Po sukcesie kasowym pierwszej części i dość ciepłym odbiorze przez krytyków, Gerard Johnstone wrócił do swojego dzieła z drugą częścią.
Tym razem zaczynamy jednak od innej lalki – Amelii, która jest bronią FBI, jednak podczas jednej z akcji zabija zakładnika, którego ma odbić. Po tym wracamy do rodzinki z pierwszej części – Gemma dalej pracuje w niedochodowym startupie i wychowuje swoją siostrzenicę. Po wizycie w ich domu jej przyjaciela dzieją się dziwne rzeczy. Kolokwialnie mówiąc, FBI wbija na chatę, a kobiety są ochronione przez smart home. I brzmi to absurdalnie, ale scena, gdy członek FBI ślizga się na postkach lodu, a drugi zostaje powalony przez autonomiczny odkurzacz, jest zabawna, ciekawa i niezwykle kreatywna.
Na pewno też naiwna – i to są epitety, które określają ten film, w którym w końcu pojawia się tytułowa M3GAN, która jednak przetrwała jako sztuczna inteligencja ich domu. W tak zwanym międzyczasie FBI chce zwerbować Gemmę, żeby stworzyła dla nich nową wersję broni-lalki, żeby ta powstrzymała Amelię. Czego początkowo nie chce robić, jednak w końcu, gdy jej córka jest zagrożona, godzi się i M3GAN ponownie będzie strzegła jej córki – choć tak, żeby nie grozić śmiercią wszystkim wokół. Zaczyna się wyścig pomiędzy M3GAN i Amelią o to, która dotrze do pierwotnej sztucznej inteligencji.
Jest to uproszczenie, choć pasuje do tego filmu, gdzie – nie oszukujmy się – trochę trzeba zawiesić niewiarę. Jeden robot-zabójca o kobiecej twarzy chce zyskać dane starych robotów, które miały sztuczną inteligencję, natomiast inny chce go powstrzymać. Jednak sama fabuła jest tylko punktem wyjścia do akcji. I tutaj robi się naprawdę ciekawie. Sceny akcji są bardzo kreatywne, ciekawie przemyślane i ogląda się je bardzo dobrze. I nie mówię tutaj tylko o scenach walki, których nie ma jakoś bardzo dużo, ale i akcjach bardziej szpiegowskich, jak i całym procesie przygotowania.
Duża w tym kwestia postaci – tak jak „główny zły”, czyli Amelia, to dość robotyczny, dosłownie i w przenośni, złol, który jednak dobrze sprawdza się jako ten niemal niemożliwy do pokonania rywal – tak dalej jest ciekawiej. M3GAN tu przypomina zbuntowaną nastolatkę, która chce się uspokoić. W tym wszystkim jest rozgrywany temat zaufania i manipulacji, który jest bardzo ważny dla filmu. Postacie ludzkie też uległy pogłębieniu – szczególnie Gemma wydaje się bardziej wyrazista, a po Cady widać, że jest już więcej niż dzieckiem. Na czym zyskuje też ich relacja.
Oczywiście film porusza temat sztucznej inteligencji. I tutaj niestety zdarza mu się nie trafiać z tym, jak to robi. Czyli, w skrócie – zbyt poważnie, z dydaktycznym sznytem. Tak, niekontrolowany rozwój sztucznej inteligencji może być niebezpieczny i trzeba coś z tym zrobić – zgadzam się – jednak sposób opowiedzenia o tym nie pasuje do luźnego i samoświadomego charakteru filmu. Który, warto dodać, ma bardzo trafne poczucie humoru, które często łączy się w nienachalny sposób z sekwencjami akcji.
Druga część opowieści o M3GAN to bardzo porządne kino akcji środka, opierające się o scenariusz dość staroszkolny, jak i tradycyjnie rozpisaną dynamikę między bohaterami. Jednak wplata to – w większości przypadków skutecznie – nowoczesną technologię. Przy tym nie traktuje się na poważnie, ma dużo luzu i kreatywności w sobie, co sprawia, że ogląda się to tak dobrze.
6+/10

