Z cyklu znani aktorzy mający debiut reżyserski: Scarlett Johansson.

Jej pierwszy pełnometrażowy film miał premierę w sekcji Un Certain Regard w tym roku. Co ciekawe, premierę tam też miała „Chronologia wody” Kristen Stewart i „Lobuz” Harrisa Dickinsona. Johansson z tej trójki ma największe doświadczenie po drugiej stronie kamery, co pewnie działało na jej korzyść. Tak czy inaczej, wszystkie trzy filmy trafią na ekrany polskich kin, a ten jest pierwszy.

Opowiada historię dwóch starszych kobiet, które razem mieszkają, tytułowej Eleonory i Bessie. Które spędzają dnie na wspominaniu starych czasów oraz psychicznym znęcaniu się nad nowymi pracownikami sklepu, do którego od lat uczęszczają. Bessie jest bardzo zapaloną Żydówką, która przeżyła Holokaust. Pewnego dnia trafia do szpitala, z którego już nie wraca, natomiast Eleonora przeprowadza się do swojej córki w Nowym Jorku.

Tam od razu czuć, że obie kobiety nie chcą ze sobą za bardzo mieszkać, a Eleonorze doskwiera samotność, gdy jej córka i wnuk są całymi dniami poza domem. Zostaje zapisana do społeczności żydowskiej i zaczyna uczęszczać na spotkania dla osób, które przeżyły Holokaust. W tym problem, że ona całe życie spędziła w USA i o tym potwornym wydarzeniu wie tylko z relacji, w tym swojej przyjaciółki Bessie. Kobieta początkowo jest wycofana, jednak pod naciskiem zaczyna opowiadać historie swojej nieżyjącej przyjaciółki jako swoje. Zaczyna też rozwijać relację z młodą dziewczyną, która uczęszcza na spotkania jako materiał do pracy na studia dziennikarskie.

Film ma jednocześnie taką strukturę, że gdy pojawiają się opowieści Bessie wypowiedziane przez Eleonorę, to dostajemy sceny z przeszłości, gdy to Bessie opowiada swojej przyjaciółce te historie. Jest to ciekawy zabieg, nadający trochę życia filmowi i dobrze zestawiający fikcję z prawdą. Gorzej wypada wątek studentki, który jest niezwykle kliszowy. Córka i wnuk nie mają czasu dla starszej kobiety, więc jest ktoś, kto jest jej historią naprawdę zainteresowany, a może jednak chce tylko dobrą historię do reportażu. Nawet gdy ten dylemat rozegrany jest poprawnie, to i tak pozostaje dość banalny.

Film w dużej mierze opiera się na warstwie emocjonalnej. Mamy opowieści Bessie, która nigdy nie rozliczyła się z przeszłością i wspomnienia z wojny wracają do niej. Najbardziej dręczy ją śmierć brata, dzięki któremu uciekła z transportu obozowego. Z drugiej strony Eleonora, która wypełnia kłamstwem lukę samotności. Im dalej w nie idzie, tym bardziej ma wyrzuty sumienia, ale też więcej osób jest zainteresowanych jej historią. I na papierze brzmi to dobrze, jednak mam problem z wczuciem się emocjonalnie. Po pierwsze jest to bardzo ckliwe, czasem do przesady, jakby scenariusz miał zaznaczone punkty, w których miał wywołać płacz u widza. Po drugie ciężko mi współczuć zarówno Bessie, jak i Eleonorze. Ja rozumiem, że to starsze panie doświadczone przez życie, ale jedyne określenia, jakie przychodzą mi do głowy, żeby je opisać, to „zrzędliwe” i „złośliwe”. Żeby nie użyć sformułowania „wredne stare baby” i mimo że film stara się zbudować wobec nich współczucie, to naprawdę średnio to wychodzi.

Film „Eleonor Wspaniała” to coś, co na papierze wygląda ciekawie, niestety finalnie dla mnie nie działa, szczególnie pod kątem emocjonalnym, a raczej na tych emocjach opiera się to dzieło. Nie odmawiam filmowi ładnych kadrów czy bardzo dobrych ról obu starszych pań, ale raczej uznaję debiut reżyserski Scarlett Johansson za średnio udany.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *