Club Zero – Recenzja

Kino, które dzieli widownie to zawsze ciekawe pozycje, nie inaczej jest w przypadku nowego filmu Jessicy Hausner. Debiutujący rok temu w Cannes film od początku wywoływał kontrowersje, nawet podczas pierwszych pokazów w Polsce na Nowych Horyzontach.


Film opowiada o elitarnej szkole, do której uczęszczają w zdecydowanej większości bogate dzieci z dobrych domów. Rada rodziców postanawia zatrudnić tam nietypową nauczycielkę, która będzie prowadziła zajęcia ze świadomego odżywiania. Na początku wszyscy reagują pozytywnie, kuszeni dobrą reklamą oraz plusami dla zdrowia i środowiska. Jednak same zajęcia są bardzo specyficzne, wyglądają na niemal kult, gdzie wspomniana nauczycielka, Pani Novak próbuje przekonać uczniów do zmniejszenia ilości spożywanych pokarmów.
Co jest tylko początkiem jej planu, bo ograniczanie pokarmów i bardziej świadome jedzenie to tylko wierzchołek góry lodowej. Choć z tym pierwszym przechodzi finalnie do koncepcji, że można żyć bez jedzenia. Opakowując to w coś w rodzaju sekty, a może wewnętrznego klubu, dla największych umysłów na świecie. Reakcje uczniów są mieszane, niektórzy jej wierzą, inni mają wątpliwości, inny odchodzą. Trochę inaczej wygląda podejście rodziców, którzy chcą dotrzeć do dzieci, jednak te mają zawładnięte już umysły przez Panią Novak. Która przekracza kolejne granice między sobą a uczniami.


Ciekawe w filmie jest ukazanie mechanizmów, na jakich działają sekty, tutaj na przykładzie klubu, który zmniejsza spożycie jedzenia, a z czasem je eliminuje. Wydaje się to absurdalne, nielogiczne, jednak charyzmatyczny lider, jak Pani Novak, oraz jej gry psychologiczne sprawiają, że logika i głosy z zewnątrz schodzą na dalszy plan. Ciekawe jest też to jak uczniowie szybko zamykają się w grupie, która myśli tak samo i odrzuca każdy głos krytyki, co można oczywiście przełożyć też na wszelaki teorie spiskowe, a o takie też film zahacza. Na minus postać jednego z uczniów, który z początku był wątpiący, ale został, bo potrzebował oceny do stypendium. Jednak dość szybko zmienia podejście i wierzy w Panią Novak, a szkoda, bo postać niedowiarka, który udaje, żeby wtopić się w grupę mogłaby być ciekawa.


Film momentami przypomina filmy Rubena Östlunda, w warstwie komedii opierającej się na wyśmiewaniu dziwnych zachowań bogatych ludzi. Często czepiając się absurdu, gdy to bogaci biali rozmawiają o problemach na świecie, czy gdy pokazujemy ich oderwanie od rzeczywistości. Szczególnie to widać w kontrze do bohaterów, którzy nie są tak dobrze usytuowani. A czasem humor wynika z przegięcia, gdy widzimy bardzo minimalistyczne mieszkanie Pani Novak, która jedyne co ma w domu to swoją herbatę, która wygląda jak skok na kasę, w który sama twórczyni uwierzyła.


Z innej strony film momentami przypomina dzieła Yórgosa Lanthimosa, szczególnie pod względem budowania postaci, jak i dialogów. Są one bardzo oschłe, często bezemocjonalne, a przy tym są pewnym rodzajem gry, która często jest przegięta, lecz intrygująca. Niestety to akurat podobieństwo wypada na minus, bo wydaje się brakować głębi, jednakowo w tych dialogach, ale co chyba gorsze postaciach. Które finalnie okazują się bardzo jednostronne.


I trochę to jest problem tego film. Zaczyna się od bardzo ciekawego konceptu, potem ukazuje bardzo trafnie mechaniki, czy to dołączania do sekty, czy wiary w teorie spiskowe. Jednak finalnie nie potrafi wyciągnąć z tego głębi, zostaje ciekawą opowiastką, w której brakuje rozwinięcia.


6/10

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *