Bohater kreskówki wpada do żołądka wieloryba, chcielibyście zobaczyć coś takiego tylko naprawdę?


Ten koncept eksploruje ten film, ale po kolei. Film zaczynamy od śmierci Mitta, znanego w okolicy żeglarza, jak później się okaże ojca głównego bohatera. Jego syn, Jay jak reszta rodziny nie może pogodzić się ze śmiercią, mimo ze szybko okazuje się, że owa relacja ojciec-syn nie należała do najcieplejszych. Jay był przez lata szkolony przez ojca, jeżeli chodzi o nurkowanie, w delikatnie mówiąc surowy sposób, zakrawający o znęcanie się nad dzieckiem. Jay postanawia udowodnić zmarłemu ojcu, a może bardziej sobie, że potrafi nurkować. Zbiera potrzebny strój i jedzie na nabrzeże, gdzie utopił się jego ojciec.


Innym punktem zapalnym do tej decyzji była rozmowa z siostrą, w której wspominali o tym, że podczas pogrzebu trumna była pusta – w domyśle ciało ojca jest na dnie. I na to dno chce zejść Jay, omija on przeszukującą okolicę policje i zanurza się pod wodę. Mimo fal udaje mu się zejść, przełamać strach, jeżeli chodzi o głębokie nurkowanie, aż pojawia się zagrożenie. Które też szybko staje się nieistotne, bo to zagrożenie goni inne zagrożenie, dużo większe, tytułowy wieloryb, który połyka pierwsze zwierzę morskie. Gdy Jay powoli oddala się, myśląc, że dwójka jest zajęta sobą, zostaje dosłownie wchłonięty w całości przez wieloryba.


Od tego czasu zaczyna się walka o ucieczkę z wnętrza zwierzęcia, choć tak naprawdę Jay zapada się coraz głębiej w układ pokarmowy przeciwnika, jeżeli tak to można nazwać. Sama walka Jaya jest przeplatana scenami retrospektywy relacji jego z ojcem. I tutaj mam trzy problemy z tymi dwoma filarami filmu. Zacznę od budowania relacji ojciec-syn, jest ona tak nijaka, a do tego stereotypowa, że to aż razi po oczach. Oczywiście, nie mówię, że takie relacje nie zdarzają się w rzeczywistości i to jest przykre, kiedy rodzic w brutalny sposób przenosi swoje niespełnione ambicje na dziecko. Jednak ukazane jest to tak schematycznie, że buduje to zero emocji.


I nie buduje też bohaterów, tak jak wstęp, przez co, kiedy Jay zaczyna walczyć o życie, w sumie mnie to nie interesuje. Logicznie współczuję chłopakowi dzieciństwa z ojcem tyranem, acz ani razu ich historia mnie zaciekawiła, żebym teraz miał odczuwać emocje. Na koniec sama walka wewnątrz wieloryba ukazana w naturalistyczny sposób wydaje się ciekawym konceptem, finalnie według mnie to zawiodło. W dużej mierze z uwagi na długość i monotonie i domyślam się, że miało to podbić dramatyzm, acz wróćmy do punktu, gdzie bohater mnie nie interesuje i pewnie to wiele tłumaczy.


Film broni się, jeżeli chodzi o realizację zdjęć podwodnych i faktycznie są one efektowne, tak samo później wewnątrz wieloryba. Widać dopracowanie pod tym katem i będąc laikiem w temacie, jestem w stanie uwierzyć w naturalizm, tego co widzę na ekranie. Niestety powtórzę się, jeżeli chodzi o długość samej walki wewnątrz organów trawiennych zwierzęcia. Ta sprawia, że ciekawe na pierwszy rzut oka ujęcia stają się bardzo szybko monotonne.


„Upadek Wieloryba” to film, który mnie wymęczył niczym wieloryb głównego bohatera. Problem, ze sam bohater nie został odpowiednio zbudowany i jakkolwiek jego walka nie była ciekawa, to jego los nie obchodził mnie wcale.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *