Twórca – Recenzja

Są filmy, których zwiastunami multiplexy zalewają nas przez długie miesiące i takim filmem był właśnie był „Twórca”, który według zapowiedzi łącza w sobie wszystkie elementy, które sprzedają filmy. Duża wojna, małe, urocze dziecko i ostatnio bardzo popularną sztuczną inteligencję.


Reżyser tego filmu może być znany głównie z jednego działa, czyli „Łotra 1”, czyli pobocznego filmu ze świata gwiezdnych wojen. Jego najnowszy film zaczyna się od prawdziwego trzesiętnia zmieni, czyli wybuchu bomby atomowej spowodowanej przez sztuczną inteligencję, która miała pomagać ludziom. Miejscem, które było areną tragedii było Los Angeles i świat podzielił się na ten zachodni oraz na „Nową Azję”. Jednak świat zachodni to w dużej mierze USA., bo Ameryka południowa, Europa i Afryka jakby była wyjęta z tego świata. Przenosimy się w daleką przyszłość, gdzie wojna między stronami się toczy. Zachód, który zakazał sztucznej inteligencji, kontra wspierana przez roboty „Nowa Azja”. W środku tego główny bohater, który jest szpiegiem dla zachodu, który zakochał się w azjatce, którą miał szpiegować. Poznajemy ich, gdy ona jest w zaawansowanej ciąży, a on łamie daną jej obietnice, o zaprzestaniu służby. W wyniku nalotu, spowodowanego przez niedomówienie widzimy, gdy ciężarną kobieta ginie.


Mamy kolejny przeskok czasu, główny bohatera podczas wydarzeń, które spowodowały śmierć swojej żony traci pamięć, a ludzie zachodu próbują odzyskać ją, ponieważ prowadzi ona do lidera sił ich przeciwników. On w dużej mierze ma dość, jednak zostaje zachęcony do pomocy, gdy dowiaduje się, że jego partnerka jednak żyje. Zostaje on wysłany z oddziałem, żeby odnalazł tajną broń i ją przejął, lub ewentualnie zniszczył. Okazuje się, że tą tajną bronią jest robotyczne małe dziecko, którego bohater nie jest w stanie unicestwić. Od tego momentu stopniowo zaczyna przechodzić on na stronę robotów, chroniąc dziewczynkę-broń, z którą zaczyna go łączyć więź, która nie powinna dziwić, gdyż gdyby jego córka się urodziła byłaby teraz w podobnym wieku.


Sam film pod względem historii to nic odkrywczego, choć przyznam, że dziecko jako broń AI to ciekawy pomysł i kilka razy jest ciekawie wykorzystany, jednak niestety na tym kończą się fabularne plusy filmu. Który w kontekście ukazania bohaterów, a szczególnie stron jest do bólu schematyczny i stronniczy, brak tu jakichkolwiek odcieni szarości. Źli są źli do bólu, a dobrzy naiwni i dobroduszni. A częste zwroty fabularne są tak mocno sygnalizowane przez film, że nie potrafią one zaskoczyć, bo oglądając film dosłownie się ich spodziewamy. Niestety film też nie potrafi utrzymać tempa i tak jak początek jest sprawny, tak drugi akt jest na siłę rozciągnięty scenami walki, które nie mają wagi przez co nie czujemy nic podczas ich trwania.


Jednak muszę przyznać, że wizualnie film daje radę, mamy masę monumentalnych kadrów na wielkie połacie terenu, który wygląda czasem mrocznie, a czasem pięknie. Same sceny walki są ładnie nagrane i czytelne, niestety nie jest to przykład ostatniej części „Johnego Wicka”, gdzie były na tyle dobre, żeby same obroniły film

.
Naprawdę chciałbym tu napisać, że ten film to dobrze zrealizowane kino akcji z ciekawym konceptem i tak po części jest, jednak nie do końca. Film, aż zanadto upraszcza wszystko i nie potrafi zaangażować widza przez większość jego trwania.


4/10

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *