Pełnometrażowy debiut Juli Rogowskiej, który od premiery na festiwalu w Gdyni wzbudza duże zainteresowanie, niedawno trafił na ekrany kin.


Film jest nietypową wizją przyszłości, lecz zaczyna się lata wcześniej, gdzie młoda dziewczyna, Sara kupuje bilet na pociąg. Gdy zauważa, że nie może płacić kartą, znikąd pojawia się chłopak, którego jak widać niedawno, co poznała. Ten pożycza pieniądze na bilet a dwójka chwile rozmawia na peronie. Gdy ich losy mają się rozłączyć, ten dołącza do niej i zostanie w jej życiu na dłużej, ale nie na zawsze. Przenosimy się do przyszłości do nietypowego domu starów, gdy główna bohaterka mieszka. Podczas rozmowy ze sklepikarzem okazuje się, że ten może jej pomóc uciec, ale za sporą sumę pieniędzy.


Jak można się domyślić, kobiecie udaje się zebrać sumę i dwójka opuszcza dom starców. Podczas podróży dwójka zaczyna się zbliżać i okazuje się, że pozornie młody chłopak, jest faktycznie starszy od głównej bohaterki. Tutaj warto powiedzieć o tej wizji przyszłości, otóż gdzieś pomiędzy czasem z początkowej retrospekcji a resztą filmu każdy człowiek miał do podjęcia decyzję. Żyć w niestarzejącym się ciele, które ma określony termin ważności, czy nic nie zmieniać, czy żyć jak do tej pory. Fakt, że większość osób wybrała pierwszą opcję, sprawił, że druga grupa stała się wyrzutkami społecznymi. Sara podjęła taką decyzję, a teraz wraca do świata, gdzie ludzie jako ona nie są mile widziani. Gdy ciało jej przemytnika ulega przeterminowaniu, ta nie wiedząc co robić, jedzie po pomoc do chłopaka ze wspomnianej retrospektywy, ten przedstawia ja jako swoją matkę do obecnej partnerki.


Od tej pory zaczyna się rodzaj gry, między główną bohaterką a ludźmi, którzy podjęli inną, tę popularniejszą decyzję. Jest to przeplatane retrospekcjami dotyczącymi relacji Sary i jej ówczesnego partnera. Całość jej rozegrana na dość dużej niewiadomej, w którą stronę skieruje się opowieść i przez większość czasu to.. jego przeciąganie. Co w założeniu jest ciekawe, tak jak cały koncept tego filmu, problem, że im dłużej w trwanie tego filmu, tym bardziej nic z tego nie wynika. Oczywiście mamy potem dalszy rozwój akcji, ale to wszystko wydaje się takie puste, a może bardziej niewykorzystujące potencjału zbudowanego świata.


Szczególnie jeżeli myślimy o kwestiach filozoficznych. Sama decyzja zdaje się tutaj kluczowa, tutaj zbudowana trochę na konflikcie, bo Sara i jej partner podjęli inne decyzje, mimo że zapewniali się, że będzie inaczej. Potem ich konsekwencje, gdy spotykają się pod koniec swoich żyć. Jest to ciekawe, tylko miałem wrażenie, jakbym musiał samemu więcej sobie dopowiadać, niż film podrzuca mi tropów. Poniekąd rozumiem jego surowość, tylko tutaj sprawia to wrażenia pozbawienia treści.


Mimo że to pełnometrażowy debiut to w obsadzie mamy wiele znanych nazwisk. W główną rolę wciela się Agata Kulesza, której świetną rolą w „lalce” niedawno wszyscy się zachwycaliśmy, tutaj zdecydowanie mamy inną rolę. Nie tak efektowną, nie tak zapadającą w pamięć, dużo bardziej dramatyczną, dalej dobrą, acz nie są to szczyty tej aktorki. W jej ekranowego partnera wciela się Dobromir Dymecki, który jest poprawny, acz to rola bardzo mało zapadająca w pamięć, wręcz nijaka. W drugim planie mamy też kilka ciekawych występów, wspomnianego sklepikarza/przemytnika gra Bartosz Bielenia. Który jest tutaj świetny w bardzo charakterystycznej roli, w kontrze Maciej Musiał jest aż odstręczający (co pewnie po części było załażeniem postaci, ale wyszło strasznie dziwnie).


„Czas, który nie nadszedł” to dla mnie film niewykorzystanego potencjału. Ciekawe założenie i wizja świata, który odsłania fabularną pustkę, której nie nadrabiają filozoficzne zagwozdki, których film podrzuca tutaj w mojej opinii za mało.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *