Po prawie dwudziestu latach dostajemy drugi film wyreżyserowany przez Mary Bronstein.


To dość długa przerwa, jednak z pomocą A24 udało się mocno rozpromować film mający premierę rok temu na festiwalu w Berlinie. Teraz najwięcej mówi się w kontekście wygranego złotego globa i nominacji Oscarowej dla Rose Byrne, która wciela się tu w główną rolę. Matki, która zostaje z sama z córką, gdy jej mąż pacujacy na statku wyrusza na miesięczny rejs. Widzimy, że kilkuletnia dziewczynka nie jest najłatwiejszym dzieckiem, a jej matka, Linda jest wiecznie przemęczona. I wtedy dzieje się coś przedziwnego, w ich domu pojawia się woda, okazuje się, że przecieka przez sufit z góry, a wtedy sufit się zarywa i pozostaje wielka dziura, która ukazuje także azbest będący między pietrami. Linda z córką przenoszą się do taniego motelu, gdzie żyją z dość średnio pomocną obsługą.


Dowiadujemy się też, że dziewczynka ma problemy zdrowotne, nie chodzi do szkoły, codziennie z matką jeździ na sesje terapeutyczne, a nocami przyjmuje pokarm dożołądkowo przez sondę. Linda, która ewidentnie wolałaby własnymi sposobami leczyć córkę, dostaje ultimatu, że tam musi przytyć do określonej wagi, żeby mogli pozbyć się karmienia przez rurkę. Życie Lindy to jedna wielka spirala terapii, ta wspomniana z córką, jej terapia u współpracownika, który ma jej dość, a sama jest też terapeutką. I jej klientki są mocno absorbujące, delikatnie to ujmując. I ta spirala zacieśnia się, nienaprawiona dziura w suficie, obsługa motelu i złe warunki w motelu sprawiają, że Linda popada w paranoje podbijaną niewyspaniem, koszmarami i potajemnie pitym winem.


I tak nasza pętla się zacieśnia i zacieśnia, a bohaterka dąży do samo destrukcji… no może nie jest tak źle, jednak film to ciekawy przykład thrillera opierającego się na codzienności. Oczywiście raczej mało komu zapada się sufit, ale jest to tylko wydarzenie, które powoduje zmiany w życiu, jakie każdy napotyka w życiu. Oparcie całego dramatu na sytuacjach dnia codziennego jest świetnym pomysłem. Film przytłacza sytuacjami, które mogą wydać się miałkie, brak miejsca parkingowego, córka, która odmawia jedzenia, czy ciężki klient w pracy. Tylko ich nawarstwienie prowadzi do powstania spirali, coś jak w filmach braci Safdie, rozwiązaniem jednego problemu powoduje stworzenie dwóch nowych, a ten oryginalny jeszcze wróci za pół godziny ze zdwojoną siłą. I film ma klika małych kulminacji tych spiral, które naprawdę wgniatają w fotel, a całościowo dzięki dobremu tempu trzyma napięcie lepiej niż niejeden thriller.


Działa to też dzięki samej głównej bohaterce, która w zasadzie często bardziej przypomina antybohaterkę. Linda nie jest miłą mamusią, która uśmiecha się do lekarki jej córki i jest dla wszystkich miła. To kobieta, która ma dość i wyraża to, czasem widzimy, że jej napady złości nie mają sensu, a czasem są wyrażeniem tego, co siedzi w większosci z nas, ale boimy się to wypuścić. Widać, że jej działania są wykonywane w dobrej wierze, nawet jeżeli są pośród nich te wątpliwe moralnie, to jest bohaterką, z którą można się utożsamić.


Duża tu zasługa Rose Byrne, która jest bardzo dobra w roli kobiety na skraju załamania nerwowego, która stara się przebrnąć przez codzienność. Czy Oscarowa? Możliwe, na pewno jedna z intensywniejszych w tym sezonie nagród i bez wątpienia wartych zobaczenia. W obsadzie mamy też dwie nietypowe osoby A$AP Rocky jako sąsiad z motelu i Conan O’Brien jako terapeuta. I tak jak raper wypada dobrze w swojej roli, tak gwiazdor telewizji wypada dość średnio w swojej roli. Zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że to największy minus tej produkcji.


I czuje, że nie udało mi się nawet odnieść, do mnogości tematów, jakie porusza ten film, od macierzyństwa, po presję społeczną i załamania nerwowe. To kino, które potrafi głęboko poruszyć i dać do myślenia, a przy tym trzymać w napięciu od samego początku do końca utrzymując dobre tempo i uczucie stresu u widza.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *