W 2021 powstał „Nikt”, czyli według niektórych biedna wersja Johna Wicka, a według innych bardzo dobry akcyjniak z powszechnie lubianym Bobem Odenkirkiem.

Patrząc przez pryzmat tego, że film zarobił ponad 50 milionów i powstała druga część, to śmiało można stwierdzić, że tych drugich było więcej. Sequel zaczyna się od typowego motywu, gdzie ojciec pracoholik zaniedbuje rodzinę, na czym cierpią jego relacje z najbliższymi. Tylko że ojciec zabija ludzi, żeby spłacić swój dług, ale mimo to, gdy kolejny raz nie udaje mu się wrócić do domu na kolację, proponuje żonie rodzinne wakacje, żeby zbliżyć do siebie rodzinę. Wybiera na to miejsce, które wygląda, jakby zatrzymało się w czasie, gdy to on był młody, a on przekonuje swoją rodzinę, że właśnie tam spędzał najlepsze wakacje, będąc w wieku swoich dzieci.

Gdy nawet jego zleceniodawca nie wierzy, że może on odłożyć na bok swoją pracę, Hutch trafia na miejsce wakacji. Zgodnie z przewidywaniami, na miejscu okazuje się, że atrakcje lata świetności mają już za sobą, jednak po niezdrowym posiłku i grze w automatach rodzina zaczyna łapać wakacyjny klimat. Wtem sprzeczka pomiędzy synem Hutcha i synem właściciela salonu z grami prowadzi do wielkiej bójki, gdzie Hutchowi puszczają nerwy. Po wizycie na komendzie wyjazd zaczyna wisieć na włosku, jednak bohater przypadkowo odkrywa, że wpadł na trop ważnej grupy przemytniczej. I gdy chce odpuścić, lokalna policja, przekupiona przez przemytników, próbuje wypędzić go z miasta.

Odnosi to skutek wprost odwrotny. I mimo że tu pada wyświechtane hasło, że tego filmu nie ogląda się dla fabuły, to trzeba przyznać, że intryga jest ciekawie poprowadzona. Fakt, jest momentami pretekstowa, jednak jest to pretekst do scen akcji, które są po prostu świetne. Tu warto zaznaczyć, że film nie traktuje siebie zbyt poważnie i sceny akcji trzeba kupować w konwencji, że przeciętnie wyglądający facet w średnim wieku pokonuje kilku uzbrojonych gości na raz. Jednak jak już się to kupi, to film oddaje – choreografia walk jest świetna, mieszanka brutalności i humoru. Połączenie tempa z czytelnością sprawia, że ogląda się to świetnie.

Dostarcza to bardzo dużo rozrywki, jakkolwiek brutalnie to nie zabrzmi. Choć brutalność w filmie nie jest ukazana dosłownie. Tak, scen bardzo brutalnych jest sporo, tylko zawsze zostawione jest to w niedopowiedzeniu – kamera zawsze skręca swoje spojrzenie w drugą stronę, gdy najkrwawsze ma się wydarzyć. Jest to zrozumiałe, bo nie współgrałoby to z komediowym rodowodem tego filmu, a komedia działa tu naprawdę dobrze. Czasem jest to absurdalna, a czasem dziadek, w którego wciela się Christopher Lloyd. Jednak trzeba oddać, że jest różnorodnie i ciekawie, mimo że czasem żart nie trafi.

W temacie nietrafionych rzeczy – to wątki dramatyczne, którym na początku poświęca się dużo czasu, potem się je upraszcza, a na koniec zbiera w niechlujną klamrę. I z jednej strony to dobrze, bo akcja i komediowość tego filmu są dużo ciekawsze, jednak sam wątek opanowania agresji, pracoholizmu i wpływu na rodzinę w wersji komedio-dramatycznej mógłby ciekawie wybrzmieć. Niestety dostaliśmy tylko ciekawe zawiązanie tego i rozwinięcie pełne banałów.

„Nikt 2” to dobry sequel, który stara się rozwijać konwencje z pierwszej części, jednak działa najlepiej, gdy skupia się na jej podstawach. Im więcej komedii i akcji, tym lepiej, a Boba Odenkirka będzie dalej się pięknie oglądać.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *