Chcielibyście cofnąć się w czasie, żeby uratować świat przed zagładą.


Główny bohater filmu nie chce, ale musi, choć do końca mu to nie wychodzi. W pierwszej scenie w delikatnie mówiąc ekscentrycznym stroju, wchodzi do restauracji, ogłaszając, że to nie napad, a przybył tu z przyszłości, żeby ratować świat. Wyśmiewa ludzi zapatrzonych w telefony, po czym zaczyna namawiać ich do dołączenia do rewolucji. Gdy to nie działa, porównuje swoje działanie do filmu „Dzień świstaka”, który przeżył już ponad sto razy i zaczyna wyciągać fakty na temat gości knajpy, w której jest. Pół dobrowolnie, pół groźbą zbiera drużynę kilku osób, z którą ucieka z tego miejsca.


Po ucieczce opowiada grupie o swojej misji. Okazuje się, że ziemia popadła w ruinę przez uzależnienie od telefonów i potrzebuje w ciągu godziny powstrzymać młodego twórcę AI, który doprowadzi świat do upadku. Mają do przebicia kilka przecznic, gdzie spotykają masę przeciwności. Jednocześnie film po kolei przedstawia członków drużyny, ukazując też tam, jak znaleźli się, w tym miejscu o tym czasie.


Na papierze brzmi to, jak nietypowe kino akcji z elementami Sci-Fi, co częściowo jest prawdą, acz nie do końca. Główna opowieść, prowadzona w powiedzmy „czasie teraźniejszym” jest typowym kinem drogi z elementami akcji. Jednocześnie jest przepełniony absurdami i humorem, często nawiązującym do tego, że główny bohater powtarza tę misję sto osiemnasty raz. Jako element kina drogi poznajemy w trakcie bohaterów i dynamikę między nimi. Choć dokładniej ich poznamy, gdy przychodzi do ich historii, tu film trochę zmienia tempo i wydźwięk na spokojniejszy i poważniejszy.


Co z jednej strony jest plusem, bo ta warstwa akcji z humorem po czasie jest męcząca, a tak przeplatanie daje jakiś balans. Z drugiej strony historie same w sobie są dość nierówne i idą one mocno w uświadamiający, dramatyczny przekaz o tym, że uzależnienie od świata internetu i urządzeń elektrycznych jest złe. Tak filmie, wiemy. To jest duży problem, gdy sama krytyka jest niezwykle powierzchowna i banalna. Jedynie wątek sztucznej inteligencji i kontroli nad nią wydaje się obecnie ciekawy, tylko i tak zostaje potem skrócony do banału i oczywistości.


Wróćmy do akcji, czy jest lepsza od wątku dramatycznego? No nie do końca, choć zaczyna się obiecująco i cały wątek jest dobrze prowadzony jako właśnie to kino drogi z elementami akcji. Która jest w większości dobrze zrealizowana, osobiście nie jestem fanem finału, ale rozumiem, że miał on podbić stawkę. Gorzej jest, jeżeli chodzi o humor, jego natłok jest męczący, a sam jest często, delikatnie mówiąc suchy i boomerski. Sam Rockwell wcielający się w głównego bohatera stara się jak może, jednak często ciężko przychodzi przyjmowanie niektórych kwestii nawet od niego. Niestety poza Rockwellem reszta obsady wyleci z pamięci tuż po obejrzeniu tego filmu, co sugeruje, że nie są to role wybitne.


„Baw się dobrze i przeżyj” to film, który wygląda bardziej jak produkt korporacji, który był robiony przez Panów w średnim wieku, którzy myśleli, że trafią do młodych, a chybili niesamowicie. Sama oś fabuły jest dobra, a film ma lepsze momenty, ale jako całość jest męczący, czasem od natrętnego humoru, a czasem od moralizatorstwa. Między to wciskając masę lokować produktów, jakby sam film nie był wystarczającym produktem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *