Trend na body horrory trwa w najlepsze, tym razem od Michaela Shanksa, którego bardziej kojarzyć możemy z kariery aktorskiej niż reżyserskiej.

Choć Kanadyjczykowi nie można odmówić kilku wyreżyserowanych produkcji na koncie, to zdecydowanie częściej stał po drugiej stronie kamery – właśnie jako aktor. I to aktorski duet Alison Brie i Dave Franco są głównymi narzędziami promocyjnymi tego filmu, podobnie jak dość nietypowe plakaty z łączącymi się ciałami. Wspomniana dwójka wciela się w parę – Millie i Tima. Młodzi są ze sobą już ponad dziesięć lat i decydują się na wyprowadzkę spod wielkiego miasta do jego obrzeży. Dla Millie oznacza to nowy start jako nauczycielki, a Tim zostawia za sobą życie muzyka – choć nie do końca.

Podczas imprezy pożegnalnej dla znajomych Millie oświadcza się Timowi, jednak nie kończy się to sukcesem. Chłopak wyjawia, że spanikował, a my dowiadujemy się, że w ich związku od dawna nie jest najlepiej. Para przenosi się poza miasto, Millie poznaje nowych kolegów w pracy, w tym ich nowego sąsiada, który poleca jej trasy na piesze wyprawy – i na jedną z nich wybiera się para. Niestety po drodze wszystko idzie źle, gubią się, rozpoczyna się ulewa, a Tim finalnie wpada do groty, a jego partnerka razem z nim, próbując go ratować. Jest to miejsce niezwykłe, jakby stara świątynia, w której czekają, aż deszcz ustanie – co się dzieje – i udaje się im opuścić to miejsce, mimo że mieli problem z „rozłączeniem” swoich ciał, które skleiły się podczas ich snu w grocie. Gdy próbują wrócić do normalności, okazuje się, że Tim zaczyna się dziwnie zachowywać.

To zachowanie Tima będzie przez dłuższy czas motorem napędowym dla opowieści. Wiemy, że mężczyznę dotknęła tragedia, z której nie może się otrząsnąć, co ma wpływ na jego relacje z partnerką – także w kwestii fizycznej. Widzimy też, że po wpadnięciu do groty objawy zaczynają się nasilać i – nie zdradzając za dużo – jego zachowanie staje się bardzo chaotyczne, jakby tracił kontrolę nad sobą. Buduje to niepokój, który film potrafi dobrze kumulować. Z jednej strony – na tajemnicy, szczególnie że film ciekawie dozuje informacje i widz wie więcej niż bohaterowie, jednak nigdy nie ma pełnego obrazu. Z drugiej strony – jest to z krwi i kości body horror. Jest tu bardzo dużo cielesnych scen, które mrożą krew w żyłach, co już zapowiadają plakaty tego filmu. Przy tym jest to kreatywne – trochę w stylu wczesnych filmów Cronenberga – czyli trochę odrzuca i brzydzi, ale jednak bardziej ciekawi. Finalnie, z lekkim obrzydzeniem, nie można oderwać wzroku. Gorzej natomiast wypada, gdy stara się być dramatem o relacjach międzyludzkich, konkretniej o związku Tima i Millie. Tak jak sama ich historia jest dość prosta, jednak może zaangażować, tak gdy film stara się wchodzić w metaforyzowanie relacji przez motywy horroru – wypada to już dość miernie. I tu jest problem, bo sama intryga i założenie są ciekawe, ale pod spodem nie kryje się nic głębszego, a film próbuje dość płytko dopisać do tego wszystkiego ideologię, jakoby świetnie obrazował relacje międzyludzkie.

Choć to też może być kwestia postaci – tak jak duet Alison Brie i Dave Franco są naprawdę bardzo dobrzy w swoich rolach, tak czasem wydaje się, że ich postacie to kilka cech bez większego zgłębienia. Ciężko przez to zbudować więź emocjonalną z nimi, mimo że film próbuje – szczególnie z Timem, którego stara się pokazać jako ofiarę, co nawet momentami się udaje, dzięki temu, jak film buduje napięcie, a nie dzięki temu, jak zbudowana jest ta postać.

„Together” zdecydowanie działa jako body horror i potrafi zbudować świetne napięcie, ale w tym wszystkim nie potrafi zbudować bohaterów, a wątek dramatyczny, który tak uporczywie nam wciska, jest co najwyżej poprawny. Co nie zmienia faktu, że ma sceny-perełki i nie raz potrafi zajść za skórę.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *