Netflixowe uderzenie na koniec wakacji, czyli miał być hit…
… a wyszło. No może nie będę jeszcze uprzedzał faktów. Na pewno gwiazdorska obsada z Adamem Scottem, Robertem DeNiro czy Michaelem Keatone na czele miała przyciągnąć widzów. Ten pierwszy wciela się w Toma, samotnego ojca małego chłopca, jego żona zmarła, a ten postanawia przeprowadzić się w jej rodzinne strony, trochę, żeby odwrócić tym uwagę chłopca od żałoby. Ten żyje w świecie wyobraźni ze zmyślonymi przyjaciółmi, od czego ojciec chce go też odciągnąć. Pewnego wieczoru Tom ma dość i podnosi głos na syna, a ten ucieka z domu w nocy.
Sprawa szybko powiązana jest z tytułowym szeptaczem. Miejscową legendą, osobie, która porywa dzieci i je zabija. Wiele lat temu na tropie jego był Peter, czyli ojciec Toma. Panowie od lat nie mają kontaktu, jednak zrozpaczony Tom widząc opieszałość policji, decyduje się zadzwonić z prośbą o pomoc do ojca. Ten jako emerytowany policjant zaczyna dzielić się swoimi obserwacjami zajmującą się sprawą detektyw, ale też podtrzymać na duchu syna. Natomiast w tym czasie widz dostaje coraz więcej informacji o tytułowej legendzie i podejrzeniach, jaki może mieć wpływ na tą sprawę zaginięcia.
Świadomie nie zdradzam za dużo w tej kwestii, ale spokojnie film sam to zrobi. Co jest jednym z głównych problemów, bo ukazuje wszystkie rozwiązania na tacy. Bez suspensu, dania, chwili na zastanowienie się, nie. Jedziemy po kolei od poszlaki do poszlaki, uproszczając wszystko do granic możliwości. Tak jakby film zbytnio się spieszył ze wszystkim lub po prostu traktował widza jak idiotę, którego nie można na chwilę zostawić z niewiedzą. Może miało też wymusić szybsze tempo opowiadanej historii, tak czy inaczej samo serce tego thrillera nie bije najsprawniej. Co jeszcze byłoby zrozumiałe, jakby było rekompensowane czym innym.
Tylko, że nie do końca, choć film się stara, mocno kładąc nacisk na temat ojcostwa i pokoleniowego piętna. Peter jest ukazywany jako nieobecny ojciec, co miało wypływ na Toma, który teraz też nie daje sobie jako ojciec. Chociaż to bardziej zrozumiałe w sytuacji śmierci partnerki. Problem w tym, że jest to ukazane niezwykle stereotypowo, typowo dla filmów. Od niechęci przez sytuację kryzysową do poświęceń i tak dalej. Jeżeli budowanie tego tła zabiera czas na ciekawsze ukazanie zagadki, to nie był to trafiony pomysł.
Jest jeszcze wątek Szeptacza, jakiejś psychologii za tym stojącej, ale to mam wrażanie jakby było na kolanie dopisane do filmu. Choć dzięki temu mamy najlepszy występ aktorski w tym filmie Michaela Keatone’a, który jest przekonywujący w swojej roli. Obsada to chyba największy plus tego dzieła, Adam Scott jako Tom jest w porządku. Daleko mu do swoich najlepszych ról, ale sprawdza się jako ten zagubiony ojciec, chcący ratować syna za wszelką cenę. Natomiast DeNiro raczej w niezbyt porywającej formie jak nas do tego przyzwyczaił w ostatnich latach. Co nie zmienia faktu, że poniżej pewnego poziomu nie schodzi.
„Szeptacz” to miał być film zagadka, która niestety rozwiązuje się sama. Psychologia bohaterów kuleje, a wątki poboczne wyglądają jak dopisane na szybko. Film, który promowany jest obsadą i to chyba faktycznie jego jedyny pozytyw.
4/10

