Wielka Nagroda Jury, czyli Srebrny Lew z Wenecji, niezliczone nagrody publiczności na festiwalach oraz nominacje do Złotych Globów i Oscarów.
I to dla filmu, który opowiada o ludobójstwie w Strefie Gazy. Niezwykle ważne i odważne dzieło, które porusza jedną z najbardziej haniebnych sytuacji w najbliższej przeszłości, czyli bestialskie ludobójstwo, jakiego państwo izraelskie dokonuje na ludności w Strefie Gazy. I bez wątpienia jest to temat, który budzi emocje, co pewnie wypacza obiektywną ocenę filmu, ale takie według mnie powinno być kino. Budzić emocje, dawać pole do przemyśleń, a nawet wzniecać do działania, poruszając ważne, często trudne tematy z historii i teraźniejszości.
Film skupia się na kwaterze Czerwonego Półksiężyca, którzy dostają telefon ze Strefy Gazy na temat ostrzeliwanego pojazdu. Gdy jeden z wolontariuszy, Omar, łączy się z ludźmi uwięzionymi w samochodzie, słyszy błaganie o pomoc, strzały i urwane połączenie. Wolontariusz jest załamany, jego współpracownicy próbują go pocieszyć, ale życie toczy się dalej. Gdy zaczynają godzić się z sytuacją, okazuje się, że w samochodzie przeżyło jedno sześcioletnie dziecko.
Zaczynają rozmowę z dziewczynką, której imię widnieje w tytule filmu. Cały koncept filmu to granie na czas i utrzymywanie rozmowy telefonicznej, podczas gdy inny dział organizuje pomoc w Strefie Gazy. I tu sprawy się komplikują, nawet dysponując karetką na miejscu wolontariusze muszą czekać na zielony tunel, czyli potwierdzenie od zbrodniczego wojska, że puszczą karetkę. Oczywiście nie robią tego bezpośrednio, a sam proces wydaje się nieskończoną biurokracją z diabłem. Wolontariuszom zaczynają puszczać nerwy i dochodzi do spięć oraz różnych dylematów moralnych.
To właśnie warstwa moralna tego filmu jest niezwykle ciekawym aspektem. Te dylematy, czy wysłać karetkę na niemal pewną śmierć jej załogi, czy zostawić ludzi w potrzebie, tutaj małą dziewczynkę, która siedzi w samochodzie pełnym zwłok jej bliskich. Poruszany jest temat prowadzenia dialogu ze zbrodniczym wojskiem, opieszałości pomocy i wiele więcej w czasie, gdy rozgrywa się gra o życie dziewczynki. I tak podkreślam, że chodzi tu o życie sześcioletniego dziecka, co samo w sobie brzmi jak poleganie na emocjach. Jednak po pierwsze historia jest prawdziwa, co normalnie nie ma wpływu na moje oceny, ale tu przez formę filmu ma, ale o tym zaraz. Po drugie pokazuje, jak nikt w Strefie Gazy nie jest bezpieczny, jak armia Izraela jest bezkarna i świadomie zabija cele cywilne. Może opowiedzenie historii małego dziecka to specjalne podbijanie emocji, ale w słusznym celu.
Co sam film bierze na tapet, ciekawą zagwozdką jest wymiana słów między bohaterami, którzy chcą zdać relację z wydarzeń w social mediach. Natomiast Omar odpowiada, że setki filmów z trupami nie robią wrażenia, więc dlaczego przerażony głos małej dziewczynki miałby zrobić wrażenie. No właśnie to nie jest takie zero-jedynkowe, bo przyznam, że historia tu przedstawiona robi wrażenie i potrafi emocjonalnie chwycić. Przy tym, co bardzo ważne, nadaje ludobójstwu twarz, małej dziewczynki, cywila, niewinnego człowieka i ten tytułowy głos.
Sama forma jest niezwykle ciekawa, to połączenie prawdziwych nagrań z fabułą. Rozmowy między dziewczynką a wolontariuszami to prawdziwe nagrania, natomiast to, co dzieje się w bazie Czerwonego Półksiężyca, to właśnie fabuła. Film płynnie przechodzi między jednym a drugim, tworząc bardzo spójny efekt.
Sam, oglądając „Głos Hind Rajab”, przeżyłem etapy żałoby, od niemal łez w oczach, przez wściekłość do bezradności. To niezwykle ważny film ukazujący bestialską zbrodnię z perspektywy tych, którzy pomagają jej ofiarom, ale muszą trzymać się procedur ich blokujących. To niezwykle emocjonalna rzecz, bez wątpienia z sercem po właściwej stronie.
9/10

