Benjamin Caron debiutuje jako reżyser w filmie dla Netflixa, który bez większej promocji wylądował na platformie.

Oczywiście nie wziął się on znikąd i ma na koncie kilka odcinków znanych seriali i nie tylko. Jednak nie oszukujmy się – to wcielająca się w główną rolę Vanessa Kirby jest główną gwiazdą. Wciela się w Lynette, mieszkankę dużego amerykańskiego miasta, o którym wiem, że ma problem z rozwarstwieniem społecznym i dużo ludzi zostaje tam bezdomnymi. I naszą bohaterkę też to czeka, gdyż jej matka kupiła samochód za odłożone pieniądze na dom, a kobiety dodatkowo mieszkają z upośledzonym bratem Lynette. Ta postanawia wziąć sprawy w swoje ręce i zdobyć 25 tysięcy dolarów do ranka następnego dnia, gdy mija termin płatności.

Jak wiadomo, takich pieniędzy nie da się zarobić jako kelnerka, więc urywa się z pracy i zaczyna wpadać w spiralę przekrętów. Od próby pożyczki od swojego partnera, a w zasadzie sponsora, która kończy się na ukradzeniu jego auta. Przez spotkanie się z przyjaciółką, której sponsora próbuje okraść, wykradając od niego sejf. Po… tu może nie będę zdradzał, ale jak to w dobrym thrillerze – stawka cały czas rośnie, a pojawia się za jej plecami brat, którym musi się zająć tej nocy.

Ten thrillerowy sposób prowadzenia akcji tutaj działa, szczególnie w ukazywaniu tego, jak bohaterka dokonuje coraz trudniejszych decyzji. Zaczyna się od kradzieży samochodu od mężczyzny, który jej nie szanował i traktował przedmiotowo, a kończy na bardzo moralnie ciężkich do oceny czynach, ale i bardzo niebezpiecznych sytuacjach. To właśnie zwiększanie poprzeczki sprawia, że napięcie rośnie, dzięki czemu do końca jesteśmy utrzymywani w niepewności, czy uda się zdobyć pieniądze i jak daleko bohaterka dalej się posunie. Sama akcja jest też przedstawiana bardzo naturalistycznie, co działa na jej plus – sceny potrafią robić wrażenie i nie raz zmrozić krew w żyłach.

I to jest ciekawa zagwozdka moralna. Tak jak na początku filmu jesteśmy pewni moralnej wyższości Lynette nad chociażby matką, która dokonuje bardzo głupiej decyzji, czy gburowatym mężczyzną, od którego kradnie samochód, tak im dalej w akcję, tym decyzje bohaterki stają się mniej jednoznacznie moralne. Często zawiera sojusze i zaczynamy sympatyzować z tymi osobami, żeby po chwili zrywała te sojusze. Przy czym samej bohaterce cały czas przyświeca cel – dodatkowy kontekst posiadania pod opieką niepełnosprawnego brata tylko ją w nim utwierdza. Mimo że obiektywnie po drodze dokonuje złych uczynków, to też często to tłumaczy – że są one dokonane na ludziach, którzy są moralnie gorsi od niej. A finalnie to widz dokonuje osądu. Choć zakończenie może to odwrócić – i przyznam, że ostatnie minuty filmu są ciekawą moralną zagwozdką, jeżeli chodzi o temat słuszności swoich działań.

Film zaczyna od bardzo mocno zaznaczonego wątku społecznego i sytuacji w dużych miastach w USA, gdzie społeczeństwo jest bardzo rozdarte, deweloperzy i bogacze mnożą swój kapitał, a coraz więcej ludzi żyje na granicy ubóstwa. Niestety ten wątek bardzo szybko zanika i raczej się do niego nie wraca. Oczywiście wyznacza on cel głównej bohaterki, jednak czuję, że dało się go lepiej rozwinąć.

„Zawsze przychodzi noc” to przykład bardzo dobrego thrillera, który zahacza o styl braci Safdie z moralnymi rozterkami na temat słuszności działań bohaterki. Wcielająca się w nią Vanessa Kirby tworzy ciekawą postać i jedynie brak bardziej rozwiniętego wątku społecznego zostaje małą skazą na tym dziele.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *