Jedna z najbardziej legendarnych franczyz w historii animacji wraca z piątą częścią.
Historia serii jest pewnie większości znana, zabawki, które ożywają i mają świadomość, gdy nie są widzenie przez ludzi. Jednak ta część skupia się na fakcie, gdy dzieci bawią się zabawkami, to one przeżywają prawdziwe historie. Jest to niemal egzystencjonalne dla nich, do tego stopnia, że czują się niepotrzebne. Zaczynamy historię, gdy dziewczynka, która jest obecnie właścicielką większości zabawek Andy’ego, nie potrafi znaleźć przyjaciół. Wstydzi się innych dzieci, a gdy próbuje zaprosić je do zabawy, te wyśmiewają, że wciąż bawi się zabawkami. Same zabawki pod wodzą Jessie zdają sobie sprawę, że problemem jest technologia, dokładniej ekrany, wszelaki tablety i telefony, w które wciągnęły się dzieciaki.
Zauważają to też rodzice dziewczynki, które kupują jej tablet, który ma sprawić, że znajdzie nić komunikacji z innymi dziećmi. Tablet od razu staje się ulubioną zabawką dziewczynki i wrogiem numer jeden dla tradycyjnych zabawek. Jessie podczas rozmowy z Chudym, który jest poza domem. Zaczyna mu o tym opowiadać i przypadkowo prosi go o pomoc. Tymczasem tablet zaczyna działać i dziewczynka zostaje zaproszona na nocowankę u koleżanek. Jessie wymyka się i jedzie na tą nocowankę ze swoją właścicielką, która okazuje się dla niej traumatycznym wydarzeniem. Jessie chcąc odzyskać dziecko, zaczyna walkę, która doprowadza ją do domu jej pierwszej właścicielki, gdzie poznaje dziewczynę, która wciąż preferuje tradycyjne zabawki.
Calem zabawek jest poznanie dwóch dziewczynek i zawiązanie między nimi przyjaźni. Tymczasem głównym konfliktem i tematem filmu staje się technologia. Film porusza temat samotności wśród dzieci wywołanej przez technologię, które zamiast spędzać czas razem, wybierają ekran, a nawet spędzając czas razem, każde dziecko tak naprawdę jest osobno. Przyznam, że jest to trochę boomerskie podejście, acz jest w nim sporo racji. Najciekawszym pytaniem, jakie zadaje jest w jakim wieku powinno dopuścić się dziecko do technologii. Z jednej strony, żeby nie wpadło w uzależnienie, z drugiej mamy tematy wykluczenia cyfrowego. Bohaterowie filmu wprost wskazują problem, że technologia zabiera dzieciom dzieciństwo i sprawia, że one zbyt szybko dorastają.
Sama historia jest dobrze poprowadzona, tempo jest bardzo dobry i dobrze eksploruje przeszłość bohaterów. Główną bohaterką staje się Jessie, a także Buzz Lightyear, który czuje do niej coś więcej i nieudolnie próbuje się jej oświadczyć. Jest to ciekawy wątek poboczny, których tutaj jest dużo. Mamy całe segmenty grupki nowszej wersji Buzza, której celem jest dostanie się do bazy, który działa zarówno jako comic relif (skojarzenie z wiewiórką z „Epoki lodowcowej”), a także zgrywa się z główną historią. Także zdjęcie ciężaru prowadzenia z Chudego sprawia, że on staje się bardziej komediową postacią, a przynajmniej na jego starzeniu się opiera się duża część żartów. I tak dużym atutem filmu jest humor, którego jest tutaj masa i nie raz w kinie zaśmiałem się pod nosem.
„Toy Story” od początku była technologicznie przełomową animacją i może tutaj nie mamy żadnych wizualnych ani technologicznych przełomów, to film wygląda bardzo dobrze. Animacja jest bardzo kreatywna i dzieje się tutaj wiele, a przy tym jest bardzo czytelna i nie dostajemy tik-tokowego szaleństwa, byle wycisnąć jak najwięcej dopaminy. To staroszkolna animacja z wykorzystaniem najnowszej technologii.
Mimo wszystko czuć, że to trochę znowu to samo, wątek technologiczny jest ciekawy, acz mocno spóźniony i wydaje się jakby problemem sprzed kilku lat. Acz wydaje się wciąż aktualny, a powrót do starych bohaterów jest bardzo przyjemny i zabawny.
7/10

