Michael Dweck i Gregory Kershaw po dobrym przyjęciu „Truflarzy” kręcą kolejny film w bardzo podobnym stylu.
Tym razem twórcy zabierają nas do wiejskiego świata w Argentynie. Tytułowi Gaucho to mała społeczność w jednej z prowincji, która żyje bardzo blisko z naturą oraz zwierzętami. Szczególnie końmi, które są niemal podstawą ich egzystencji. Film zbiera sceny z życia kilku członków tej społeczności, jednak nawet nie stara się tego zamykać w fabułę. Są to pojedyncze sceny z życia, które oczywiście mają swoją chronologię, jednak nie służą one opowiadaniu historii. Nawet nie powiedziałbym, że mają służyć lepszemu poznaniu bohaterów – bardziej chodzi o czas spędzony z członkami społeczności.
Film zaczyna się od sceny, w której widzimy konie w galopie, potem przechodzi do rozmowy jednej z członkiń Gauchos z nauczycielką w szkole o tym, że ta nie będzie nosiła mundurku. Żeby potem jeszcze przejść do starszych panów grających w karty i rozmawiających o losowych tematach. I taki jest ten film – dający poczucie losowości, nieułożenia i braku kontroli. Tak jak w życiu, tutaj sytuacje prozaiczne mieszają się z tymi ważnymi. Co świetnie współgra z filmem, który jest właśnie ujęciem scen z życia Gaucho.
Tempo tego filmu świetnie działa tutaj, dając czas do przemyśleń widzowi. Widać to też w tym pozornym doborze scen, mieszających te z rozmowami ze spokojnymi kadrami natury. Daje to czas na przemyślenie, a przy tym nie wpływa negatywnie na odbiór filmu, który ani przez minutę się nie dłuży, a pięknie płynie. Po części to też zasługa dość krótkiego, bo niespełna półtoragodzinnego montażu.
Przejdźmy trochę do konkretów. Jakie tematy porusza film? Jakie to są przemyślenia, o których wspominam? Na pewno punktem wyjścia jest życie małej społeczności w obecnym świecie. Widać to już po wspomnianej rozmowie o mundurku – czy tradycje Gaucho nie są sprzeczne z obecnym światem, czy nie utrudniają życia ludziom, którzy chcą ich przestrzegać. Sam sens trwania w takiej społeczności zostaje poddany w wątpliwość, jednak nie jest to stricte krytyka tej społeczności. Stwierdziłbym wręcz odwrotnie – spokojny styl życia Gaucho jest pokazany tutaj jako ciekawa alternatywa do obecnego świata. To, co stara się nam przekazać film, nigdy nie jest oceną – jest daniem nam do myślenia na temat zagadnień, o których wcześniej wspominałem, i nie tylko. Trzeba przyznać filmowi, że pomiędzy tymi niepowiązanymi scenami potrafi przemycić wiele refleksji na temat współczesności.
To, co zachwyca w filmie od pierwszej minuty, to zdjęcia – a dokładniej argentyńska natura w pięknych kadrach. Zarówno fauna, jak i flora w czarno-białym obrazie wygląda tutaj obłędnie. Wielkie pustkowia mają w sobie coś majestatycznego, a powolne kadry świetnie to oddają. Wielki tutaj szacunek za piękne ujęcia zwierząt – szczególnie koni, które są bardzo ważnym elementem filmu, jak i kultury w nim przedstawianej. Ważna też jest muzyka, która jest swoistym ukoronowaniem tej układanki – często niezauważalna, ale świetnie budująca klimat dzieła.
Gaucho Gaucho to nietypowe dzieło – snujący się film bez fabuły, który ani przez minutę się nie nudzi. I nie jest to tylko zasługa obłędnie pięknych kadrów, choć te też trzeba docenić, ale świetnego pomysłu na przedstawienie z pozoru losowych scen z życia społeczności w spójnej całości.
8/10

