Marcin Kwaśny debiutuje jako reżyser filmu pełnometrażowego.
Aktor, którego możemy kojarzyć z kilku ról miał już na koncie średni metraż pod tytułem „Spowiedź” i trochę zdradza nam to, co jest ważne dla tego twórcy, ale po kolie. Film otwiera scena, gdzie młody chłopak jest goniony przez Warszawę i wbiega do kościoła. Tam udaje, że się spowiada, żeby jego oprawcy go sobie poszli. Jednak ksiądz chce wyciągnąć z niego prawdziwą spowiedź. Na początku chłopak się broni, ale w końcu pęka i przyznaje, że ma długi, a jego ojciec alkoholik zostawił go samego z chorą matką. Co też jest opisem jego krótkiego metrażu. Po pęknięciu chłopak-Janek wydaje się odmieniony.
Wraca do domu, pomaga matce i znajduje list od komornika z nakazem eksmisji. W nocy idzie do swojego przyjaciela, który też jest księdzem z prośbą o pożyczkę. Ten daje mu ułamek kwoty, to nie zadowala Janka, który w przypływie złości postanawia ukraść rower, właściciel roweru go goni i wtedy Janek łamie się po raz drugi. Oddaje rower i rozmawia z przyjacielem o życiu w tym o relacji z ojcem. Gdy wraca do domu, okazuje się, że jego matka jest w stanie krytycznym, po czym umiera. Wtedy w domu pojawia się jego ojciec, który chce przekazać Jankowi pieniądze, które dostał z uwagi na śmierć żony. Janek odmawia, ale gdy podczas jego nieobecności ojciec zostaje pobity przez grupę, która goniła go w pierwszej scenie, ten znowu zaczyna się łamać.
Większość filmu to próba odnowienia relacje z ojcem, wybaczenia mu faktu, że zostawił rodzinę w momencie, gdy najbardziej go potrzebowali i próba pomocy mu z alkoholizmem. Sam wątek alkoholu jest tutaj bardzo dobrze ukazany, film skupia się na wpływie uzależnienia od bardzo naturalnej, ludzkiej strony. Widzimy przykład osoby, której się udało, ale i ojca Janka, który cały czas nieudolnie próbuje przestać pić. Film porusza też ważny problem alkoholizmu pokoleniowego i wpływu na dzieci, które mając negatywny wzorzec w domu i tak popadają same w nałóg, a jeżeli nie to w inne problemy, pośrednio nim spowodowane.
Niestety tutaj kończę na jakiś czas pochwały dla filmu, bo wątek przebaczenia ojcu wywołany wpływami religijnymi zakrawa już o tanią katechezę, a chyba jeszcze banalniejsza jest przemiana bohatera. Który początkowo jest zgorzkniały przez swoje ciężkie życie, więc kolejne trudy tworzą z niego wzór do naśladowania. Dzieje się to zbyt łatwo i radykalnie, a wątek religijny to czysty zbiór oczywistości.
Pisałem wcześniej o dużym naturalizmie, jest on po części przez dialogi. Z którymi też mam duży problem, bo ich poziom jest niesamowicie nierówny. Czasem są ciekawe i głębokie, czasem płytkie i powierzchowne, często mają w sobie dużo naturalizmu, a czasem są bardzo niespójne i przypominają rozmowę z kwiaciarni w „The Room”. I to ostatnie to może być akurat kwestia słabego montażu, co pasuje niestety do warstwy technicznej tego filmu i tak dialogi bardzo często po prostu słabo słychać. Problem jest też ze zdjęciami, w większości wpisują się w naturalizm i prostotę tego filmu, ale już zdjęcia nocne wyglądają po prostu źle. Tak jak trochę dziwne jest, że bohaterowie cały czas rozmawiają ze sobą w losowych miejscach Warszawy, jakby jeżdżenie komunikacją miejska było ich drugim hobby.
Żeby tak negatywnie nie kończyć, to dodam coś o obsadzie, Filip Gurłacz bardzo dobrze emocjonalnie sprzedaje rolę Janka. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że aktor ratuje momentami średnio napisaną postać w tych kluczowych najbardziej emocjonalnych momentach. Jednak Andrzej Mastalerz w roli jego ojca jest świetny i nie raz kradnie ekran i jest przerażająco prawdziwy w roli osoby uzależnionej od alkoholu.
I trochę mam problem z jednoznaczną oceną filmu, gdzie tania katecheza i banały łączy się ze świetnie ukazanym, bardzo naturalistycznym wątkiem choroby alkoholowej i jej wpływem na otoczenie. Gdzie wyjęte z życia dialogi łączą się z tymi absurdalnymi, a obsada przykrywa niektóre niedociągnięcia techniczne, które w innych momentach wychodzą ze zdwojoną siłą.
5/10

