Biografia Anthony Bourdain’a to była tylko kwestia czasu.


Jednak film to nie jest typowa biografia, a bardziej spojrzenie na konkretny etap w życiu znanego kucharza, który wtedy odkrywał swoją drogę. Film zaczyna się w momencie, gdy jego marzeniem było pisanie książek i sceny gdzie przekonuje komisję do dostania czegoś w rodzaju stypendium. Niestety zostaje odrzucony, le kłamie swoim rodzicom i znajomym, że je dostał. Załamany postanawia pojechać do miasta, w którym wakacje spędza dziewczyna, w której kiedyś się podkochiwał, a niedawno wcześniej wpadł na nią w barze. Gdy tam dociera okazuje się, że Nancy ma chłopaka, a Tony idzie zapić smutki w knajpie, z której zostaje wyrzucony, po tym jak źle zwracał się do kelnerki.


Wyrzucający go kucharz zabrał mu też ostatnie pieniądze i gdy ten załamany w poracie nie wie co robić dalej wpada przypadkiem na Nancy. Ta zaprasza go na wieczorną imprezę, a Tony z braku innych możliwość idzie do knajpy, z której go wyrzucili dzień wcześniej, gdzie dostaje prace w zamian za możliwość spania w hamaku na tarasie. Ląduje oczywiście na zmywaku, ale po pierwszych żartach ze strony ekipy zaczyna lepiej dogadywać się z kucharzami, w szczególności z Salem, który okradł go dzień wcześniej. Co jednak ważniejsze zaczyna się zbliżać do Ciro, ekscentrycznego szefa kuchni knajpy, który zaczyna mu coraz bardziej ufać.


I tak jak wspomniałem na starcie, Tony to konkretny moment z życia Bourdain’a, jedne wakacje, gdy po odrzuceniu zmienia swoje życie o sto osiemdziesiąt stopni. Cały film to ta przemiana, ale spokojnie nie jest to typowe od łobuza do oświeconego młodzieńca. No dobra trochę jest, tylko że Tony do końca nie jest jednoznaczną moralnie postacią. Sam Bourdain w późniejszych wywiadach wspominał, że w tym czasie był okropnym człowiekiem i to widać. Jego przemiana skupia się bardziej na odnajdywaniu celu w życiu oraz bardziej świadomego życia, jeżeli chodzi o to, co robi i jaki to ma wpływ na otoczenie. Jest to ta mała różnica, która sprawia, że jego zmiana jest naturalna, a nie jest tylko czymś co działa, tylko na papierze scenariusza.


Działa to też dlatego, że film skupia się na bardzo krótkim okresie czasu, ale niezwykle burzliwym. Mimo że skupia się tak naprawdę na codzienności pracy i imprezowego życia poza nią dzieje się tutaj niezwykle dużo. Cały wątek wychodzenia z pozycji buca pisarza, który tak naprawdę nie pisze, ukrywania pracy na zmywaku, do punktu, w którym Tony odnajduje swoje miejsce w kuchni, jest ciekawa. I co ciekawe samej „akcji” jest tutaj mało, film dobrze buduje postacie dialogami, które są dobrze napisane, a i dozowaniem informacji. W skrócie, bohater kłamie na lewo i prawo i wyplątywanie się w dalszą sieć jego kłamstw i sposobów na wyjście z tarapatów, gdy jest z tym konfrontowany, jest niezwykle ciekawe.


Kluczowy jest także duet aktorski Dominic Sessa i Antonio Banderas, kolejno Tony i Ciro. Obaj niezwykle charakterystyczni i po prostu świetni w swoich rolach, a chemia między nimi jest niezwykła. To postacie budowane na niezwykłej charyzmie i ekscentryzmie, który w tym jest niezwykle naturalny.


Ta naturalność jest właśnie kluczem, czy w budowaniu postaci, czy przemianie głównego bohatera. Bo w zasadzie „Tony” to bardzo prosty film, staro szkolna droga do zmiany bohatera, która wciąga od pierwszych chwil filmu i nie puszcza do samego końca.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *