Familijne kino drogi, które zaskoczyło bardzo dobrym przyjęciem.


Film, który trochę pojawił się znikąd w pierwszy weekend miał bardzo dobry odbiór. Skupia się na Irlandzkiej rodzinie, małżeństwo z dwójką synów i dziadkowie od strony matki, u których Ci często spędzają wakacje. Jednak podczas jednych z nich dzieje się coś, co sprawia, że relację w rodzinie pękają. Obserwujemy od teraz dwie linie czasowe, wydarzenia w czasie rzeczywistym i wspomnienia tamtego lata, które doprowadziło do wspomnianego rozłamu. I to na wielu płaszczyznach, córka nie odzywa się do ojca, a jej małżeństwo ma lec w gruzach. Gdy słyszy to starszy z jej synów, postanawia zabrać brata i uciec do dziadka, bojąc się, że zostaną rozdzieleni po rozstaniu rodziców.


I tu zaczyna się ucieczka, czyli kino drogi. Chłopcy mają do pokonania tytułowe 500 mil z Birningham do małego Irlandzkiego miasteczka, gdzie mieszka ich dziadek. Z retrospekcji szybko dowiadujemy się, że mieszka sam z uwagi na zły stan jego żony mającej zaawansowaną demencję. Jednak wróćmy do chłopaków, Ci najpierw pociągiem, potem autobusem pokonują Anglię, po drodze poznają bardziej i mniej przyjazne osoby. Mając oczywiście przygody i problemy w związku z tym, że podróżują po kraju bez opiekuna. W kluczowym momencie zostają rozdzieleni, młodszy zostaje sam w autobusie, a kupujący na niego bilet starszy brat na niego nie zdążą i wtedy zaczyna mu pomagać napotkana po drodze dziewczyna.


Brzmi to, jak prosta historia i tak jest, ale nie musi to oznaczać nic złego. Film opiera się nie na złożoności fabuły, a umiejętności sprzedania emocji widzowi i tutaj trzeba przyznać robi to dobrze. Od początku stawka jest jasna, a wydarzenia, które dzieją się po drodze, tylko ją podbijają i sprawiają, że kluczowe momenty działają świetnie. Tak jak rozdzielenie chłopaków, które dzieje się naturalnie. Nawet jeżeli czuć, że są momenty wyliczone pod wywołanie emocji, to one działają.


Akapit zawierające ważne informacje odnośnie końcówki filmu.
Tak jak kluczowy zwrot akcji, który z perspektywy czasu jest dość oczywisty, ale w momencie gdy się dzieje działa. I można mu zarzucać, że jest dość oczywistym motywem, że są drobne nieścisłości, albo naciągnięcia, ale dalej co najważniejsze w tym momencie działa. I nie będę oczywiście go aż tak wprost działa, ale sam cały film myślałem, że tragedia, która złamała rodzinę, dotyczy innej osoby, więc dlatego bronię, że i na mnie to zadziałało. Gorzej sama końcówka po tym, która jest przeciągnięta i wręcz dydaktyzacja niepotrzebnie, z drugiej strony jakby nie patrzeć jest to kino familijne i trzeba tutaj to przyjąć.


Nieoczekiwanym ciekawym motywem były konfrontacje postrzegania Irlandii przez młodych Brytyjczyków. Sporo dobrych żartów z kolonializmu, ale też pokazanie kraju od dobrej strony, czy to gościnności, czy krajobrazu, tak że jednocześnie nie wyglądało to, jak tania reklama. Szczególnie że zdjęcia w tym filmie stały na wysokim poziomie, zwłaszcza te krajobrazów, a Irlandia zdecydowanie ma się czym pochwalić.


Staro szkolne kino drogi, które potrafi wywołać emocje i nawet jeżeli cześć z tego to banał to niezwykle ludzki i sprawiający wrażenie prawdziwości. „500 mil” potrafi zaskoczyć, pozostając ciepłym kinem familijnym.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *