Kurz po premierach “Lalek” powoli opada i czas za zabrać się za recenzję tej kinowej, by Maciej Kawalski.
Na start przyznam, że nie widziałem wersji Netflixowej, mimo że jestem fanem poprzedniego dzieła jej reżysera, jakim był film „Kos”. Natomiast wielkim fanem filmu „Niebezpieczni dżentelmeni” nie zostałem, a to poprzedni film Pana Kawalskiego. Jednak jest punkt wspólny między tym dziełem, a jego „Lalką”. To jest obsada w obu filmach zarówno na papieże, jak i na ekranie wyglądała świetnie, a w przypadku jego najnowszego dzieła wchodzimy na poziom, na którym polskie kino nie było od lat.
Wiem, zwyczajowo zaczynam recenzję od opisu fabuły, ale w przypadku tak znanego dzieła to raczej bez sensu. Dodam tylko, że to wierna adaptacja, która w pierwszej scenie pokazuje wojenne przygody Wokulskiego, a potem skupia się na wydarzeniach po powrocie. Więc my skupmy się na bohaterach. Marcin Dorociński jako Wokulski jest świetny, jest to też po prostu bardzo dobrze napisana postać. Sam aktor po raz kolejny udowadnia, że potrafi sprzedać złożone postacie, bohatera, który realnie odgrywa bycie bardzo elokwentnym, odważnym mężczyzną, który jednak jest sparaliżowany w towarzystwie kobiety, w której się zakochał.
Więc przejdźmy do drugiej strony, gdy idzie do teatru, wpatruje się cały czas w balkon, gdzie siedzi Izabela Łęcka z ojcem i wcale mnie to nie dziwi, bo też wpatrywałbym się w Andrzeja Seweryna. Ten tak jak w „Niebezpiecznych Dżentelmenach” ma przejaskrawioną rolę, podstarzałego arystokratę, który popada w długi, ale żyje cały czas w przeszłości, gdzie tytuł szlachecki był wszystkim. Jest to po części postać tragiczna, naiwna, ale też zagrana w lekko komediowym kluczu co daje świetny efekt.
Jednak, że Pan Andrzej Seweryn jest aktorem wybitnym, niestety gorzej wypada Kamila Urzędowska jako jego córka. Problemem jest jej sama postać, która jest boleśnie nijaka, wręcz do poziomu, że w pewnym momencie ciężko uwierzyć już w motywacje Wokulskiego. Sama Urzędowska podchodzi do roli bardzo ascetycznie, co w części filmu ma sens, ale w połączeniu z tak bezpiecznie napisaną postacią potęguje to tylko efekt nijakości.
Za to w drugim i trzecim planie mamy dużo świetnych ról. Po zobaczeniu sytuacji w teatrze wokół Wokulskiego zaczyna kręcić się swatka elit, w tej roli świetna Agata Kuleszka. Znowu rola pełna luzu, ale też i z wewnętrznym dramatem osoby żyjącej bardziej cudzym życiem niż swoim. Podobny dramat rozgrywa Ignacy Rzeczki, w tej roli powracający z emerytury Marek Kondrat. Ta postać rozegrana bardziej dramatycznie, skupiając się na przemijaniu i poświęceniu. I tak można by wymieniać długo, więc na koniec zaznaczę, że epizod Andrzeja Chyry jako naukowcy w Paryżu jest absurdalny i genialny jednocześnie.
Pod względem technicznym jest też wiele miejsca do zachwytów. Po pierwsze oddanie Warszawy z tamtych czasów jest świetne, lokalizacje są świetne i to wnętrza, jak i znane lokacje jak Krakowskie Przedmieście czy Łazienki Królewskie. Scenografie są dopięte na ostatni guzik i tutaj nie będę udawał eksperta, ale charakteryzacje i kostiumy są bardzo spójne i nadają klimat. Który jest dobrze sfilmowany, nie brakuje tu długich ujęć, ale też, kiedy trzeba, film potrafi przyspieszać montażem. Jedynie muzyka wydawała mi się „zbyt grzeczna” i z czasem monotonna, ale to może kwestia niemal trzygodzinnego metrażu.
I spokojnie to jest chyba jednym minus, bo on sprawia, że historia dobrze wybrzmiewa, jednak nie czuć też nudy. Może to kwestia ilości postaci, które się pojawiają, a może faktowi, że materiał oryginalny dobrze mieszał wątki, bo nie raz z pozoru ważny schodzi na trzeci plan i wraca w niespodziewanym momencie, co warte zaznaczenia jest spójne.
Jeżeli oceniać „Lalkę” jako wierną adaptacje jest świetna, jako widowisko, jest świetna. Problem w tym, że osobiście dalej nie potrafię wczuć się w motywacje głównego bohatera, mimo że Dorociński jest świetny w tej roli i nie tylko on, bo obsada w zdecydowanie większości jest tu świetna. Choć obawiam się, że niedługo to jedyne co zapamiętamy z tej wielkiej premiery.
7/10

