Ciekawe spojrzenie na drugą wojnę światową, czyli synoptycy kontra D-Day.
Film opowiada historię ostatnich dni przed desantem na północy Francji podczas drugiej wojny światowej. Największa operacja wojskowa do tamtej pory, z masą przygotowań, ludzi i losem wojny na włosku. Którym jest kanał La Manche i warunki pogodowe na nim. Obserwujemy losy Jamesa, synoptyka, który zostaje powołany do sztabu generała Eisenhowera na kilka dni przed planowanym desantem. Dotychczasowy prowadzący synoptyk generała opiera się na danych historycznych i przekonuje wszystkich, że dzień ataku będzie słoneczny. Jednak James zauważa coś niepokojącego na danych, o czym od razu zamierza powiadomić generała.
Na spotkaniu sztabu informacja nie zostaje ciepło przyjęta, wszyscy chcą ataku jak najszybciej w obawie, że Niemcy dowiedzą się o planach desantu. Dochodzi też do konfliktu między Jamesem, a jego poprzednikiem we właściwie wszystkim od przewidywanej pogody, danych, na których to opierają po styl pracy. W tym czasie James dowiaduje się, że szpital, w którym była jego ciężarna żona, został zbombardowany i nie wiadomo co z nią. W tym stresie musi przygotować pewną prognozę na dzień desantu, gdy Eisenhower zaczyna być już zmęczony brakiem porozumienia wśród synoptyków.
Jak widać film rozegrany jest, na kilku konfliktach, pierwszy to ten między synoptykami. Jamesem i jego poprzednikiem, którzy są swoimi przeciwieństwami, jest to dość prosty, acz skuteczny schemat, jeżeli chodzi o opowiadanie historii. Nieco bardziej zniuansowany jest konflikt Jamesa i jego ludzi ze sztabem. Tutaj zarzewiem jest niepewność co do osądu, niemożliwość podania pewnej prognozy, czy presja, która jest na bohaterach. Sama presja czasu to jeden z najlepszych motywów w tym filmie. Oczywiście ciężko mówić o niespodziankach w kinie historycznym, szczególnie w tak znanej historii, gdzie wszyscy wiemy, że D-Day okazał się sukcesem. Jednak wejście w szczegóły tych dni z nowej perspektywy z nałożoną presją czasu daje ciekawy efekt.
Duży ciężar spoczywa tutaj na barkach wiodących postaci i oczywiście aktorów nich się wcielających. Bez zaskoczeń Andrew Scott, jako James jest świetny, kapitalnie gra bezemocjonalnego ekscentryka, który z trwaniem filmu coraz bardziej staje się człowiekiem. Natomiast Brendan Fraser, jako Eisenhower też wypada generalnie bardzo dobrze, ale ma momenty, gdzie zbytnie się zagrywa i przekracza granicę, gdzie nie wygląda już to przekonywująco. Te dwie postacie są na tyle intensywne, że niemal zabierają całe pole reszcie, choć i w drugim planie znajdziemy ciekawe występy, jak Chris Messina, jako poprzednim Jamesa na tym stanowisku.
Ze swoistym przerysowaniem postaci mam jak z grą Brandana, w większości przypadków działa, jednak momentami jest niezręcznie. Tak samo, jak przez końcówkę filmu. I spokojnie nie będę zdradzał historii, ale jak przez zdecydowaną większość szanowałem, że film obronił się patosowi, tak końcówka to czysty jego pokaz. Jednocześnie stając się dość mocno dydaktyczne w odbiorze. I tak jak nie mam problemu z włączeniem dokumentalnych ujęć do filmu fabularnego, tak w końcówce tego wyglądało to tanią lekcją historii. Co jeszcze bardziej boli patrząc na to, że zdjęcia w tym filmie przez większość czasu były bardzo dobre.
To może nie będę pastwił się tak nad końcówką, bo jako całość to dobre kino historyczne pokazujące znane wydarzenia z nowej perspektywy. Opierając to na zderzeniu mocnych osobowości, wyszło ciekawe kino, które ma momenty gorsze, ale też, a może przede wszystkim wciąga od samego początku do końc..ówki.
6/10

