Hikari po sukcesie serialu „Awantura” wraca z jednym z najcieplejszych dzieł ostatnich lat.
W rolę główną wciela się laureat Oscara za świetną rolę w filmie „Wieloryb” Brendan Fraser, który co ciekawe po największym sukcesie w karierze nie dostaje zbyt wielu ciekawych ról. Tutaj gra Amerykanina Phillipa, mieszkającego w Tokyo, jest aktorem, którego kariera nie poszła w stronę, jakiej by oczekiwał. Gra w głupich reklamach, a to jego najlepsze role, bo poza tym gra drzewo w teatrze. Pewnego dnia dostaje tajemnicze zlecenie, na które się spóźnia. Na miejscu szokująco dowiaduje się, że gra rolę smutnego Amerykanina na pogrzebie. Co jeszcze dziwniejsze, pogrzeb okazuje się fałszywy i „denat” tak naprawdę żyje, a cała sytuacja miała podbudować jego ego i sprawić, że odnajdzie sens w życiu. Gdy Phillip jest zaszokowany sytuacją, propozycję składa mu szef firmy „Rodzina do wynajęcia”.
Firma wynajmuje aktorów, którzy mają odgrywać różne scenki w prawdziwym życiu. Na start Phillip jest nieprzekonany, ale brak ról w ostatnim czasie skłania go do podjęcia pracy. Zaczyna z grubej rury, od roli pana młodego podczas udawanego ślubu. Ma grać Kanadyjczyka, z którym jego „żona” wyleci do jego kraju. Na kilka minut przed ślubem dostaje załamania, że to, co robi, jest złe, jednak w ostatniej chwili zostaje zmuszony do grania przez koleżankę z pracy. Po imprezie pojawia się partnerka jego „żony” i kobiety wyjeżdżają razem do Kanady. Był to impuls do zmiany myślenia Phillipa o swojej pracy. Sam zaczyna się w niej rozwijać i dostaje dużo zleceń, w tym dwa najważniejsze, na których będzie opierała się fabuła tego filmu.
Pierwsze zlecenie to odgrywanie ojca dla małej dziewczynki na czas przygotowań do przesłuchań do elitarnej szkoły, bo jej matka uważa, że brak rodzica przekreśla szanse dziewczynki na dostanie się. Drugie to przeprowadzenie serii wywiadów z podstarzałym aktorem, na prośbę jego córki, żeby przywrócić pewność siebie jej ojca. Film pod względem fabularnym to dość prosta opowieść o mężczyźnie, który pod wpływem tych dwóch relacji zmienia swoje priorytety oraz podejście do świata. Oczywiście mamy tutaj punkty kulminacyjne i można mówić o fabule właśnie, ale przebiegiem historii jest bardziej wewnętrzna droga bohatera niż sama opowieść.
Ta przemiana bohatera jest także dość oczywista, ale dobrze wygrana, a obie relacje są dobrze poprowadzone. Filmowi czasem można zarzucić, że idzie w banał, acz jest w tym szczery i potrafi wokół tego zbudować emocje, które nie są tanim wyciskaniem łez. Mimo charakteru feel good movie nie raz ukaże nam brutalną prawdę, a lekko zdradzając, nie wszyscy bohaterowie doczekają się pozytywnego zakończenia.
Tę słodko-gorzkość widać po tym, jak w filmie ukazywana jest Japonia, a w zasadzie jej społeczeństwo. Pokazuje patologie, w których funkcjonują firmy wynajmujące aktorów, żeby grali członków rodziny dla zachowania wizerunku tego idealnego społeczeństwa. Z drugiej strony nadaje kontekst pokoleniowy, że czasem jest to odpowiednie rozwiązanie, jakkolwiek nieetyczne wydaje się. Film niejednokrotnie ukazuje temat samotności w japońskim społeczeństwie oraz do czego pcha to ludzi.
Przy tym wizerunek Tokyo z tego filmu jest niezwykle pocztówkowy. Sam byłem w tym mieście niecałe pół roku temu i miło było poznać niektóre miejsca, ale czułem, że to widok odrealniony. Bez tłumów, przebodźcowania, a z pięknymi i klimatycznymi budynkami i uliczkami, których w Tokyo pełno, ale to zdecydowanie niepełny obraz miasta.
„Rodzina do wynajęcia” to feel good movie, który nie jest pozbawiony lekkiej goryczy, która go urealnia. A przy tym odbywa się w pocztówkowym Tokyo, z Brendanem Fraserem w roli głównej, który jak ten misio chce nas przytulić do serca i dać lekcję wielu ważnych życiowych tematów oraz zostawić duże pole do przemyśleń po filmie.
6+/10

