Kogonada to bez wątpienia jeden z najbardziej unikatowych twórców ostatnich lat. Jego poprzedni film „Yang” bardzo podzielił widownię, a teraz wraca z…
… znaną obsadą, dużym budżetem i marketingiem. Brzmi to wszystko podobnie do Ariego Astera, który miał premierę swojego najnowszego filmu ledwo tydzień wcześniej. Nawet fakt, że w głównego bohatera wciela się aktor z jego poprzedniego filmu, czyli Colin Farrell. Wciela się on w samotnego mężczyznę, Davida, który mieszka w Nowym Jorku, ma jechać na wesele, jednak jego samochód był źle zaparkowany i miał blokadę na kole, a obok niej reklamę wypożyczalni samochodów. Bardzo nietypową – przypominającą pusty hangar ze stolikiem i dwójką osób, które za wszelką cenę chcą mu wcisnąć samochód z roku powstania wypożyczalni, czyli 1994, z GPS-em.
David dociera na wesele, tam zostaje zapoznany z Sarah, jednak mimo kilku rozmów relacja zdaje się urywać, a my widzimy, że ta kończy wieczór z innym mężczyzną w pokoju. Jednak w trakcie wieczoru najpierw mówi Davidowi, żeby wyszedł za nią, a potem, że złamie mu serce. Następnego dnia David wraca, a GPS zadaje mu pytanie, czy chce wyruszyć w tytułową podróż z wszystkimi jej epitetami. Ten, z energią, jakby nic więcej w życiu go już nie czekało, odpowiada, że tak – i GPS każe mu zjechać do fast foodu, gdzie spotyka Sarah. Oboje orientują się, że zdecydowali się na podróż, a przez awarię jej samochodu są zmuszeni ją kontynuować razem.
Brzmi to naiwnie, ale to dopiero początek. Pierwszym przystankiem są drzwi pośrodku lasu. Motywem filmu jest to, że każde drzwi prowadzą do wspomnienia, które kształtowało jedno z tej dwójki. Są to momenty zarówno błahe, jak i poważne – jak śmierć matki. Pomiędzy nimi rozwija się relacja między bohaterami, która oczywiście zmierza w stronę romansu. Jest to mieszanka dość staroszkolnego romansu z nutką nowoczesności i samoświadomości, która często przechodzi w komedię, ale też i poważniejsze tony. I mimo pewnej naiwności, relacja romantyczna tej dwójki działa – do tego stopnia, że w pewnym momencie zaczynamy im kibicować.
Jak to u Kogonady, często wchodzimy w wątki zahaczające o filozofię. Film skupia się na tym, jak ważne sytuacje w życiu wpływają na człowieka i jego relacje z innymi. Często jest to ciekawe i trafne, jednak potrafi też popaść w banał i patetyzm. Nie brakuje tu górnolotnych myśli rodem z „cytaty.pl” – i niby chwilę później film je kontruje, ale tylko jako taką samoświadomą grę, a widać, że to właśnie na tym przekazie mu zależy.
Film mocno promowany jest obsadą – i bez wątpienia chemia między Colinem Farrellem a Margot Robbie jest jednym z jaśniejszych elementów filmu. Sam Colin jest świetny – jako ta bardziej wycofana i mało ekspresyjna postać zostaje, paradoksalnie, bardziej zapamiętywalny. Choć rola Margot jest tu też bardzo charakterystyczna i to ona często dźwiga na swoich barkach ciężar rozładowania patetyzmu. W rolach epizodycznych mamy dużo ekscentryzmu, który wypada różnie, choć są to role, które zapadają w pamięć.
„Wielka, odważna, piękna podróż” to film, któremu można wypomnieć dużo. Nieraz uderza w banał, patetyczność i filozoficzne przemyślenia na poziomie oświeconych nastolatków, ale jest w tym niewątpliwy urok, który sprawia, że ogląda się go dobrze, a chemia między bohaterami sprawia, że im kibicujemy.
5/10

