Guy Ritchie od jakiegoś czasu idzie i ilość filmów, a niestety kuleje jakość, acz może ta produkcja odmieni ten schemat.
Film promowany jest udziałem dwóch bardzo znanych aktorów, czyli duet Jake Gyllenhaal i Henry Cavill. Są oni najemnikami, którzy mają sabotować bogatego mężczyznę, który nie chce spłacić swojego długu. Wierzyciel wysyłał już kilku ekspertów od ściągania długów, jednak każdy wracał z niczym, a najczęściej nie wracał. Dłużnikiem jest bowiem bezwzględny facet, który rządzi wyspą w okolicach kanarów oraz wiele średnio legalnych biznesów. Finalnie wierzyciel wynajmuje Sophie, przedstawioną jako najlepszą ekspertkę od ściągania zadłużeń, a tutaj chodzi o okrągły miliard dolarów.
Plan Sophie jest dość prosty, czyli podwójny sabotaż, który ma mieć dla niego konsekwencje legalne i nielegalne, co ma finalnie odciąć go od gotówki. Dlatego sabotuje jego budowę wieżowca w Arabii, czy pracę jego platformy wiertniczej, przez co generuje miliony dolarów strat tygodniowo. Jednocześnie duet, w którego wciela się wspomniana na początku dwójka aktorów, robi rekonesans na wyspie, przygotowując się do starcia podczas ewentualnej ucieczki z niej. Decydującym krokiem zdaje się uziemienie prywatnego samolotu i jachtu bogacza, to wyprowadza go z równowagi i składania go do negocjacji.
Jest to dość prosty schemat kina akcji. Choć początek ma zaskakujące szybkie tempo, to jest zakończony podsumowaniem wszystkiego, że tak złośliwie to ujmę, żeby widz się nie zgubił. Co niestety ustawia nam ten film, nie będzie tutaj zbyt skomplikowanej fabuły, a opieranie się na schematach. Oczywiście dobrze zrealizowany schemat może być dobry i ciekawy. To tutaj jest to zrobione do bólu poprawne, szczególnie drugi akt, który jest dość ślamazarny i schematyczny mieszając sabotaż i przygotowania do ucieczki. Sam sabotaż jest dużo ciekawszy, tutaj widać rękę Richiego i jego pokłady kreatywności, jednak nie jest to rozwinięte. Natomiast przygotowania są dość nudnym zapychaczem, które mają nabudować oczekiwanie na akcję.
I nie będzie to spoiler, jak powiem, że ona się przytrafi, po drodze będzie też nijaki zwrot akcji, acz przyspiesza on tempo filmu. Czy chociaż ten film działa dobrze jako kino akcji? I tak i nie. Muszę przyznać sama akcja jest efektowna, różnorodna. Mamy sceny pościgów, walki wręcz, czy strzelanin. Natomiast cała kluczowa sekwencja jest ciekawa, choć mam problem z ekspozycją jej planowania, bo gdy w końcu ją dostaniemy to mamy odhaczanie, po kolei tego co już o niej wiemy. W tej efektowności brakuje nam też realizmy i ja wiem to kino widowiskowe, można powiedzieć rozrywkowe. Acz motyw, że nasi bohaterowie bez problemu eliminują kilkunastokrotnie bardziej liczną armię, która nie potrafi w nich trafić, niczym szturmowcy w „Gwiezdnych Wojnach” jest już memem.
Często takie filmy działają dobrze na chemii między bohaterami i brak tego boli mocno. Tak samo, jak jakiegokolwiek zbudowania ciekawych bohaterów, czemu nie pomaga obsada, która jest tutaj niebywale nijaka. Szczególnie szkoda Gyllenhaala, który wygląda, jakby przyjechał na wakacje, a nie do pracy. Choć pozostając w temacie wakacji, to najlepszą promocję dostaje tutaj ta mała Hiszpańska wyspa, która w obiektywie kamery prezentuje się pięknie. Sam uwielbiam położoną niedaleko od niej Maderę, a ten film jak do czegoś mnie zachęcił to odwiedzin Teneryfy.
„Zawodowcy” to korporacyjny produkt, któremu nadano nazwisko ważnego reżysera, który zrobił film jakby na autopilocie. To definicja nijakości i tłumaczenia wszystkiego widzowi niczym film akcji, pokroju przeciętnych netflixowych produkcji.
5/10

