Nathan Fielder i Lance Oppenheim stworzyli fenomen.


W recenzji filmu „Prime Time” wspomniałem, że Pan Lance wraca niedługo z czymś
dużo większym i oto jest, trzygodzinny dokument, o którym mówi każdy. Wiem brzmi to
absurdalnie, ale firm robi furorę. Warto powiedzieć, że na pokazach
przedpremierowych sale były pełne, do tego stopnia, że seanse w multipleksach w
południe w ciągu tygodnia były wyprzedane. Sam film miał premierę na festiwalu w
Telluride, co nie jest zbyt częstym zagraniem, ale wywołało poruszenie i dobrze wpłynęło
na film duetu Lance i Nathan, w którym widzimy tego drugiego na ekranie.


Tak, jeden z reżyserów występuje w filmie, będąc jego kluczowym bohaterem.
Zacznijmy jednak, od faktu o kim jest to film, Elizabeth Holmes, założycielka firmy
Theranos, która zgromadziła miliardy dolarów od inwestorów na swój rewelacyjny
wynalazek. Miał on z zaledwie kropli krwi wykonywać dziesiątki badań, taniej, szybciej i
z większą precyzją niż obecne metody. Co później okazało się kłamstwem, ale czy na
pewno? Film zaczyna się na 34 dni przed początkiem jej dziesięcioletniej odsiadki w
więzieniu, tak Elizabeth została prawomocnie skazana. Postanawia wtedy wpuścić do
swojego domu Nathana Fieldera z kamerami, żeby pokazać prawdę o sobie i swojej
rodzinie.

Film na początku zawiera planszę proszącą o nie zdradzania treści i tego tutaj nie
zrobię. Uważam, że jest to bardzo ważne w odbiorze tego filmu, ba polecam nawet jak
najmniej wiedzieć o całej sprawie, bo odkrywanie tego wraz z filmem jest bardzo
ciekawe, ale co ważniejsze sprawia, że nie ma się na początku wyrobionego zdania na
temat bohaterów, które mogłoby zmienić odbiór tego dzieła.
Więc po co Elizabeth i jej partner wpuszczają kamery do swojego domu? Żeby
opowiedzieć historie, prawdziwą? Wypaczoną przez nich, a może kogoś innego? To jest
w zasadzie temat tego filmu, to, czym jest prawda, manipulacja, kto manipuluje kogo, a
to tylko wierzchołek góry lodowej. Poziom wielowątkowości tego filmu i tego, jak głęboko
on wchodzi, jest niezwykły. Samo wpuszczenie reżysera do życia ma tak
wielopoziomowe skutki dla odbioru dzieła, że nie jest się w stanie tego przewidzieć na
początku.

Tak jak tego w jakąś stronę pójdzie film, który zaskakuje wiele razy. To między innymi
dlatego film, który trwa niemal trzy godziny ogląda się na jednym wdechu, bez ani
sekundy nudy. Osobiście kocham kino dokumentalne, acz ten film wynosi je na nowy
poziom, jeżeli chodzi o formę, byciem meta i to nie w ten wyświechtany sposób, tylko
naprawdę. Dołożenie tych „poziomów gęstości” sprawia tylko, że coraz głębiej
zanurzamy się w bohaterów i ich historie, widzimy inne perspektywy i jak tytuł wskazuje
widzimy wszystko, a na pewno więcej.

„Robię fabułę tak, jakby to był dokument i dokument tak, jakby to była fabuła”. Ten cytat
z Krzysztofa Kieślowskiego idealnie pasuje do tego filmu, w którym wiele razy
zapomnimy, że to dokument. Momentami miesza style znany z reality show z czymś
przypominającym teatr improwizowany i fakt, zamyka to w dokumencie, ale jeszcze raz
powtórzę, że gatunkowo to niezwykle świeża mieszanka.


I wiecie, co jest najlepsze w „Zobaczysz wszystko”, że naprawdę zobaczymy dużo,
może nawet wszystko, ale dalej nie będziemy wiedzieli, co o tym myśleć. To film, który
wystawia na próbę percepcje widza, uważności, ale też oceny moralnej, czy może co
ważniejsze sensowności jej przeprowadzania. A sam pisząc to, mam wrażenie, że
cokolwiek nie napisze, to nie oddam jego geniuszu, jednocześnie zdradzenie
czegokolwiek o tym filmie to za dużo, więc tylko odsyłam do kina.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *