Pełnometrażowy debiut dokumentalny Mikołaja Janika, który zdobył świetne przyjęcie publiczności na Millenium Docs Aginst Gravity.
Trzy lata temu na Nowych Horyzontach oglądałem krótki metraż reżysera pod tytułem „Mandala”, który był bardzo dobry. W obu tych dziełach ważna jest relacje rodzicielska, jednak tutaj uderza w inne tony. Głównym bohaterem filmu jest Arek, trzydziesto sześciolatek, który żyje z nadopiekuńczą matką i nieobecnym ojcem. Sam przedstawia się jako artystę wizualnego, który szuka swojej drogi. Znany między innymi z tego, że przerabia obrazy, od religijnych do pejzaży, do który domalowuje swoje interpretacje, będące często przełamaniem ich powagi. I na tych pejzażach się skupmy, bo podczas jego wyjazdu w góry dowiaduje się o największym obrazie stworzonym w Polsce „Panoramie Tatr”.
Zaginiony obraz, który miał 115 metrów długości i 16 metrów wysokości, co daje większe rozmiary niż ogromna i znana „Panorama Racławicka”. Arek zaczyna swoje śledztwo na temat obrazu, szukając informacji w muzeach, jak i wśród mieszkańców tatr. Jednocześnie bardzo ważny jest jego watek rodzinny, ciągłe rozmowy z matką, rozważania na temat odcięcia się od rodziców, ale i przywiązania do nich.
Przyznam, że uwielbiam kino dokumentalne, które prowadząc jedną narrację, tutaj o poszukiwaniach Arka potrafi w tym poruszać wiele tematów „pobocznych”. Lecz to bardzo upraszczające określenie, bo film czy to do tematu relacji z rodziną, czy szukania własnej drogi podchodzi bardzo poważnie i ich nie spłyca. Można użyć nawet wyświechtanego powiedzenia, że nie liczy się cel, ważna jest droga i ten film świetnie to ukazuje. Samo poszukiwanie panoramy jest tutaj punktem wyjścia do szukania własnej ścieżki w życiu. Nie będę zdradzał dalszej części filmu, czy bohater znajduje ją, jak i samą panoramę, to właśnie to poszukiwanie jest niezwykle inspirujące.
Przy tym film świetnie miesza powagę z humorem, czasem absurdem, sam początek, gdy bohater jeździ na składaki i szuka obrazów po śmietnikach, żeby potem je zmodyfikować, zdaje się absurdalny. Motyw, że 36 latem mieszka z rodzicami, którzy są trochę jakby z innej epoki, ale są w tym niebywale prawdziwi. I nawet jeżeli my nie mieliśmy takich rodziców czy dziadków, to każdy z nas gdzieś w rodzinie miał takie osoby. Przy tym idąc w głąb filmu, poznajemy ich lepiej i okazuje się, że sytuacje, które wydają się absurdalne, mają dużo głębsze podłoże. Nie raz dostaniemy bardzo dojmującą rozmowę Arka, czy to z ojcem, czy z jego partnerką, które idą w bardzo psychoterapeutyczne rejony.
I znowu zrobiło się poważnie, a chciałbym skupić się chwile jeszcze na głównym bohaterze Arku, który jest niezwykle barwną postacią. Jego lekkość ducha jest do pozazdroszczenia, swoista też lekkość w podejmowaniu działań tym bardziej, ale głębia przemyśleń, która nie raz nas zaskoczy. Trzydziesto sześciolatek, który nie wyzbył się tej ciekawości dziecka, która czyni go artystą, bardziej niż to co robi. W samym filmie mamy scenę, gdzie zostaje w ładnych słowach odrzucony z muzeum sztuki nowoczesnej, ale pada tam, że jego osoba i poszukiwana są jakby materiałem na wystawę. Co jest swoistą klamrą, bo może tak jest, ale na pewno jest materiałem na film dokumentalny i to uważam bardzo udany.
Na którym nie raz się zaśmiejemy, nie raz będziemy nostalgizować, a nie raz zostaniemy zmotywowani do działania. To trochę film jak jego główny bohater z tą dziecięcą ciekawością, ale nie pozbawiony głębszych przemyśleń.
7/10

