Lance Oppenheim wypuszcza jedną z najgłośniejszych premier tego roku, mocno promowaną przez studio A24.


O trzydziestolatku jest obecnie głośno też z uwagi na świetnie przyjęty film „Zobacz Wszystko”, przy którym współpracował. Jednak to „Primetime” było najpierw na ustach widzów, głównie za sprawą agresywnego marketingu wspomnianego studia A24, co faktycznie przekuło się na spore zainteresowanie filmem. W pierwszej scenie obserwujemy, jak mężczyzna wchodzi do domu, dziewczyny, z którą się umówił, tej nie widzimy, ale słyszymy jej głos. Natomiast On wspomina, że ma ze sobą obiecane rzeczy w tym prezerwatywy, w tym momencie znikąd pojawia się Chris Hansen. Konfrontuje mężczyznę z sytuacją, w której dorosły przyszedł do 13 latki we wiadomym celu, mężczyzna pęka, a Chris ujawnia się jako dziennikarz telewizyjny, który prowadzi program o łapaniu pedofili.


Po tym epizodzie szefostwo stacji decyduje przenieść program Hansena do tytułowego prime time’u, czyli na czas antenowy o największej oglądalności. Hansen jedzie na kolejne zdjęcia oraz zatrudnia nowego „wabika” na pedofilii, którym jest aktor, Dan chcący za wszelką cenę chce zrobić karierę. Nieświadomie wchodzi w rolę ofiary i jest zaszokowany po pierwszym dniu, gdy jeden ze złapanych mężczyzn obnaża się przed nim. Prowadzący program zabiera go na motywacyjną pogadankę o słuszności ich działań. Sam Chris wie, żeby zadowolić oglądających i szefostwo stacji, musi wejść na wyższy poziom, jednak w tym samym czasie jego żona zaczyna odczuwać jego wieczny brak w domu, a brukowce grożą ujawnieniem jego romansu.


I szczerze mówiąc, we wstępie pominąłem kilka wątków, co uważam za problem tego filmu. Jest ich zwyczajowo za dużo i przez to nie wybrzmiewają. Oczywiście część z nich jest po to, żeby budować bohaterów drugoplanowych, a nie są tak ważne same w sobie, jednak sprawiają, że sama opowieść się rozwadnia. W pewnym momencie filmu ciężko nawet wskazać co jest tutaj głównym wątkiem, co mogło być też celowym zagraniem. Jednak sądząc po odbiorze, sprawiło, że film odbierany jest jako pusty i szczerze mówiąc, trochę do tych słów się przychylam.


Przy czym filmowi trzeba oddać, ze świetnie buduje napięcie, szczególnie w początkowych scenach nie do końca wiemy o co chodzi, ani co się stanie. To mieszanie wątków sprawia, że film cały czas nas zaskakuje i nie wiemy, w jaką stronę pójdzie, co sprawia, że coś, co jest wadą w jednym aspekcie jest zaletą w drugim.
Wspomniana wielowątkowość wpływa też na odbiór moralny filmu, oceniając w najprostszy sposób, pedofile są źli, ich łowcy dobrzy. Lecz gdy wchodzimy głębiej, widzimy, że tak naprawdę każdy ma coś za uszami, uwielbiany przez miliony Chris sam nie jest czysty moralnie, a zarówno On, Dan, czy producentka programu to oportuniści, którzy robią program dla popularności, wyników, jak i spełnienia zawodowego. Trochę dopisując do niego misję i pytanie, czy tu etyczność misji ich wybiela? Na szczęście sam film nie odpowiada na to pytanie i zostaje z nim widz po obejrzeniu tego dzieła.


Po premierze widziałem dużo skrajnych opinii na temat roli Roberta Pattinsona, jako Chrisa, bardzo ekspresyjnej, efektownej, może nawet efekciarskiej. Jednak osobiście uważam, że niezwykle tu pasującej jest to czyste złoto aktorskie, które ciągnie ten film. Warto zaznaczyć też dobrą rolę Skylera Gisondo jako Dana, rozegraną w totalnie innych rejestrach. Świetnie oddającego niepewność i brak wiary w siebie początkującego aktora.


Warto też zaznaczyć, że film ma bardzo nietypowy styl wizualny. Z czym mam poniekąd problem, jest on bardzo klimatyczny i ma nawiązywać do starej telewizji. Tylko że akcja filmu rozgrywa się w 2006 roku, a wspomniany styl wizualny przypomina bardziej lata ’90 ubiegłego wieku. I tak nie oglądałem w tych czasach amerykańskiej telewizji, acz miałem tutaj mały zgrzyt.


Szczerze mówiąc, po seansie „Primetime” wychodziłem z mieszanymi uczuciami, to thriller, który trzyma w napięciu i ogląda się go przyjemnie, ale mimo pytań moralnych, które stawia, brakuje w nim głębi. Choć ja dorzucę tutaj kolejny poziom, czy film o takim temacie powinien być przyjemny w odbiorze? Obawiam się, że zanim odpowiemy na to pytanie, zapomnimy o tym filmie, no, chyba że świetna rola Roberta Pattinsona zostanie z nami na dłużej.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *