Quentin Dupieux otwierał w 2024 roku Cannes swoim filmem „Drugi Akt” i odniósł duży sukces filmem „Daaaali”, po których zmieniło się jego postrzeganie.
Oczywiście ten proces trwał wcześniej, już „Deerskin” było poważniejszą produkcją, tego z początku śmieszkowego twórcy, jednak to sukcesy 2024 roku przypieczętowały jego pozycje. Ten film natomiast pojawił się troche z nikąd i przeszedł bez echa. Tym razem Quentin na tapet bierze influercerów i to właśnie dziewczyna publikująca treści wideo jest główną bohaterką jego filmu. Magalie poznajemy jak ze swoim managerem, a w zasadzie pomocnikiem docierają do górskiego kurortu, gdzie ta ma w końcu odpocząć. Film od startu atakuje nas absurdalnym humorem w ich rozmowie, gdzie główna bohaterka, co ważne w kołnierzu ortopedycznym narzeka na wszystko i nie może się zrelaksować.
Podczas jej pobytu w ośrodku dociera do niej dziennikarka, która chce przeprowadzić wywiad. Początkowo niechętna na to Magalie godzi się na wywiad pod wpływem opinii, że to może poprawić jej wizerunek, a my czujemy, że ciągnie się za nią coś złego. Gdy dostajemy wywiad, zaczynamy grzebać w przeszłości influencerki i zaczynamy dowiadywać się wielu faktów, w tym tych bardzo niewygodnych.
Sama rozmowa ma wiele wspólnego, z tym, co widzieliśmy w „Daaali”, ekscentryczność bohaterki oczywiście nie jest tak posunięta, jak w przypadku Hiszpańskiego malarza. Jednak ma jedną niezwykłą ceche, nie czuje bólu i na dobrą sprawę jest nieśmiertelna, a jej kontent polega na ranieniu siebie. Brzmi dziwnie, trochę tak, ale Dupiexu w absurdalny sposób toczy krytykę na temat influencerów, ale także widzów, którzy obejrzą wszystko, co szokujące, nawet jeżeli nie będzie to miało sensu, ani nic nie wnosiło do ich życia. Natomiast krytyka samych twórców treści jest mocno oparta na ich ślepemu dążeniu do sławy, kosztem swojego zdrowia i życia, jak i innych. Tego, jak traktują innych ludzi w zły sposób, mimo że są to czasem nawet ich osoby bliskie. Nie jest to bardzo pogłębione, ale jest ciekawym obrazem tego, jak teraz wygląda popularność w internecie.
Filmy Francuza zawsze stały humorem, często bardzo absurdalnym i nie inaczej jest tym razem. Dużo jest tutaj w kwestii najbardziej znanej aktorki w obsadzie, Adèle Exarchopoulos, która wciela się w główną rolę. Bardzo charakterystyczną, nietypowe poruszanie się, czy postawa w kołnierzu ortopedycznym jest zaczątkiem komedi, ale lepiej robi się, gdy zaczyna prowadzić pełne absurdu rozmowy. Sam styl mówienia, często przez zaciśnięte zęby, na wiecznym zdenerwowaniu jest kolejną warstwą absurdu. Z drugiej strony przyznam, że Dupieux pisał już lepsze dialogi, tutaj kilka razy padają perełki z ust bohaterów, jednak całościowo nie jest to najwyższy poziom reżysera.
Wizualnie jest to klasyk Dupiexu, który czasem daje powiew amartoszczyzny, ale z drugiej strony dba dobrze o estetykę. Szczególnie, że ośnieżone lokacje górskie są po prostu bardzo ładne. Uspokojenie nastąpiło natomiast w montażu, który w porównaniu do jego ostatnich dzieł wydaje się wyjątkowo klasyczny.
„Wypadek fortepianowy” wydaje się być filmem, w którym Dupiexu wraca do motywów z ostatnich swoich filmu, żeby opowiedzieć o influencerach oraz ich widowni. Po świetnych produkcjach z poprzedniego roku jest to mały krok wstecz i ani nie bawi tak bardzo, ani tak dobrze nie podejmuje tematów społecznych. Jednak mimo to dalej serwuje nam ciekawą rozrywkę na przyzwoitym poziomie.
6/10

