozładowuje emocji, ale sprawia, że potrafimy je przetrawić. Widzę tutaj połączenie z filmem „Paryż 13 dzielnica” Jacques Audiard, gdzie też już przeszło siedemdziesięcioletni reżyser ma bardzo świeże spojrzenie na obecną sytuację.


O obsadzie wspomniałem już wiele razy, zarówno Tomasz Włosok, jak i Maja Ostaszewska tworzą świetne nie jednowymiarowe kreacje, lecz jest tutaj kilka mniej znanych nazwisk wartych uwagi. Mohamed Al Rashi jest świetny w roli dziadka-mentora rodziny, która próbuje przedostać się przez granicę. Tak samo Jaśmina Polak w roli aktywistki o najbardziej skrajnym zachowaniu, która swoją energią przejmuje każdą scenę, w której występuje. Wizualnie film też wygląda wspaniale, sam kontrast tytułu z czarno-białym obrazem robi piękne pierwsze wrażenie. Jednak sceny nocne robią największe wrażenie, niesamowitą grą świateł i mroku.


Doskonale zdaję sobie sprawę, że w moim osądzie jestem nieobiektywny, ale dawno nie czułem takiej potrzeby bronienia filmu jak tutaj. Filmu, który niesie ze sobą gigantyczny ładunek empatii, jest niezwykle ludzki, a przy tym unika taniego moralizatorstwa, opowiadając o bieżących wydarzeniach. Jest to kino niezwykle odważne i krytyczne, jednak skrupulatnie wyważone w swojej ocenie sytuacji, która jest niezwykle złożona i ciężka w ocenie. I rzucanie agresywnych i chwytliwych haseł, które widzimy teraz w odbiorze tego filmu jest najłatwiejsze, ale sam film nigdy nie sięga po to, co najłatwiejsze i to jest jego ogromna siła.


8/10

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *