Po 7 latach przerwy kultowy Baranek wraca na ekrany kin.
Film ma premierę nieprzypadkowo teraz, bo jak sugeruje nam, już tytuł nawiązuje do Halloween. Nawet akcja rozgrywa się na kilka dni przed, a jej początkiem jest fakt, że tak blisko tego dni zostały zniszczone dynie. Które były trzymane w ukryciu przed gospodarzem przez owce, a ów gospodarz przypadkowo w nie wpadł niszcząc, co do jednej. Zwierzęta są załamane tym faktem, a Shaun chce to naprawić, znajduje książkę o domowych eksperymentach i odtwarza przepis na miksturę przyspieszającą wzrost.
W tym czasie wspomniany gospodarz planuje zatrudnić miejscową weterynarz na Hallowenową randkę, czego skutkiem był wypadek, w którym zniszczył dynie. Przed kolejną próbą wychodzi jego brak pewności siebie z uwagi na wypadające włosy. I tutaj te historie się łączą, bo Shaun przelewa gotową miksturę do butelki na środek na porost włosów. W ramach zbiegu okoliczności ta sama mikstura trafia na nasiono dyni i na głowę gospodarza. Następnego dnia rano wszyscy są szczęśliwi, dynie wyrosły pięknie, tak samo, jak bujne włosy. Szybko jednak okazuje się, że jedno i drugie nie przestaje rosnąć.
Wtedy historia skupia się głównie na poroście włosów, który zmienia gospodarza w wielką stopę, a owce jako pierwsze rozumieją, co się stało i chcą ochronić gospodarza, przed ludźmi. Na czym skupia się większość filmu. Przyznam, jest to dość prosta historia, dość mocno pretekstowa, ale mimo wszystko to animacja skierowana głównie do najmłodszych więc to zrozumiałe. Sama pretekstowość nie jest wymuszona, a wręcz pasuje do wizji świata, w połączeniu z długością, film trwa osiemdziesiąt minut. Daje to angażujące dzieło, które niby proste fabularnie nie zdradza, w którą stronę pójdzie z historią i potrafi zaskoczyć.
I tematycznie jest tutaj bardzo dużo, zaczynamy od tematu braku pewności siebie i próby zmiany, kończąc na samoakceptacji i spełnieniu. I to w przypadku gospodarza i owiec, bo mimo że ich historie wydają się zupełnie inne, to przekaz mają podobny. Nie poddawanie się mimo porażek, dążenie do celu mimo przeciwności i akceptacja swoich słabych stron. Pozytywny przekaz, który nie jest dopisany na siłę, a jest zawarty w sednie opowieści. Jest to, wręcz powiedziałbym chwalebne, że film w naturalny sposób promuje pozytywne wartości, a przy okazji potrafi dużo przemycić w tle.
Żeby jednak nie zrobiło się zbyt dydaktycznie (choć spokojnie film jest tego pozbawiony), to w zasadzie animacje o baranku Shaunie to slapstickowe komedie. I to bardzo dobre, świetnie wykorzystujące medium, jakim jest animacja. Poziom kreatywności jest naprawdę świetny i jestem pełen podziwu dla wielu scen. Film też w świetny sposób komentuje współczesność, wiec mamy żarty z influencerów, social medii, czy zachowań stadnych ludzi i wiele więcej.
Jest to niesamowite, że tyle udało się upchnąć w animację, gdzie tak naprawdę nie padają słowa. I to jest też bardzo kreatywnie zrobione, że widz i domyślam się, że też ten najmłodszy rozumie bohaterów. Wszystko widzimy w obrazku i to jest pora, żeby zaznaczyć, ze sam obrazek jest bardzo ładny. Widać postęp w porównaniu do poprzedniej części. Mimo że kreska się nie zmieniła, to jest bardziej szczegółowa i widać tutaj każdy detal.
„Baranek Shaun i kudłata bestia” to jest niemal wzór, jak powinno się robić animacje dla najmłodszych, gdzie taki niespełna trzydziestoletni dziad jak ja będzie bawił się dobrze. Pozytywny przekaz, sprzedany w naturalny sposób, bez usilnego dydaktyzmu i dużo dobrego humoru, żartów wykorzystujących medium, jakim jest animacja, ale i odnoszących się do współczesności.
7/10

