Na jesienną pogodę, kino akcji, które rozgrzeje do czerwoności.
Tak film ten promowałby pewnie kanał TV3 w czasach mojej młodości, jednak te czasy minęły, a co gorsza moglibyście pomyśleć, że chodzi o duże ilości nagości. Wprost przeciwnie, chodzi o film akcji oparty na dość sztampowej męskiej przyjaźni, wielki małomówny gość i śmieszek fajtłapa. Zacznijmy jednak od początku, główny bohater, Hank, to kurier od zadań specjalnych były komandos, w pierwszych scenach widzimy, jak odbiera medal za rok trzeźwości i chwali się tym byłej żonie. Widzimy też przewijające się zdjęcie małej dziewczynki, jak można się domyślić jego córki. Nagle dostaje telefon z pilnym transportem.
Na miejscu okazuje się, że ma transportować mężczyznę, Bena, który będzie transportował wątrobę do przeszczepu dla małej dziewczynki. On informuje Hanka, że podany adres jest zły, a sam wydaje się podejrzanie gadatliwym gościem. Główny bohater nie jest z tego zadowolony, a zaczyna nabierać podejrzeń gdy widzi śledzący ich czarny samochód. Niepokojący telefon od przełożonego tylko potwierdza domysły, jak oświadczenie Bena, że wątroba, którą wiozą to bezcenny unikat z uwagi na rzadką grupę krwi. Jak można się domyśleć, mężczyźni zostają zaatakowani i rozpoczyna się pościg. Gdy drugi raz zostają zatrzymani, ujawnia się ich przeciwnik, zarządzający kartelem, który zabija szefa Hanka, swojego pomocnika i osobę postronną, żeby pokazać, że nie są to żarty.
I tutaj wracamy do dość banalnego, acz skutecznego zarysowania postaci, dziewczynka, która oczekuje na wątrobę, przypomina Hankowi córkę, dlatego sprawa staje się dla niego ważna. Nie będzie zdradzał dalszego pościgu, ale ważnym motywem będzie odkrywanie, kto wydał Bana, że kartel wiedział o przesyłce. I ta tajemnice jest urozmaiceniem od akcji, która co prawda potrafi zainteresować i zaskoczyć kreatywnością. Jednak bardzo często przypomina efekciarską rozwalankę z gier komputerowych, której daleko do realizmu. Tak czy inaczej, jest efektownie i brutalnie, a że kilka raz złamiemy do tego logikę to już drugorzędna kwestia.
Sama intryga jest też dość prosta, acz nawet skutecznie poprowadzona. Choć w drugiej połowie scenarzyści starali się skomplikować i dodać nawet do tego wątki niejasne etyczne, to nikt nie spodziewał, że na zawiłości opowieści będzie opierał się ten film. Dużo bardziej na chemii między bohaterami. Hank i Ben, to typowe połączenie w stylu Shrek i Osioł i mimo prostoty to działa. Duet Alan Ritchson i Owen Wilson mają to coś, szczególnie ten drugi potrafi przejąć każdą scenę. Choć czasem idzie to w głupoty pod tytułem przystanek na egzystencjonalną rozmowę gdy czas ucieka. Gorzej wypada kwestia innych bohaterów, główny zły jest aż memicznie zły, a przy tym dość nieudolny. Matka chorej dziewczynki jest autentycznie denerwująca, jedynie relacja Hanka z byłą żoną miała potencjał, który wybrzmiał w jednej scenie.
Porównałem ten film raz do gier i szczególnie pod kątem wizualnym miałem więcej takich skojarzeń. Praca kamery często była zaskakująco przypominała przerywniki filmowe w grach. I wiem, brzmi to tanio, acz efekt był dość unikalny. Szczególnie scena pościgu z jak domyślam się, wirtualną kamerą była czymś trochę tandetnym, mocno efekciarskim, ale też unikalnym i nowatorskim. Momentami do tego stopnia, że aż ciężko było stwierdzić czy mi się podobało, ale na pewno zapadało w pamięć.
W przeciwieństwie do filmu jako całość. To przyjemne kino rozrywkowe z lepszymi i gorszymi elementami, o którym za tydzień nie będę pamiętał, co nie zmienia czasu, że na seansie dobrze spędziłem czas.
5/10

