Zwycięzca zeszłorocznego festiwalu w San Sebastian i film dominator na nagrodach GOYA, czyli najważniejszych Hiszpańskich nagrodach filmowych.
Reżyserka filmu Alauda Ruiz de Azúa raczej nie jest bardzo kojarzona w Polsce, mimo że jeden z jej wcześniejszych filmów jest dostępny na polskim Netflixie. W swoim wielokrotnie nagradzanym dziele opowiada historie młodej dziewczyny u progu dorosłości, która prowadzi bardzo przykładne życie. Jej rodzina zarzuca nawet, że aż nazbyt przykładne, gdy dziewczyna zaczyna głośno mówić o wstąpieniu do klasztoru. Sama rodzina jest w rozpadzie, dziewczynę wychowuje ojciec, jej matka zmarła, gdy ta była mama, a pomagają inni członkowie tej rodziny. Choć ojciec dziewczyny bardziej widzi w tym wtrącanie się niż chęć pomocy.
Natomiast my obserwujemy codzienne życie dziewczyny, która coraz bardziej zbliża się do życia w klasztorze, szczególnie przez spotkania ze swoim przewodnikiem duchowym. Rodzina próbuje interweniować, wytykają bierność jej ojca, który nie podejmuje działań, żeby zastopować ten proces. Na czele tego stoi siostra zmarłej matki dziewczyny, która jest zagorzałą ateistką. Rodzina, próbując przekonać, pokazuje ile można stracić z życia, idąc do zakonu, a także że dziewczyna ma dwie młodsze siostry, które jej potrzebują. Największy dylemat zaczyna się, jednak gdy odżywa jej relacja z kolegą z chóru, który kiedyś się jej podobał.
„Niedziele” to niezwykły przykład filmu o dorastaniu, który bardzo dokładnie śledzi poczynania bohaterki bez opowiadania się po żadnej ze strony. Najbliżej jest tutaj do podejścia ojca dziewczyny, który zadaje pytania, lecz nie nakłania do działań. Wielokrotnie powtarza, że zależy mu na szczęściu dziewczyny i jeżeli ma to dać jej klasztor, to on popiera decyzje. Za co jest oskarżany przez resztę rodziny o konformizm. Ten konflikt rodzinny wydaje się nawet ważniejszym tematem filmu niż sama droga dziewczyny do zakonu. Ta zdaje się tylko punktem wyjścia do historii, choć sam proces oczywiście jest bardzo ważny. I też co właśnie pokazany bezstronnie, mimo że film określa jasno strony konfliktu w rodzinie.
I tu warto podkreślić, jak w filmie dobrze ograne są dialogi. Niezwykle naturalne, chciałoby się powiedzieć wyświechtane hasło „życiowe”, ale tak jest. Niemal każdy z nas zna z domu taki konflikty, małe kłótnie, czy przepychanki zdań, które często są niebywale bezsensowne, ale są elementem codzienności. Nie dziwi tutaj też chęć ucieczki do zakonu, który wydaje się miejscem spokoju, czy rozmów z przewodnikiem duchowym, który wydaje się wyrozumiały i umieć słuchać. Nie twierdze tutaj, że to rodzina i sytuacja w domu pchnęła dziewczynę na drogę do zakonu, lecz sam film rzuca taki trop, a ich jest wiele więcej, gdzie pod tym oczywiście jest wiara i film pokazuje na nią kilka perspektyw. Co ważne stara się zrozumieć każdą z nich bez oceniania, czy to zakonnicy, która przeżyła całe życie w zakonie, czy też zagorzałej ateistki.
I ten temat duchowości może być kluczem do filmu. Szczególnie w kontekście Hiszpanii, która do tej pory jest bardzo katolickim krajem i zdaje się inaczej traktować religię niż u nas. Sam film pokazuje i tę stronę obrządkową, ale i czystej rozmowy z bogiem, którą prowadzi bohaterka, czy też życia codziennego w zakonie. Przemyśleń kobiet, które tam są od lat, ich problemów. Jest to niezwykle ciekawa perspektywa, szczególnie że nie jest to częsty temat w kinie, a na pewno nieukazywany tak osobiście.
Alauda Ruiz de Azúa tym filmem może przebić się do grona twórczyń europejskiego kina, na których premiery oczekujemy i nie powinno to dziwić. To niezwykle dojrzała opowieść, podejmująca wiele trudnych tematów, bez oceniania bohaterów, a z niezwykłą dozą empatii dla nich.
7+/10

