Setki Bobrów – Recenzja

Komedia slapstickowa to już niemal gatunek wymarły, czasem jej elementy widzimy w innych gatunkach komediowych, jednak filmy stricte w tym stylu to rzadkość. Tym bardziej film łączący animacje z aktorskim filmem, czarnobiały.


Film Mike Cheslika jednak przywraca ten gatunek i tworzy tą dziwną kombinację. Mało znany u nas wcześniej reżyser tworzy tutaj swoje zdecydowanie najpopularniejsze dzieło, choć też ciężko mówić tak o filmie, który w momencie premiery miał dwa seanse w Warszawie dziennie. Jednak myślę, że to i tak dużo, bo film to niemal definicja eksperymentu. Bardzo ciekawego, który zaczyna się od strony wielkiej katastrofy. Główny bohater prowadzi cydrownie, która jest znana w okolicy, jednak przez swoją … powiedzmy głupotę napędzaną alkoholem niszczy ją, a sam ląduje w środku dziczy, na dodatek jest sroga zima. Dlatego nasz bohater musi nauczyć się jak przetrwać w trudnych warunkach.


Sama nauka i ciągłe porażki to duże pole do slapstickowych żartów, których jest pełno w tym filmie. Co ważne humor ten jest niezwykle kreatywny, a nawet gdy żarty się powtarzają, patrz główny bohater niezdarnie wpada w swoje pułapki, to ukazywane jest z taką zmian, żeby znowu zainteresować i rozbawić widza. Zaczyna on polować na króliki, żeby przetrwać, oraz na tytułowe bobry. Po jednym z pierwszych zabójstw odnajduje on handlarza, który za konkretną ilość przyniesionych martwych bobrów daje mu nowe nagrody. Zakochuje się on jednak w córce handlarze, co jest motywacją do zabijania kolejnych bobrów.


Schemat ten mocno przypomina grę komputerową, zadanie na konkretną ilość zabitych bobrów, zabijanie, przyniesienie trucheł do handlarza, krótka interakcja z córką i kolejny większy cel. Brzmi to powtarzalnie, jednak tutaj warto znowu zaznaczyć kreatywność twórcy, który świetnie potrafi się bawić akcją, czyli procesem polowania na bobry, ale też i króliki. Same sceny zabójstw są bardzo oryginalne i niezwykle zabawne w swojej brutalności. Banałem byłoby porównanie do twórczości Bustera Keatona, jednak jest to prawda, a mimo to czuć w tym świeżość.


Przejdźmy do kwestii technicznych, bo film od samego początku szokuje swoją formą. Jest to animacja, czarno biała, narysowana grubą kreską, a dokładniej rzecz biorąc bardzo kanciastą i przerysowaną. Ktoś mógłby samemu stylowi graficznemu zarzucić brzydotę, jednak myślę, że to był celowy zabieg, który wpływa na odbiór filmu odrealniając go. Dodatkowo film jest czarno-biały co świetnie wykorzystuje, a wisienką na torcie jest fakt, że postacie ludzkie to prawdziwi aktorzy. Jest to bardzo niecodzienne połączenie, jednak myślę, że jako całość działa świetnie i podkreśla tylko przerysowanie filmu. Warto dodać, że aktorzy są świetnie w swoich rolach, szczególnie wcielający się w główną rolę Ryland Brickson Cole Tews jest kapitalnie przerysowany.


Myślę, że jedyną wadą filmu jest jego długość, film przy swojej intensywności po prostu potrafi zmęczyć, a stawka jest cały czas podnoszona i mimo że do końca potrafi zaintrygować tak wolałem go w początkowej skali makro. Gdzie jest absolutnie kapitalny, łącząc brutalność z groteską, dając nam kapitalną mieszankę, która jest bardzo zabawna i niezwykle kreatywna. Oczywiście nie jest to kino dla każdego, co jest oczywiście banałem, ale tutaj podkreśliłbym to podwójnie, jednak myślę, że już zebrał i będzie zbierał rzesze oddanych fanów.


8/10

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *