Bart Layton powraca po ośmiu latach, od nieźle przyjętych „Zwierząt Ameryki” ze swoim największy projektem do tej pory.
Film zaczynamy od sekwencji, która jak się później okazuje, jest kradzieżą drogocennych kamieni. Poznajemy w niej głównego bohatera opowieści Davisa, który dokonuje napadu na kuriera wiozącego kamienie. Co ważne w akcji nikt nie ucierpiał, a sam bohater opiera się na zaskoczeniu, odwracaniu uwagi i zastraszeniu. Podczas ucieczki ma drobną kolizję, ale udaje mu się zmienić samochód i uciec daleko z miejsca zdarzenia. Później poznajemy kolejną dwójkę bohaterów. Policjanta w średnim wieku, który trafia na miejsce kradzieży. Ma on teorie, że wiele kradzieży w ostatnim czasie było dokonanych przez ta samą osobę. Przy tytułowej autostradzie 101, bez ofiar i śladów na miejscu. Jednak jego partnerzy z policji nie chcą mu wierzyć i uważają, że jego fiksacja zaniża tylko statystyki wydziału.
Trzecim elementem układanki jest agentka ubezpieczeń, która ma prowadzić śledztwo, czy cała akcja nie jest wyłudzeniem ubezpieczenia. Jej agencja obsługuje niemożebnie bogatych ludzi, a sama ma zamknąć bardzo dużą transakcję. Wróćmy do Davisa, który odbiera nagrodę za udaną akcję od swojego łącznika, któremu mówi, że kolejna akcja może być zbyt niebezpieczna. Tuż potem ma stłuczkę z dziewczyną, z którą zaczyna romans i jak można się domyślić, gdy nie jest już samotnikiem zaczyna inaczej podchodzic do ryzyka, przez co rezygnuje z akcji. Tą przejmuje czwarty element układanki Ormon. Przeciwieństwo wyrachowanego Davisa, młodszy chłopak dokonuje napadu na jubilera niepatrzący na ofiary, włączając alarm i uciekając w pośpiechu. Gdy Davis zwraca się do swojego łącznika w tej sprawie, ten wysyła za Davisem swojego nowego chłopca na posyłki Ormona.
I jak można się domyślić historie tej czwórki, nazwanej tutaj filarami będą się tutaj na różne sposoby przecinać. I tu muszę przyznać, że sama historia jest bardzo ciekawie poprowadzona. Nie raz film fabularnie potrafi zaskoczyć, a przy tym to nie jest zrobione na siłę i ma sens logiczny, sprawia to, że film jest bardzo wciągający i odkrywanie jego sekretów satysfakcjonujące dla widza. Co też ważne rozłożenie historii na czwórkę bohaterów sprawia, że nie mamy monotonni, a przez ponad dwie godzinny trwania film utrzymuje bardzo dobre tempo.
Szczególnie oczywiście w scenach akcji, których może nie ma wielu, ale jak już są to potrafia wgniatać w fotel. Pościgi i strzelaniny, które z jednej strony są efektowne, ale z drugiej nastawione na realizm i czuć, że każde działanie bohaterów się liczy, co powoduje dobre budowanie napięcia. Które momentami przypomina to z filmów braci Safdie, choć pomiędzy nimi mamy momenty rozładowania. Natomiast w samych scenach akcji warto też wskazać bardzo dobrą pracę kamery, nadająca efektowności właśnie wydarzeniom. Ogólnie należałoby wyróżnić zdjęcia, bo nawet jeżeli większość to samograje typu plaża w golden hour czy nocne Los Angeles ze światłami odbijającymi się w kałużach to po prostu działa.
Dobrym zamysłem było ustawienie w centrum Davida, tego wzorowego złodzieja idealistę, mrocznego, niemal bez przeszłości, natomiast dużo bardziej barwne postacie wokół. I tutaj przyznam, że jego romans z Mayą jest najsłabszą częścią filmu, to aż nazbyt kliszowe odkrywanie tej skorupy zamkniętego w sobie bohatera. Co nie zmienia faktu, że wcielający się w niego Chris Hemsworth wypada tu dobrze, ale nie tak jak ustawiony w kontrze do niego Barry Keoghan jako Ormon. Motocyklista szaleniec, który pod tą maską pewności jest wystraszonym dzieckiem, może momentami jest zbyt jaskrawy, ale właśnie działa dobrze jako ta kontra dla postaci Davida. Świetną rolę zalicza też Mark Ruffalo jako policjant, też na kontrze z Halle Berry jako agentka ubezpieczeń. Uczciwość, kontra oportunizm, przemijanie kontra szukanie siebie na nowo, finalnie korporacja kontra działania na własną rękę.
I tu okazuje się, że film po tą warstwą kina akcji dość sporo mówi o obecnym społeczeństwie. Liczne obrazki na wieżowce, obraz bogatych, którzy nie wiedzą co robić z pieniędzmi, ale i bezdomni i policjant jeżdżący w rozpadającym się samochodzie. Film bardzo mocno pokazuje rozwarstwienie społeczne w stanach, ale też to, że ludzie w ważnych społecznie zawodach ledwo wiążą koniec z końcem, a inni bogacą się na ubezpieczeniach. Przy tym nie raz film zada pytanie odnośnie moralności i etyki, nie raz krytykując przy tym korporacje, od których uczciwszy się wydaje złodziej. Choć to też może być tylko moja interpretacja, a film jest otwarty na inne.
„Crime 101” to film zbudowany z elementów, które działają i co nie dziwi film działa jako całość. Nawet jeżeli to często dość proste zagrywki to sprawiają, że te ponad dwie godziny w kinie są niezwykle satysfakcjonujące, a film momentami wgniata w fotel.
7/10

