David Robert Mitchell po unikatowej „Tajemnicy Silver Lake” wraca z najbardziej kasowym projektem w karierze.
Od wspomnianego filmu minęło już osiem lat, co sprawiło, że oczekiwanie na ten film rosło. 85 milionów budżetu i wiele pokazów w jakby nie było, ogórkowym sezonie sprawiło, że film w Polsce ma dobrą oglądalność. Tak jak nostalgia do lat osiemdziesiątych, bo w nich umiejscowiony jest film. Poznajemy rodzinę wiodącą spokojne życie na amerykańskich przedmieściach. Pomiędzy problemami codzienności i kłótniami z sąsiadem poznajemy ich dość stereotypowe życie, które zakłócają dwie anomalie. Zobaczenie u sąsiadów rośliny, która była na ziemi 200 milionów lat temu i ogromna góra odpadów u sąsiada, którą obwinia dzieci głównych bohaterów.
Pewnej nocy rozpętuje się straszna burza, po której nic nie jest takie same. Zaczyna się od braku, prądu i wody, ale to dopiero początek. Film odkrywa nam co się stało, stosunkowo szybko, jakieś dziwne stworzenie przebiegające przez podwórko, uciekający w panice sąsiad. Gdy dorośli wychodzą w celu poszukiwania psa i sprawdzenia, czy podstarzała sąsiadka niczego nie potrzebuje, szybko okazuje się, że ta druga nie żyje, a ich zaczynają gonić dinozaury. Tak, dinozaury, para ledwo uchodzi z życiem i postanawia uciec, jednak okazuje się, że ich osiedle domków jednorodzinnych otacza prehistoryczna dżungla. Po powrocie do domu zabezpieczają go i postanawiają nie wychodzić. Co rodzi konflikty między nimi, narastające, gdy zaczynają kończyć się zapasy. Impas przerywa syn, który widząc swojego ukochanego psa na podwórku rusza w pogoń za nim, za nim siostra i rodzice.
Zaczyna się gra o przetrwanie wśród krwiożerczych zwierząt i ludzi, którzy w skrajnej sytuacji zaczynają wariować. Film sam balansuje pomiędzy kinem nowej przygody jak „Park Jurajski” i mocniejszych thrillerem. Co jest poniekąd problemem, bo ciężko być jednocześnie kinem familijnym i pełnokrwistym filmem grozy. Jednak trzeba oddać, że napięcie buduje bardzo dobrze i cały czas czujemy zagrożenie, a film nie raz potrafi nas zaskoczyć. Czasem robi to przez głupotę bohaterów, co jest wytłumaczalne, bo w skrajnych sytuacjach ludzie nie myślą trzeźwo. Jednak uważam, że za często ratuje się furtką w postaci przypadkowego ratunku w ostatnich chwili.
Ciekawym wątkiem są relacje między bohaterami, początkowo tak jak wspomniałem, wydają się dość stereotypowe, jednak zmiana się to w sytuacji ekstremalnej. Wszystkie małe konflikty wybuchają, tajemnice wychodzą na jaw, ale jak banalnie to nie zabrzmi, to trzymanie się razem daje bezpieczeństwo. To działa w sytuacjach gdzie członkowie rodziny, ratują siebie nawzajem mimo wspomnianych konfliktów, ale to nie sprawia, że one znikają.
Moim zarzutem podczas oglądania filmu, było, jak szybko wyjawia on wszystkie tajemnice co się stało i w jakiej sytuacji są bohaterowie. To ewidentnie naleciałości z kina nowej przygody, które trzeba zaakceptować i sam z czasem to zrobiłem. Nadanie czytelności akcji nie zawsze jest ogłupianiem widza i uproszczenia mogą odbierać mu głębie, jednak finalnie działają na to, że film jest przyjemniejszy w odbiorze.
To też miała sprawić nostalgia za latami ’80, która tutaj jest tutaj dość leniwie doklejona. Tak mamy te typowe przedmieścia, dzieciaków na rowerach, ale wygląda to dość sztucznie. Szczególnie muzyka, która może sama w sobie się broni, ale jakby sceny z nią zostały dopisane na siłę, tylko po to, żeby do ścieżki dźwiękowej filmu można było dodać trzy znane piosenki.
Ostatnie słowa mojej krytyki padną na obsadę, Anne Hathaway po prostu nie pasuje mi do tej roli, szczególnie w scenach batalistycznych czy ucieczki wypada strasznie słabo. Natomiast Ewan McGregor wydaje się strasznie nijaki, tak jak dzieciaki, o których istnieniu zapomina się pięć minut po seansie.
Trochę słów krytyki spłynęło z mojej strony na ten film, jednak na koniec dnia działa tak jak miało działać kino nowej przygody. Przyjemny w odbiorze seans, który czasem potrafi zaskoczyć i nawet jeżeli w tani sposób, to przez cały czas trwania utrzymuje napięcie.
6/10

