Chloé Zhao po oscarowym sukcesie Nomadland z 2021 roku wraca z najbardziej szekspirowską opowieścią, jaką się dało.

Choć tak naprawdę to nie, bo film skupia się na perspektywie Agnes, jak się potem okaże partnerki wielkiego dramatopisarza. Co może nie jest oczywiste i brzmi też jak spoiler, bo ujawnienie kim jest bohater jest w drugiej części filmu. Z drugiej strony w materiałach promocyjnych czy nawet opisie na Filmwebie mamy tę informację. Jednak wróćmy do początku – na start poznajemy wspomnianą Agnes, córkę zielarki, wychowywaną przez inną, wielodzietną rodzinę służących na brytyjskiej wsi. Poznaje ona młodego nauczyciela łaciny, który uczeniem dzieci spłaca długi ojca. Dwójka mimo różnic w pochodzeniu szybko zostaje parą, mimo że Agnes nie jest do końca do tego przekonana.

Wszystko się zaczyna dobrze dla nich układać, mają pierwsze dziecko. Jednak jak to w dziełach na podstawie Szekspira – i tutaj całkiem dosłownie – musi być jakaś przepowiednia, tak więc Agnes wierzy, że na jej łożu śmierci będzie żegnać ją dwójka ludzi, w domyśle jej dzieci. Co pasuje do tego, że ona jest znów w ciąży, ale jej partnerowi coraz bardziej doskwiera życie na wsi i niemożliwość realizowania się. Agnes, będąca pełna zaufania do partnera, proponuje mu zamieszkanie w Londynie, aż ten stanie tam na nogi i ona z dziećmi dołączy do niego. Jednak drugi poród jest dużo cięższy niż pierwszy, Agnes podczas niego kilka razy dostaje załamania, aż w końcu dziecko rodzi się bez oddechu.

I tutaj warto dodać parę faktów o Agnes – jej matka była uważana za wiedźmę, zginęła podczas porodu, a teraz Agnes uważana jest za jej następczynię. Bohaterka też bardzo przywiązuje się do rzeczy mistycznych, jak wspomniana wizja z dwójką osób przy jej łożu śmierci. Gdy jej dziecko ma zostać zabrane do pochowania, ta wybłaguje, żeby jej dać córkę, która po chwili w jej rękach ożywa. Czyli wizja zostanie wypełniona? No nie do końca, bo Agnes była w ciąży z bliźniakami, więc w chwili obecnej rodzi trzecie dziecko. Przez co popada w paranoję, że któreś umrze, przez co nie chce dołączyć do męża w Londynie, który zaczyna żyć pół na pół tam i z rodziną.

Jak można się domyślić, to rodzi konflikt, chociaż prawdziwy dramat dopiero nadejdzie. Jednak nie zapuszczajmy się za bardzo w fabułę, która jest dość prosta, acz angażująca. To te klasyczne „prosta historia, złożone emocje” tutaj działa świetnie. Historia jest na tyle złożona, żeby zaangażować, ale na tyle prosta, żeby dać miejsce na odpowiednią sprzedaż emocji. Co jest głównym punktem sprzecznych opini na temat filmu. Jedni oceniają go jako wyciskacz łez, a inni dają sobie te łzy wycisnąć. Sam mógłbym powiedzieć, że jestem pomiędzy, widzę te momenty, gdzie film jest wyliczony na wyciskanie łez. Z drugiej strony to działa, sceny, które mają być emocjonalne, są, nawet te, które wydają się przegięte, jak poród, są wygrane emocjonalnie bardzo dobrze.

Film porusza w opowieści wiele ciekawych tematów, od bardzo ciekawego opowiadania o budowaniu relacji międzyludzkich, zaufania, wspierania się w trudnych chwilach, po tematy graniczne jak śmierć i jej wpływ na życie rodziny, którą została dotknięta. Robi to w bardzo naturalny sposób, przez opowiadaną historię i dobrze zbudowane postaci, które są wielowymiarowe i przechodzą subtelne przemiany podczas trwania filmu. Czy to rodzące się ambicje Szekspira, czy strachy Agnes wyraźnie wpływają na nich, a przy tym nie jest podane to zbyt dosłownie. Film świetnie potrafi grać metaforami, tymi bardziej złożonymi, acz i tymi prostymi, a trafnymi.

W sprzedaniu postaci duża zasługa obsady, szczególnie duet Jessie Buckley i Paul Mescal wypada tutaj bardzo dobrze. Trochę grający duet pary na kontrze, ona skupiona bardziej na życiu duchowym i połączeniu z przyrodą, on ciągnący do miasta i chcący spełniania się. Lecz nie jest to rozegrane tak prosto, jak się wydaje na pierwszy rzut oka. Oboje też mają świetne momenty popisów aktorskich w pojedynczych intensywnych scenach, które są przez większość czasu bardziej powściągliwe, dlatego wtedy też działają dobrze. W tle też mamy dużo dobrych ról, Emily Watson jako macocha Agnes jest przerażająco dobra, a czasem przerażająca, a czasem też nie i potrafi tym zaskoczyć. Oraz mamy trzy role dziecięce, które jak na role dziecięce są naprawdę w porządku i raczej nie powodują zachwytów, ale nie burzą też całokształtu.

Nie sposób na koniec nie wspomnieć o polskim akcencie i wcale nie chodzi mi o ekipę i zupę wspominane przez Jessie Buckley podczas odbierania Złotego Globa. Tylko operatorze tego filmu, którym jest Łukasz Żal, i zdjęcia są tu naprawdę świetne. Szczególnie tereny leśne, w których rozgrywana jest spora część początku filmu. Także sugestywność kamery, która wiele opowiada obrazem, budując oczekiwania widza, a czasem bawiąc się w ukazywanie fałszywych tropów. Ze świetną estetyką i dbałością o detale graficzne.

„Hamnet” to najlepszy film sezonu nagród? Nie powiedziałbym, acz nie zmienia to faktu, że to bardzo dobre kino, które potrafi poruszyć, mimo bycia wyliczonym pod to. Bez wątpienia broni się bardzo dobrą obsadą i jeszcze lepszymi zdjęciami Łukasza Żala.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *